Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Limax flavus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Limax flavus. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 grudnia 2014

Rok 2014 - podsumowanie

Niedługo trzeba będzie zacząć przyzwyczajać się do zapisywania nowej daty rocznej. Czasem potrzeba na to kilku tygodni, aby nie wpisywać automatycznie minionego roku, czasem w ciągu kilku dni ręka przywyka do kreślenia nowej cyfry w rocznej dacie. Kończy się rok 2014, ale zanim zniknie w czasie przeszłym, chciałbym na niego spojrzeć jeszcze i rozliczyć się z tego, co udało się zrealizować, z tego, co nie wyszło, z tego, co trzeba będzie przenieść na rok kolejny...
Sprowokowany przez Profesor Pokryszko dokonałem w mijającym roku malakologicznej dekonspiracji... Stało się to przez udział w XXX Krajowym Seminarium Malakologicznym, które bez wątpienia było dla najważniejszym wydarzeniem w tym roku. Nie będę się na ten temat rozpisywał, ale wciąż jeszcze przed oczyma stają mi widoki Gorców i Pienin, a w uszach słyszę nadal wystąpienia kolejnych uczestników Seminarium. Jedyne, czego żałuję w związku z udziałem w tym święcie malakologii, to tego, że nie mam czasu na podtrzymywanie rozpoczętych tam relacji. Może w przyszłym roku uda mi się częściej pisać lub odpowiadać na maile. To jest tzw. pobożne życzenie.
Na seminarium zadebiutowałem nie tylko jako uczestnik, ale również jako prelegent. Przygotowując wystąpienie na tę okoliczność napotkałem w kościele Świętego Ducha w Łasku muszlowe dekoracje, a wśród nich Cerion uva - lądowy ślimak z Karaibów. Obiecuję już w nowym roku napisać kilka słów na temat tego "odkrycia".
Jakkolwiek w ostatnim roku - wbrew moim oczekiwaniom - wcale nie udało mi się za dużo skorzystać z wyjść w teren, był to generalnie udany rok w moich przygodach z poznawaniem rodzimej malakofauny. Po latach udało mi się w końcu spotkać dwa gatunki, których wyglądałem dotąd bezskutecznie. Wałkówka górska Ena montana oraz wałkówka pospolita Merdigera obscura to najcenniejsze (emocjonalnie) gatunki napotkane po raz pierwszy w tym roku. Ucieszył mnie również ślimak wielkozębny Perforatella dibothrion, krążałek ostrokrawędzisty Discus perspectivus oraz spotykane przy różnych okazjach ślimaki nagie, w tym Lehmania marginata, Limax flavus czy Malacolimax tenellus. W prezencie otrzymałem również muszle z Ogrodu Botanicznego w Cambridge, m.in. Candidula intersecta, Trohulus striolatus oraz Lauria cylindracea. Pomimo dość udanego wyjazdu na Mazury (z przystankiem w Wyszogrodzie i piękną skarpą nad Wisłą) oraz wypadu na Południe (Gorce i Pieniny), nie nasyciłem się łażeniem po szuwarach czy chęchach, bardzo jestem niesyty. Z drugiej jednak strony zaobserwowałem u siebie potrzebę ograniczenia zbierania na rzecz dokumentowania. Z tego to głównie płynie, że wciąż mam za mało czasu na porządkowanie zbiorów, katalogowanie etc., etc.
Nie sądzę, aby zbliżający się rok 2015 miał być lepszym od kończącego się. Oczywiście w ciemno biorę wszystkie malakologiczne niespodzianki licząc, że jakieś się trafią. Przybywające obowiązki zawodowe nie pozwalają na hura-optymizm. Z pewnością będzie to rok czekania na bardzo ważną książkę - szczegółów nie zdradzam, ale obiecano mi, że na koniec przyszłego roku powinna być. A to może być praca na dziesięciolecia, więc przebieram nogami z niecierpliwości. Mam nadzieję dotrzeć też do kolejnych tytułów z przeszłości, bo to też przyjemna część malakologowania. Nudzić się nie zamierzam, a co z tego wyjdzie - trochę czas pokaże. Dziękując za wizyty w kończącym się roku, a było ich prawie 11 tysięcy, zapraszam do zaglądania: a gdyby przestoje pojawiły się jakie - o wsparcie proszę i wyrozumiałość.
Nie podejmuję noworocznych postanowień. Jeśli coś zaczynam nowego, każdy czas jest dobry, a Nowy Rok najgorszy. Mam troszkę planów i zamierzam się wkrótce nimi podzielić. Czy uda się je zrealizować? Zobaczymy. Tymczasem życzę, aby rok 2015 przyniósł wiele okazji do radości, na rożnych płaszczyznach: prywatnej, rodzinnej, zawodowej, społecznej... Niech przyprowadzi ze sobą mądrych ludzi, z którymi miło się spotykać, niech rzuci groszem na badania, ale też na drobne przyjemności. Niech będzie hojny w okazje, o których się długo potem będzie pamiętało. I żeby żadna z tych okazji nie została przegapiona. Wszystkiego Lepszego!


Nowe gatunki...



nowe odkrycia...


nowe książki...


i miejsca nowe... i stare.

wtorek, 20 maja 2014

Pomrów żółtawy Limax flavus (Linnaeus, 1758)

Ulica Piotrkowska w Łodzi może się kojarzyć różnie: z secesyjnymi kamienicami, z najdłuższym deptakiem w Polsce, ze szlakiem pubów i barów umożliwiających clubbing, słowem: dl każdego, coś dobrego. Rzadkie moje wizyty w tej części Łodzi na ogół utrwalają stary mój rytuał odwiedzin antykwariatów: i tych reprezentacyjnych, i tych ukrytych w bramach, dostępnych prawie że dla wtajemniczonych.
W sobotę rano, gdy nad Łodzią ciężkie wisiały chmury, zalewając deszczem miasto, miałem do zagospodarowania dwie godziny dla siebie. Nie bardzo jak było iść do Lasu łagiewnickiego, bo lało, na Zdrowie też się z tego powodu nie mogłem zdecydować. No więc ta Piotrkowska z perspektywą lektur doraźnych w antykwariatach wydawała się najznośniejszą.
Przed południem zaczęło się rozjaśniać, a chmury zrzedły nieco i siąpić przestało. Wyszedłem z jednego z antykwariatów w bramie, co się w zaułku i w piwnicy jeszcze ukrył. Ciepłe promienie słoneczne suszyły już wybetonowane podwórko, ale w ocienionym zaułku było mokro i ciemno. Wychodziłem delikatnie i powoli, bojąc się spłoszyć siedzące na poręczy and głową gołębie. Gwałtowny ruch mógłby skończyć się dywanowym nalotem bombowców, a broni biologicznej wolałbym uniknąć... Stąpając ostrożnie, pochylony lekko ku schodom, zauważyłem przed sobą sporej wielkości nagiego ślimaka: pięknego, jasnego, żółtego, nakrapianego jaśniejszymi cętkami. Omalże nie skoczyłem z radości, an szczęście w porę opanowałem entuzjazm i delikatnie przesuwając się na przód uniknąłem konfrontacji z przemoczonymi miejskimi gołębiami. Odczekałem chwilę, przegoniłem gołębie z bezpiecznej odległości i wróciłem na spokojnie przyjrzeć się ślimakowi, którego widziałem po raz pierwszy. Wtedy też zauważyłem, że więcej ich, a wokół kałuży za podmurówką schodów, zasiadła cała ich gromada.
Pomrów żółtawy jest jednym z większych ślimaków występujących w naszym kraju. Nie jest co prawda rodzimym składnikiem naszej malakofauny, ale notowany jest w kraju od dobrych kilkudziesięciu lat. Prawdopodobnie został do nas zawleczony z południowo-wschodniej Europy lub z Azji, z pewnością z cieplejszego obszaru. Wiktor w kluczu do oznaczania ślimaków lądowych Polski podaje, że w warunkach naturalnych nie jest w stanie u nas przezimować i tylko środowiska synantropijne umożliwiają mu przetrwanie i kolonizacje dalszych obszarów. Pierwotnie w miejscach zawleczenia związany był głównie ze szklarniami i magazynami spożywczymi. Obecnie równie często spotkać go można na działkowych altanach czy w domowych piwnicach. Potrzebuje wilgoci i ciepła. I jedzenia. Dużo jedzenia, bo spore rozmiary domagają się odpowiedniej diety.
Jest szkodnikiem i to dość uciążliwym szkodnikiem, głównie upraw szklarniowych oraz magazynów. Zjada warzywa Z relacji znajomych wiem, że potrafi włazić do domów, zwłaszcza podpiwniczonych. Opowiadano mi o pełzaniu pomrowa żółtawego po ścianach łazienki czy kuchni a także o wyjadaniu przez niego jedzenia z psiej miski. Chociaż tutaj mam ciekawą - tak myślę - obserwację. Te ślimaki, które widziałem w Łodzi, zerowały na odchodach gołębi, co może świadczyć i o ich apetycie, i o pożytecznej roli w łańcuchu obiegu materii. Nie sądzę, aby były remedium na problem ptasich odchodów, nie mniej nie spotkałem w literaturze informacji o tym typie pokarmu w diecie pomrowów...
Limax flavus mierzy do 150 mm długości, jest na ogół jasno ubarwiony, w kolorystyce od żółci przez pomarańcze po oliwkową zieleń. Na ciele na ogół widoczne jest wyraźne nakrapianie lub plamkowanie, które dostrzegalne jest na całym ciele z wyjątkiem podeszwy. Ta jest na ogół biała lub żółtawa. Żółtawy też może być śluz ślimaka, choć częściej jest bezbarwny. Śluz jest bardzo lepki, chociaż mało gęsty. W tylnej części płaszcza znajduje się pneumostom, co jest charakterystyczne dla pomrowów.
kiedy w sobotę wybierałem się na Piotrkowską, nie spodziewałem się nawet, że w najbardziej urbanistycznie przekształconym fragmencie miasta znajdę nowego dla mnie ślimaka. I w ten sposób Piotrkowska kojarzyć zaczęła mi się ze ślimakami...



P.S. Przepraszam za jakość zdjęć. A swoja drogą: ślimaki nagie są dziwnie trudne do fotografowania...