Od 18 września 2012 r. między tysiącami roślin dostępnych w Łódzkiej Palmiarni, zobaczyć można coś, co z roślinami ma niewiele wspólnego. Wydaje się jednak, że wnętrza palmiarni mogą idealnie pasować do nowej, czasowej wystawy.
Zapraszam, choć sam jeszcze wystawy nie widziałem. Mam nadzieję, że do 4 listopada mi się uda, wtedy bowiem się kończy. Mam nadzieję, że organizatorzy się postarali. Wystawy muszli nie należą w Polsce do najczęstszych, choć środowisko kolekcjonerów rozrasta się i wymienia doświadczeniami. Dopóki jednak nie powstanie jakaś stała inicjatywa, warto korzystać ze wszelkich okazji, jakie się nadarzą. A taką jest ta łódzka. Wystawa kilkuset muszli ze zbiorów Kawiarni 7 Kontynentów Palmiarni Poznańskiej może przyciągnąć miłośników konchistyki lub malakologii. Obiecuję relację, jak tylko się tam wybiorę. Mam nadzieję, że już wkrótce.
Wystawę oglądać można w godzinach otwarcia Palmiarni, al. Piłsudskiego 61 (od strony Parku Źródliska, blisko łódzkiej Filmówki), od 9 do 16 (bo już październik za pasem!), we wszystkie dni poza poniedziałkami.
Więcej wkrótce.
niedziela, 30 września 2012
środa, 26 września 2012
Mytilopsis leucophaeata Conrad, 1831 - nowy gatunek w naszych wodach

Tak, tak… Niedawno przeczytałem doniesienie naukowe o
obserwacjach w wodach Zatoki Gdańskiej nowego gatunku małża z rodziny
Racicznicowantych (Dreissenidae) z rodzaju Mytilopsis.
Jest to przybysz z Zatoki Meksykańskiej (kawał drogi!), będący obecnie w
ekspansji gatunek Mytilopsis leucophaeata
Conrad, 1831. Zwierzę nie ma jeszcze polskiej nazwy gatunkowej, pewnie się też
długo jeszcze jej nie doczeka.
Autorka doniesienia, Anna Dziubińska z gdyńskiego Instytutu
Oceanologii Uniwersytetu Gdańskiego podaje, że Mytilposis leucophaeata notowany był w Europie po raz pierwszy
jeszcze w XIX wieku w Antwerpii, notowano go również w Kanale Kilońskim, a w
2004 r. stwierdzono go w Zatoce Fińskiej. Zważywszy na zasolenie Zatoki
Gdańskiej (ok. 7‰) jest bardzo prawdopodobne, że gatunek znajdzie korzystne
warunki do utrzymania populacji, toleruje bowiem zasolenie rzędu 26‰,
jednakże optymalne dla niego jest 1,3 – 12,6‰.
Jak wygląda? Szczerze mówiąc nie wiem, bo nie widziałem.
Znaczy na żywo nie widziałem. Jest bardzo podobny do racicznicy zmiennej Dreissena polymorpha oraz do D. bugensis (jeszcze nie notowanej w
Polsce, ale bardzo prawdopodobne, że już u nas żyjącej). Osiąga mniejsze
rozmiary, około 20 mm długości i 10 mm szerokości (a właściwie odwrotnie, bo przecież
racicznice mają muszle przede wszystkim szerokie, jeśli za szerokość wziąć
odległość między wierzchołkiem a brzegiem). Pewnie rozpoznać można po budowie
zamka, ale nie dysponuję kluczem, za którym mógłbym te szczegóły podać.
Pozostaje jeszcze otwarte pytanie, czy M. leucophaeata zadomowi się u nas. Może się okazać, że będzie tu
za zimno albo za brudno. Zobaczymy. Poczekamy na kolejne doniesienia. A gdyby
ktoś chciał się zapoznać z informacją o pierwszym notowaniu w naszych wodach,
tekst p. Dziubińskiej znajdzie pod adresem: http://www.iopan.gda.pl/oceanologia/532dziub.pdf
Fotografia ukazująca różnice między racicznicami pochodzi z artykułu: Annick Verween, Magda Vincx, Steven Degraer: Mytilopsis leucophaeata:
The brackish water equivalent of Dreissena polymorpha? A review, który
można znaleźć na www.vliz.be/imisdocs/publications/213306.pdf
Etykiety:
gatunek obcy,
Mytilopsis leucophaeata,
Zatoka Gdańska
wtorek, 25 września 2012
Malakologia dla pragmatyków
Gdybym dysponował odpowiednimi warunkami (czas i duże pieniądze) siedziałbym właśnie w samolocie do Rio de Janeiro. Niektórzy wybierają się tam w styczniu, na karnawał. Ja - zamiast na karnawał - wolałbym się wybrać na coś mniej widowiskowego i bardziej przyziemnego. I mam tu na myśli rozpoczynający się w dniu dzisiejszym XI Międzynarodowy Kongres Malakologii Medycznej i Praktycznej (XI International Congress on Medical and Applied Malacology). Hasłem Kongresu jest "Crossing boundaries: Integrative Approaches to Malacology": które tłumaczę jako: przekraczanie granic: zintegrowane koncepcje malakologii (bardzo swobodne tłumaczenie).
Jednym z organizatorów kongresu jest International Society of Medical and Applied Malacology (ISMAM), stowarzyszenie skupiające malakologów, którzy zajmują się "malakologią użytkową" tzn. praktycznym zastosowaniem badań malakologicznych w innych dziedzinach. Jest w tym coś z naciągania, bo wszystkie badania mogą być podporządkowane innym celom, ww tym bardzo pragmatycznym. Rzecz w tym, aby badania prowadzone przez malakologów oparte były na metodologii dającej się zastosować w różnych dziedzinach.
Prace kongresu odbywać się będą w kilku sesjach tematycznych, rzecz by można: w kilku zespołach. Każda grupa ma swojego kierownika i swój program referatów, dyskusji czy sesji posterowych. Trudno mi więc wyobrazić sobie realizację tego jednego celu stawianego kongresowi, jakim jest integracja środowisk malakologicznych. Wydaje mi się, że w konsekwencji prowadzi to właśnie do okopania się na swoich pozycjach i kontynuowanie własnej ścieżki. Może się mylę...
Przewidziano następujące sekcje:
1. Ekologia i rozmieszczenie mięczaków morskich (przewodniczy: Jesús Troncoso, Universidad de Vigo)
2. Malakologia medyczna (przewodniczy: Roberta Lima Caldeira, Instituto Oswaldo Fundação Cruz)
3. Mięczaki jako bioindykatory (przewodniczy: Marcos Antonio Fernandez)
4. Eozynofilowe Zapalenie Opon Mózgowych w obu Amerykach (przewodniczy: Robert Cowie, Univerity of Hawaii)
5. Akwakultura i rybołówstwo (przewodniczy: Aime Rachel Magenta Magalhães, Universidade Federal de Santa Catarina)
6. Ekologia i rozmieszczenie mięczaków słodkowodnych (przewodniczy: Maria Cristina Dreher Mansur, Universidade Federal do Rio Grande do Sul)
7. Kolekcje i systematyka (nie potwierdzone, nie wyłoniono przewodniczącego sekcji)
8. Anatomia i taksonomia ślimaków (przewodniczy: Magenta Carlo, Universidade de São Paulo)
9. Postępy w biotechnologii (przewodniczy: Roberto Berlinck, Universidade de São Paulo)
10. Choroby mięczaków (przewodniczy: Mario Luis Fajardo Araya, Universidad Catolica del Norte)
11. Gatunki obce (przewodniczy: Cláudia T. Callil, Universidade Federal do Mato Grosso)
12. Schistosomatozy i inne choroby przenoszone przez ślimaki (przewodniczy: Paulo Zech Coelho, Instituto Oswaldo Fundação Cruz)
13. Edukacja i nauczanie (przewodniczy: Guido Pastorino, Museu Argentino de Historia Natural Bernardino Rivadavia)
Troszkę tego jest... Nie dysponuję informacjami o uczestnikach, wiem natomiast, że kongres adresowany jest zarówno do zawodowców, jak i studentów oraz amatorów. Studenci mają również szansę na zdobycie nagrody za wyróżniające się wystąpienie (Nagroda im. Dr Williama H. Heard'a). W czasie Kongresu zostanie przyznana również nagroda im. Dr Wladimira Lobato (za osiągnięcia z dziedzin medycznych).
Polską malakologię reprezentować będzie dr Tomasz Kałuski i Marianna Soroka, którzy mówić będą o śliniku luzytańskim i śliniku wielkim, a w sesji posterowej pojawi się praca Ewy Kosickiej, Joanny Pieńkowskiej i Andrzeja Lesickiego o bardzo skomplikowanym dla mnie zagadnieniu ;(
Językiem kongresu będzie angielski. Dziś, zanim zacznie się część sesyjna Kongresu, będzie można wziąć udział w krótkich kursach, m.in. nt. zastosowania biologii molekularnej w badaniach bioróżnorodności lub powiązań między genami a środowiskiem.
Zakończenie planowane jest na dzień 29 września 2012r. Czy jakaś publikacja z tego się ukaże? Nie wiem, ale jak będę wiedział, dam znać.
Jednym z organizatorów kongresu jest International Society of Medical and Applied Malacology (ISMAM), stowarzyszenie skupiające malakologów, którzy zajmują się "malakologią użytkową" tzn. praktycznym zastosowaniem badań malakologicznych w innych dziedzinach. Jest w tym coś z naciągania, bo wszystkie badania mogą być podporządkowane innym celom, ww tym bardzo pragmatycznym. Rzecz w tym, aby badania prowadzone przez malakologów oparte były na metodologii dającej się zastosować w różnych dziedzinach.
Prace kongresu odbywać się będą w kilku sesjach tematycznych, rzecz by można: w kilku zespołach. Każda grupa ma swojego kierownika i swój program referatów, dyskusji czy sesji posterowych. Trudno mi więc wyobrazić sobie realizację tego jednego celu stawianego kongresowi, jakim jest integracja środowisk malakologicznych. Wydaje mi się, że w konsekwencji prowadzi to właśnie do okopania się na swoich pozycjach i kontynuowanie własnej ścieżki. Może się mylę...
Przewidziano następujące sekcje:
1. Ekologia i rozmieszczenie mięczaków morskich (przewodniczy: Jesús Troncoso, Universidad de Vigo)
2. Malakologia medyczna (przewodniczy: Roberta Lima Caldeira, Instituto Oswaldo Fundação Cruz)
3. Mięczaki jako bioindykatory (przewodniczy: Marcos Antonio Fernandez)
4. Eozynofilowe Zapalenie Opon Mózgowych w obu Amerykach (przewodniczy: Robert Cowie, Univerity of Hawaii)
5. Akwakultura i rybołówstwo (przewodniczy: Aime Rachel Magenta Magalhães, Universidade Federal de Santa Catarina)
6. Ekologia i rozmieszczenie mięczaków słodkowodnych (przewodniczy: Maria Cristina Dreher Mansur, Universidade Federal do Rio Grande do Sul)
7. Kolekcje i systematyka (nie potwierdzone, nie wyłoniono przewodniczącego sekcji)
8. Anatomia i taksonomia ślimaków (przewodniczy: Magenta Carlo, Universidade de São Paulo)
9. Postępy w biotechnologii (przewodniczy: Roberto Berlinck, Universidade de São Paulo)
10. Choroby mięczaków (przewodniczy: Mario Luis Fajardo Araya, Universidad Catolica del Norte)
11. Gatunki obce (przewodniczy: Cláudia T. Callil, Universidade Federal do Mato Grosso)
12. Schistosomatozy i inne choroby przenoszone przez ślimaki (przewodniczy: Paulo Zech Coelho, Instituto Oswaldo Fundação Cruz)
13. Edukacja i nauczanie (przewodniczy: Guido Pastorino, Museu Argentino de Historia Natural Bernardino Rivadavia)
Troszkę tego jest... Nie dysponuję informacjami o uczestnikach, wiem natomiast, że kongres adresowany jest zarówno do zawodowców, jak i studentów oraz amatorów. Studenci mają również szansę na zdobycie nagrody za wyróżniające się wystąpienie (Nagroda im. Dr Williama H. Heard'a). W czasie Kongresu zostanie przyznana również nagroda im. Dr Wladimira Lobato (za osiągnięcia z dziedzin medycznych).
Polską malakologię reprezentować będzie dr Tomasz Kałuski i Marianna Soroka, którzy mówić będą o śliniku luzytańskim i śliniku wielkim, a w sesji posterowej pojawi się praca Ewy Kosickiej, Joanny Pieńkowskiej i Andrzeja Lesickiego o bardzo skomplikowanym dla mnie zagadnieniu ;(
Językiem kongresu będzie angielski. Dziś, zanim zacznie się część sesyjna Kongresu, będzie można wziąć udział w krótkich kursach, m.in. nt. zastosowania biologii molekularnej w badaniach bioróżnorodności lub powiązań między genami a środowiskiem.
Zakończenie planowane jest na dzień 29 września 2012r. Czy jakaś publikacja z tego się ukaże? Nie wiem, ale jak będę wiedział, dam znać.
piątek, 14 września 2012
Zespół odstawienny
Za oknem pada. I całe szczęście. Nie będzie deszczu, nie
będzie grzybów, a bez grzybów to co to za jesień?
A po kolei. Nawet byłem na urlopie. Serio. Nad morzem. Nad
naszym, jedynym do którego mamy dostęp, nad Bałtykiem. I żeby nie było
niedomówień: pływałem w nim. Udało mi się dwa dni zaznać takiej pogody, że wejście
do morza nie było tożsame z postradaniem zmysłów. A woda – jak to w Bałtyku,
prędzej zmrozi niż oparzy.
Miejscem, w którym przez chwilę zapuściłem się na polowanie,
był kanał Chełst w Łebie, na odcinku w pobliżu portu. Nie wiem, czy tam jest
jeszcze rzeką, czy już kanałem. Ponoć Chełst jedną z najczystszych rzek na
Pomorzu. Być może, ale wypływając z Jeziora Sarbsko i płynąc przez Łebę nie
potwierdza już tej tezy. Nie mniej jakieś życie w nim jest (w niej? Nie wiem
jak odmieniać przez rodzaje). W tym roku rozszerzyłem listę znanych mi gatunków
zamieszkujących Chełst o Acroloxus
lacustris i Unio tumidus, których
w 2008 roku nie wypatrzyłem. Z najciekawszych gatunków tam występujących na
prowadzenie w subiektywnym rankingu wysuwa się rozdepka rzeczna Theodoxus fluviatilis. Uważam, że to
najpiękniejszy ślimak spotykany naszych wodach.
Wróciłem z urlopu z ogromnym niedosytem. Polityka obserwacji
i z boku w połączeniu ze kilkuminutowymi wypadami od dawna mnie nie
satysfakcjonuje. Marzy mi się w woderach, z kasarkiem lub dragą pobrodzić po
rzekach, rzeczkach czy kanałach w poszukiwaniu interesujących mnie stworzeń.
Tutaj pozwolę sobie na dygresję: kiedy łaziłem wzdłuż brzegu kanału, napotkało mnie
czterech łebskich autochtonów napływowych (pewnie trzecie pokolenie osadników),
mniej wpływowych, za to bardziej pod wpływem;) Nie mogło umknąć ich uwadze, że
w wodzie stoi ktoś, kto nie łowi ryb. Przez chwilę trwała dyskusja „o nim”,
czyli o mnie, po czym jeden z bardziej już wpłyniętych (a nie było jeszcze
jedenastej, nie mówiąc o trzynastej!) – wykazując się sporą błyskotliwością,
spytał, czy szukam na przynętę i czy na to biorą ryby. Kiedy zaprzeczyłem, retorycznie
zapytał: „No to po chuj?” I to jedno z najbardziej frapujących pytań, jakie
usłyszałem w czasie wakacji. Wciąż nie znałbym na nie odpowiedzi, gdyby nie to –
jak zaznaczyłem – że było to pytanie retoryczne. Po krótkiej chwili zawieszenia,
potęgującej napięcie (wspaniała zagrywka retoryczna, zarezerwowana dla dobrych
mówców), mój nieznajomy rozmówca odpowiedział: „Pewnie naukowiec”. I
opowiedział jako to słyszał, że ponoć ktoś tam kiedyś tam komuś tam zapłacił
stówę za rybę, pod warunkiem żeby jej flaków nie wyrywać, bo on tych rybich
flaków do badań potrzebuje. Zauroczyła mnie odpowiedź łebskiego filozofa po
kilku Łebskich krótko pasteryzowanych w temperaturze 70°C (tak się reklamuje
miejscowe piwo, całkiem porządne). Skłamałem. Przytaknąłem mu. No bo tak sobie
pomyślałem, że fajnie być choć przez chwilę naukowcem. Taki naukowiec to – w
oczach autochtonów – musi być wariat innej maści, taki głupek, tyle że nie
groźny. Na szczęście nie zaoferowali mi odsprzedaży rybich flaków za stówę, bo
trudno byłoby mi z tak intratnego interesu (dla dobra nauki!) się wycofać.
Swoją drogą: pragmatyzm jednak nie jest ostatecznym
kryterium. Okazuje się, że oto żyją jeszcze ludzie, dla których etos nauki jest
ważniejszy niż to, czy „Na to można łowić ryby”… Budujące i pokrzepiające.

Pomorze Słowińskie charakteryzuje się piaszczystymi plażami
i dość łagodnym brzegiem. I ubóstwem mięczaków, niestety! Z napływek nie dało się
nic ciekawego wydobyć, a bardzo napalałem się na wodożytki. Bez efektu tym razem.
Kiedy jednak pogoda nie sprzyjała pływaniu (czytaj:
wykonywaniu nieskoordynowanych ruchów kończyn celem utrzymania się na powierzchni
wody lub przemieszczenia się w kierunku odwrotnym do znikającego horyzontu),
ratunkiem były okoliczne atrakcje. Przede wszystkim Słowiński Park Narodowy.
Nie dotarłem nigdy do opracowań poświęconych malakofaunie SPN, niektóre źródła
podają liczbę 73 stwierdzonych mięczaków. W czasie wypraw do Czołpina, Rąbki
czy do Kluk zerkałem na prawo i lewo rozglądając się za ślimactwem. Jeżeli coś
wypatrzyłem, to pospolite raczej gatunki, zagrzebki, żyworódki, zatoczki i
błotniarki, a z lądowych bursztynki i śliniki. Te ostatnie nawet ładne, czarne,
połyskujące jak świeżo zastygła smoła. Rzecz jasna, że gdybym chodził po
terenach Parku, pewnie wypatrzyłbym dużo więcej, ale ograniczyłem się tylko do
dostępnych ścieżek, stąd skąpe te moje obserwacje. Chociaż – przypominam sobie,
że w okolicach Mielna i Unieścia (to dużo bardziej na zachód) widywałem na
piaszczystych klifach ślimaki (gajowego C.
nemoralis i ogrodowego C. hortensis),
których nie widziałem na piaszczystych brzegach lasów Parku. C. nemoralis jako synantrop jest bardzo
pospolity w Łebie, ale w samym SPN go nie zauważyłem. Ciekawi mnie, czy któryś
z krajowych ślimaków byłby w stanie tworzyć populacje na ruchomych wydmach
słowińskich, w jakże nieprzychylnych dla życia warunkach…



Nienasycony w sercu głód,
bo za jednym nocnym chłodem – drugi chłód...
Nie spoczniemy,
nim dojdziemy,
nim zajdziemy
w siódmy las,
więc po drodze,
więc po drodze
zaśpiewajmy
jeszcze raz!
bo za jednym nocnym chłodem – drugi chłód...
Nie spoczniemy,
nim dojdziemy,
nim zajdziemy
w siódmy las,
więc po drodze,
więc po drodze
zaśpiewajmy
jeszcze raz!
Tak nuciłem sobie pod nosem słowa Osieckiej do melodii
Krajewskiego (rewelacyjny duet!) wracając z urlopu mając w głowie perspektywę
wyjazdu do Warszawy. Czułem się nienasycony i w głowie tkałem misterną sieć
planów kolejnych ślimaczych podbojów. Ale, jako że babie lato blisko, sieci się
porwały i pofrunęły z wiatrem, i jedna z nich tylko zaczepiła się na Wiśle.
Otóż wyczytałem, że oto Wisła pobiła rekord wielce smutny – zanotowano najniższe
stany wody od dwustu lat. Pomyślałem, że trzeba to wykorzystać i wieczorem,
kiedy słońce jeszcze nad Pragą lekko poświecało, polazłem przez Las Bielański
nad Vistulę. Pomysł nienajlepszy,
spóźniony, niedopracowany. Ale trudno. Poszedłem, aby choć przez moment stanąć
na jej brzegu. I co? I było warto się przejść, bo natrafiłem pośród odsłoniętych
kamieni na brzegu, kilka skorupek gałeczki rzecznej, zwanej też kulkówką
rzeczną Sphaerium rivivola. To
pierwsze moje notowanie tego gatunku, dotąd nie udało mi się go wyłowić. Były
też inne mięczaki, z okazałymi Dreissena
polymorpha i pospolitymi Viviparus viviparus,
ale to groszkówka ucieszyła mnie najbardziej.
Myślałem sobie: rzeki schną, trzeba wykorzystać moment,
połazić, popatrzeć, poszukać, może uda się trafić na jaką ciekawostkę.
Pomieszało się. Nie zdążyłem.
Za oknem pada. I całe szczęście. Może przybędzie trochę wody
w rzekach. Nie zdążę, cóż, może kiedy indziej połażę, poszukam, popatrzę.
Ważne, żeby było życie, a przecież bez wody go nie ma.
Kierat się kręci, wciąż się z czymś spóźniam, wciąż na coś
brakuje czasu. Urlop już za mną. Perspektyw na wypad w teren raczej brak. Ale –
Etykiety:
Bałtyk,
Cepaea hortensis,
Cepaea nemoralis,
Chełst,
Łeba
Subskrybuj:
Posty (Atom)