sobota, 9 listopada 2019

Euromal 2020 - zapowiedź

Tempus fugit, Euromal manet chciałoby się rzec, wchodząc na stronę internetową organizatorów przyszłorocznego kongresu europejskich towarzystw malakologicznych. Strona główna straszy zegarem przypominającym, że zostało mniej niż 300 dni (a kiedy byłem tam po raz pierwszy, był jeszcze rok do dyspozycji...).
Święto europejskich malakologów będzie miało miejsce w Pradze w dniach od szóstego do dziesiątego września 2020 roku. Poprzednie takie wydarzenie było w Krakowie, najbliższe będzie całkiem blisko, bo w Pradze (a nie na Pradze, bo by było jeszcze bliżej!). Organizatorami są Uniwersytet Karola, Uniwersytet Masaryka oraz Czeski Uniwersytet Przyrodniczy.
Na chwilę obecną nie ma jeszcze za wiele wiadomości, ale podano już proponowaną tematykę, która jest bardzo szeroka, obejmując zagadnienia od paleontologii po najnowsze zdobycze genetyki, oczywiście w odniesieniu do mięczaków.
Jak pojawi się coś więcej (a na przykład nie ma jeszcze komitetu naukowego), postaram się podzielić, choć trudno mi ukrywać, że moja aktywność strasznie w ostatnim czasie podupadła. Jednakowoż - cytując klasyka - "plotki o mojej śmierci są mocno przesadzone".
Szczegóły: www.euromal.cz

środa, 18 września 2019

Folia Malacologica 27(3)

Lubię ten moment, kiedy wyczekując pojawienia się kolejnego zeszytu, zaglądam codziennie na stronę internetową www.foliamalacologica.com. Bo przecież kolejne zeszyty pojawiają się regularnie, więc można sobie pewien nawyk wyrobić. I to już należy podkreślić, że od naprawdę dobrych wielu lat kolejne tomy pojawiają się bardzo regularnie i kwartalna częstotliwość jest mocno pilnowana. A to cieszy, bo jest sporo dobrych nawet pism naukowych, które tę kwestię załatwiają fatalnie.
Trzeci, wrześniowy zeszyt Folia Malacologica tworzy 10 artykułów, z czego siedem to tzw. prace oryginalne. Jest nadto wspomnienie o zmarłej w maju tego roku profesor Małgorzacie Strzelec, a także relacja z malakologicznego sympozjum w Wiedniu oraz recenzja książki o ośmiornicach.
Z każdym kolejnym numerem pismo staje się coraz bardziej międzynarodowe. Widać to i w geografii autorów, i geografii tematów. To mnie bardzo cieszy, bo nasza malakologia nigdy nie była zaściankowa, i obserwowany kierunek rozwoju potwierdza tę tezę. Są więc prace o ślimakach lądowych delty Mekongu (oj, marzenie moje...), nie mniej egzotyczny kierunek wyznacza charakterystyka rodziny Pupinidae z... Butanu, dwie prace dotyczą Viviparus acerosus (Czechy i Ukraina), jest też opracowanie filogenezy i zoogeografii rodzaju Lanzaiopsis (Bałkany). Jest i Dreissena polymorpha na stanowiskach w polskich Karpatach, jest i poczciwy stary Liwiec (znaczy współczesny, już polodowcowy;)
Można by odnieść wrażenie, że współczynnik autorów krajowych do zagranicznych przechyla się na rzecz tych drugich. To dobrze. Ale to też jakiś symptom choroby, która toczy nasz system nauki w Polsce. Ponieważ Folia Malacologica nie są pismem z listy filadelfijskiej, nasi autorzy dyscyplinowani przez swoich pracodawców szukają punktowanych łamów, krzywdząc poniekąd wysiłki Redakcji, by Folia weszły na salony. Trochę błędne koło.
Kibicował będę dalszym wysiłkom rozwijania pisma. I tylko żałować mogę, że w nieuczoności swojej nie jestem w stanie poza kibicowaniem dołożyć więcej w tych wysiłkach...
Jedna ze stron Folia Malacologica 27

sobota, 31 sierpnia 2019

Zanim ruszy szkoła

Kto tu zagląda, ten szybko się zorientuje, że częściej od relacji z wojaży zdarza mi się wrzucać recenzje wszelkiego rodzaju wydawnictw. Pomyślałem, że warto by wspomnieć o zupełnie innym typie publikacji, które powinny też otrzymać prawo głosu. A okazja jest świetna, bo właśnie kończą się wakacje, a to o czym myślę, to świetny łącznik między rozrywką a nauką. Nie wiem, czy eksperci podzielają moje zdanie, ale będę się go trzymał, bo zdanie moje w jakiejś mierze przetestowane jest na ludziach. Najmłodszych ludziach;)
Mam w swoich zbiorach kilka gier planszowych, które łączy malakologiczny mianownik. Części jeszcze nie mam i zamierzam w przyszłości nabyć, jeśli więc ktoś ma swoje doświadczenia ze ślimaczymi grami, chętnie poznam nowe stanowiska. 
Ostatnio testowałem "Sprytną Ośmiornicę". To gra dla dzieci od piątego roku życia. Dostajesz gumowe macki, które zakładasz na kciuk, palec wskazujący i na środkowy, i za pomocą tylko tych macek musisz zbudować z kolorowych kubków przestrzenną kompozycję, której schemat dostajesz na jednej z kilkudziesięciu kart. Trzeba i pogłówkować, i pogimnastykować się, do tego premiowany jest refleks. Ja  miałem trochę problemów i z zapamiętaniem układu, i - a może przede wszystkim - z mackami, które na moje paluchy wchodzić za bardzo już nie chciały. Jest taka moda, że na grach pisze się zakres wiekowy np. od +4 do +104. Tutaj nie podano tego górnego zakresu, sugerując dyskretnie, że to chyba dla dzieci. Ale zabawę miałem przednią.


Inna z testowanych w ostatnim czasie gra to podwójny zestaw wydany przez firmę "Aleksander". Ta planszówka to klasyczna gra losowa z przeszkodami. Decyduje wyłącznie kostka do gry i właściwe przesuwanie pól. Plansza najeżona jest premiami i karami, nie do końca to lubię, bo nawet pod koniec gry można wrócić na start, a to potrafi być demotywujące nawet dla cierpliwego gracza... Fajna rozrywka, ale właściwie tylko rozrywka, bez wartości dodanej w postaci pomyślunku. No chyba, że mówimy o nauce kreatywnego przesuwania pionka, w czym przedszkolaki są arcymistrzami;) 


Przygody ślimaka to nie gra w rozrywkowym tego słowa znaczeniu, a pomoc dydaktyczna dla logopedów. Mam to, ale znam instrukcji i nie będąc logopedą, nie wiem, jak używać. Bo autorzy nie pomyśleli o takich partaczach jak ja i nie załączyli instrukcji obsługi. Jeśli ktoś wie, jak to ustrojstwo uruchomić, to ja cierpliwie poczekam na podpowiedź...


Z powodu zacięcia się na grze logopedycznej Przygody ślimaka, do tej pory nie zainwestowałem w dwie inne gry z podobnej branży, czyli w  Ślimaka i Ośmiornicę Urszulę. Potrzebuję jeszcze trochę czasu na przełamanie, więc jeśli ktoś może pomóc, doradzić, to się oczywiście polecam.



Mam i często testuję dwie podobne do siebie gry, ale na innych zasadach oparte. Jedna to Pędzące ślimaki, druga zaś Ślimaki to mięczaki. Obie to planszówki oparte na grze losowej, bo korzysta się z kostek do gry (sześciennych, ale specjalnych, różnych w każdej z tych gier). Decyduje nie jedna, ale kilka kostek. Nie jest jednak tak, że wszystko zależy od ślepego losu, bo trzeba budować strategię, którą uatrakcyjnia ta okoliczność, że nie wiadomo, który gracz porusza się którym ślimakiem... Rewelacyjne, śmieszne i mądre. Polecam.

  



Na koniec została mi jeszcze gra Ślimaku, pospiesz się, które jeszcze w łapach nie miałem, może dlatego, że to gra matematyczna;) A na poważnie, wkrótce pewnie będą ją miał, więc mógłbym wtedy powiedzieć więcej. To jest gra matematyczna i jest promowana jako pomoc dydaktyczna w nauczaniu matematyki. Ponieważ w tej dziedzinie orłem nigdy nie byłem, tym bardziej powinienem zainwestować w nią, co też niebawem powinno nastąpić. Tymczasem sygnalizuję jedynie, że i taka na naszym rynku księgarskim istnieje.


Nie sądzę, aby było to wszystko, co u nas dostępne. Jeśli ktoś posiada wiedzę na temat istnienia innych planszowych (i nie tylko) wynalazków, bardzo proszę o mnie pamiętać i dać znać, będę naprawdę zobowiązany.
Aha, jestem stary już na tyle, że wiem też o istnieniu gry Ślimak Bob, ale to gra komputerowa, a nie planszowa, i nie służy do budowania relacji. Nawiasem mówiąc, jeśli nie zapomnę, to i o niej kiedyś wspomnę;)