sobota, 19 stycznia 2019

Edgar Allan Poe malakologiem?

19 stycznia 1809 roku w Bostonie urodził się Edgar Allan Poe, najbardziej bodaj w świecie znany amerykański pisarz i poeta doby romantyzmu. I choć jego nazwisko nieodłącznie kojarzy się głównie z gotycką grozą literacką, jego zasług doszukiwać się można i na tak odległych obszarach, jak zoologia, a dokładniej rzecz ujmując: malakologia. Wiele wskazuje na to, że to właśnie Edgar Allan Poe stoi za wprowadzeniem terminu "malakologia (malacology)" do szerokiego zoologicznego słownictwa. I choć sam termin jest o kilka (de Blainville, 1825) lub kilkanaście (Rafinesque, 1814) lat starszy, Poemu można by przypisać największe jego rozpropagowanie u jego początków...
Działo się to 180 lat temu, gdy trzydziestoletni Poe  w kulturalny sposób dokonał czegoś, co dziś nazwalibyśmy plagiatem. Wykorzystując rozpoznawalne już nazwisko wydał był pod nim właśnie opracowanie The Conchologists first Book, poprzedzając je przedmową i wstępem, w którym omówił znaczenie terminu "malakologia". Dokonał też wielu przeredagowań wydanego dwa lata wcześniej oryginalnego działa Thomasa Wyatta, który to niejako "poprosił" Poego o użyczenie nazwiska dla publikacji, której pierwsze wydanie (w cenie 8 dolarów) było zdecydowanie za drogie, by trafić pod amerykańskie strzechy. Pomysł był trafiony, bo wydana w 1839 roku książka podpisana autorstwem Edgara A. Poe doczekała się już w następnym roku drugiego wydania, a przystępna cena (1,5 dolara) przełożyła się na duże zainteresowanie skutkujące trzecim wydaniem w 1845 roku. Zasługą amerykańskiego poety było więc nie tylko wprowadzenie tematyki konchologicznej na szerokie wody czytelnictwa między Atlantykiem a Pacyfikiem, ale również spopularyzowanie naukowej (malakologicznej) interpretacji zainteresowań historią naturalną w duchu ustaleń Cuviera, którego dzieła w obszernych fragmentach Poe przetłumaczył i wkompilował w książkę.
Od narodzin Edgara Allana Poe mija 210 lat. Romantyczna twórczość i skomplikowana biografia wpisały go w panteon twórców, którym fascynować się nie przestają wszelkiego rodzaju "dusze czujące ból świata". Warto mieć jednak w świadomości, że parając się tak nieświatową dziedziną wiedzy, jaką jest malakologia, ma się wśród jej twórców między innymi wybitnego poetę. A o kształtowaniu się samego terminu jak i oznaczonej przezeń nauki warto poczytać w tekście rosyjskiego malakologa Maxima Vinarskiego The bitrh of malacology. When and how z 2014 roku.



Edgar Allan Poe, (C) Wikipedia

piątek, 18 stycznia 2019

XXXV Krajowe Seminarium Malakologiczne - garść informacji

Krąży pomiędzy malakologami drugi komunikat Organizatorów XXXV Krajowego Seminarium Malakologicznego. Podano w nim szereg ważnych informacji, w tym najważniejszą: terminy. Wiadomo, że spotkanie naukowe środowiska polskich malakologów zaplanowane jest na dni od 15 do 17 maja br., w miejscu już wcześniej podanym, czyli w Centrum Dydaktyczno-Badawczym Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Szczecińskiego.
Z propozycją tematu i streszczeniem wystąpienia trzeba się uwinąć do 15 lutego. Do końca lutego trzeba dokonać wpisowego, natomiast rezerwacji noclegów należy dokonać we własnym zakresie.
Nad moim udziałem w Seminarium gromadzą się coraz ciemniejsze chmury. Dokładnie cztery dni po zakończeniu obrad odbędzie się jubileusz dwudziestolecia organizacji, w której pracuję. Problem w tym, że jestem głównym organizatorem wydarzenia, więc chyb się nie da połączyć. To problem podstawowy. Wydaje mi się jednak, że postawiono również nieco zaporowe ceny dla takich jak ja, czyli instytucji samofinansujących. Nie mając możliwości pokrycia kosztów przez uczelnię / zakład pracy, liczę te złotówki z większą uwagą, a ich się tu nazbierało. Opłata konferencyjna została określona na 400 zł, do tego dochodzą koszta dojazdu oraz noclegu. Całość daje smutny obraz, przed którym stają nie ja jeden, bo przyglądają się mu również studenci i malakolodzy emerytowani, którzy nie mogą liczyć na refundację kosztów udziału. Nie mam pomysłu, ani na rozwiązanie problemu pierwszego, ani pomysłu na problem drugi. W takich sytuacjach czas zdaje się nie być po stronie sojuszników...
Dobrze byłoby zrobić coś, co umożliwi spotkanie jak najliczniejszej grupy malakologów i jej sympatyków. Jak to zrobić, pojęcia nie mam. Potrzeba jest jednak kontynuowania wysiłków podjętych przed trzydziestu paru laty i integrowania tego środowiska. Maile i facebóki tego nie zastąpią, a dziedzictwo jest znaczące...

wtorek, 8 stycznia 2019

Co nam zostawił Andrzej Wiktor

Nigdy nie widziałem klifów w Dover. Podobno to one natchnęły angielskiego poetę, Johna Donne'a do napisania Medytacji XVII kończącej się znanym wersetem: Nie pytaj, komu bije dzwon, bije on tobie. Medytację (wiersz) otwiera nie mniej znany incipit Nikt nie jest samotną wyspą. Przez całą drogą powrotną z Wrocławia towarzyszyły mi dziś słowa angielskiego mistyka. Ten obraz, utrwalony w jego medytacji, najlepiej oddaje to, co dziś czuję. Wracając z uroczystości pogrzebowych śp. Profesora Wiktora nie mogę odpędzić od siebie wyobrażenia klifu, który obrywając się, wpada w otchłań morza...
Śmierć zabrała wspaniałego człowieka, niezwykłą osobowość, wielki autorytet naukowy i moralny. Była jak morska fala, która uderzała, uderzała i uderzała, by finalnie osiągnąć swój cel: zabrać do siebie ten kawałek opoki. Ale z drugiej strony przecież ta skała sama w sobie stanowi zapis dawnego życia morza, tak dawnego, że nawet stare sekwencje naszego DNA nie bardzo to pamiętają...
Wraz ze śmiercią Profesora kończy się jakaś epoka w polskiej malakologii. Owszem, są inni i zasług ich nie zamierzam pomniejszać. A jednak Jego śmierć wyznaczać jakiś koniec. Jakiś moment, od którego wszystko będzie inne...
Profesor Andrzej Wiktor spoczął na Cmentarzu Parafialnym Świętej Rodziny na Wrocławskim Sępolnie. W ostatniej drodze towarzyszyli mu najbliżsi, rodzina, współpracownicy, uczniowie i przyjaciele. Przedstawiciele różnych pokoleń, którzy w Nim odnajdywali towarzysza, kompana, mentora, nauczyciela, mistrza, autorytet... Każdy miał swój powód, aby ostatni raz przejść z nim drogę, która czeka każdego z nas.
Kiedy widzi się osuwający klif, doświadcza się nieodwracalnej straty. Trzeba jednak zdobyć się na odwagę patrzenia z innej perspektywy, z poszanowaniem dla praw, które rządzą światem. Śmierć jest częścią tego świata. Ale śmierć nie jest unicestwieniem, jest początkiem czegoś innego. Klif, który osunął się morze, stanie się z czasem piaszczystą plażą, po której być może biegać będą nasi potomni. Coś się nieodwracalnie skończyło. Coś jednak pozostało. I tym jest wdzięczność. Wdzięczność, która uskrzydla, która mobilizuje do pokonywania siebie, do dawania z siebie czegoś innym, dopóki coś możemy z siebie dać...

***
Życie Profesora Andrzeja Wiktora było ciekawym życiem, pracowitym życiem, świadomym życiem. Nie było tylko biologicznym procesem, poddanym prawom ewolucji, było również moralnym zobowiązaniem intelektualisty o ogromnym zaufaniu do porządku świata. Pozostawione przez Profesora Andrzeja Wiktora prace przez długie lata wyznaczać będą jeszcze kierunki badań. Część z tych prac się obroni, część wyparta zostanie nowymi ustaleniami. Warto jednak oddać się ich lekturze nie tylko dla ich naukowego kunsztu. Warto czytając je przypominać sobie pełne swady anegdoty opowiadane przez Profesora Wiktora, jeśli to możliwe, przypominać sobie jego tembr głosu, mimikę i gestykulację. Tego w tekstach nie ma, ale kto go znał, ten na każdej stronie znajdzie swojego Andrzeja Wiktora...
And therefore never send to know for whom the bell tolls; It tolls for thee












  




Nie jest to pełen dorobek Profesora Andrzeja Wiktora, a jedynie wycinek tego, co udało mi się zdobyć, przeczytać, zgromadzić (z wyjątkiem Fauny Grecji, której do tej pory nie znalazłem).  Otwieram i słyszę: Proszę się nie przejmować, amator to też człowiek, tylko że normalny...