środa, 31 grudnia 2025

Podsumowanie roku 2025

8766 godzin potrzebowała Ziemia, żeby okrążyć Słońce. Sześć godzin mniej potrzebował rok 2025 aby oddać pola nadchodzącemu 2026. Za stary już jestem, żeby cieszyć tym astronomicznym sukcesem, jakim jest kolejny obrót naszej planety wokół swojej gwiazdy, nie mniej wyrażam wdzięczność Opatrzności, że dane mi było ten kolejny obrót przeżyć. Zwłaszcza, że jak popatrzeć na te ostatnie kilka tysięcy godzin, to coś dobrego przecież się wydarzało. 

Kończący się 2025 na pewno był najgorszy publicystycznie od czasu, kiedy zdecydowałem się prowadzić blog. Cóż, przepraszam. Wciąż chodzi mi po głowie, żeby zakończyć tę aktywność, więc jeśli umrze to śmiercią naturalną, proszę o zrozumienie. Z drugiej jednak strony chciałbym częściej dzielić się swoją malakologiczną pasją, a nie mam zamiaru wchodzić w media społecznościowe, które są złodziejem czasu... Usprawiedliwiam się tylko, że spadek aktywności na blogu powiązany jest jednocześnie ze wzrostem aktywności w serwisie iNaturalist, w którym zarejestrowałem w kończącym się roku 8893 obserwacje przyrodnicze, w tym 2826 obserwacji mięczaków (co uczyniło mnie najaktywniejszym w tym roku w Europie użytkownikiem rejestrującym obserwacje mięczaków!).  W tej kategorii zajmuję czwarte miejsce z apetytem na zaatakowanie podium w przyszłym roku. Do światowej czołówki jeszcze mi trochę brakuje, znajduję się w trzeciej dziesiątce na blisko pół miliona obserwatorów. 

Prawie każdą wolną chwilę (a realnie nie było ich dużo w mijającym roku) spędzałem na łażeniu z  aparatem fotograficznym. Najczęściej spotykałem Cepaea nemoralis oraz Arion vulgaris, Trochulus hispidus, Helix pomatia i Limax maximus. Kilka razy udało mi się spotkać na jednym stanowisku dwa gatunki pomrowów: maximus i cinereoniger,, i to na w miarę naturalnych stanowiskach. Twierdze na tej podstawie, że Limax maximus jest w stanie skutecznie zajmować naturalne środowisko i nie musi być traktowany wyłącznie jako gatunek synantropijny.

Ponad trzydzieści razy spotkałem w mijającym roku ślimaki z rodzaju Monacha. Jestem przekonany, że mam do czynienia przynajmniej z dwoma gatunkami, twierdzę tak na podstawie wielkości muszli, musi to jednak poczekać na weryfikację przez specjalistów, którym nie dałem jeszcze szansy na weryfikację, bo nie przesłałem próbek. Te muszę odnaleźć po kolejnej przeprowadzce (jeśli prawdą jest, że "dwie przeprowadzki to jak jeden pożar, to ja jestem piromanem-recydywistą!). O tym jeszcze za chwilę.

Z ciekawszych obserwacji powinienem wskazać na pierwsze stwierdzenie świdrzyka lśniącego Cochlodina laminata w  Łodzi oraz świdrzyka stępionego Ruthenica filograna w pobliżu rezerwatu "Wolbórka" kilkanaście kilometrów na południe od Łodzi. Wspomniany gatunek nadal występuje w Łodzi na Zdrowiu i to poza rezerwatem "Polesie Konstantynowskie". Będąc w Lublinie mogłem parę razy wypatrzeć ślimaka żółtawego Helix lutescens. Wypatrzyłem też nowe stanowisko ślimaka austriackiego Caucasotachea vindobonensis w Zgierzu (lekko na północ od Łodzi). Kilka razy przyglądałem się stanowiskom ślimaka szarego Cornu aspersum w Łodzi, obie populacje wydają się być całkiem stabilne, w przyszłym roku będzie trzeba coś z tym zrobić.

Pomimo całkiem intensywnych wycieczek malakologicznych, niezbyt często notowałem spotkania z nowymi gatunkami, a to lubię najbardziej w moim łażeniu po wszelkich możliwych powierzchniach. Z krajowych gatunków spotkałem groszkówkę drobną Euglesa supina, z zagranicznych wojaży przywiozłem spotkanie z Marmorana muralis, której muszlę znalazłem w szczelinach murów watykańskich. W Rzymie spotkałem też przynajmniej dwa nowe dla mnie gatunki z rodziny Milacidae (Milax i Tandonia).

Po Polsce pojeździłem za mało, udało mi się za to trochę pobuszować po województwie łódzkim, które - jak dobrze poszukać - wcale malakologicznie nie wygląda najgorzej (choć do Południa Polski mu daleko). Zostało mi jeszcze parę powiatów, w których chciałbym  zinwentaryzować sporo stanowisk. Zostawiam to na najbliższy rok. Nie planuję w nim przeprowadzki, może wygospodaruję więcej czasu.

Przenoszenie książek o mięczakach kosztowało mnie pokonanie kilkunastu tysięcy schodów. Ale i tak za nic bym nie zamienił mojej biblioteczki na wersję cyfrową. Tę (znaczy cyfrową) powiększyłem o kilkadziesiąt tytułów, w tym o Compendium of Landshells R. Tuckera Abbotta. Papierowa biblioteczka powiększyła się o kilkanaście tytułów, ale tylko dwa z nich to książki nie będące książkami dla dzieci. 

Trzy słowa jeszcze o planach. Brak mi pomysłu na występ na jubileuszowym Krajowym Seminarium Malakologicznym w Krakowie. Bardzo bym chciał się tam pojawić. To cel główny. Chciałbym również podjechać w okolice Książa koło Wałbrzycha, czeka na mnie ta lokalizacja już od lat, ale ciągle nie po drodze. Jest szansa, że w drugiej połowie przyszłego roku wyląduję na Warmii, z którą się już kilkanaście lat nie widziałem. Poza tym zamierzam wzorem lat ubiegłych wykorzystywać każdą okazję, żeby gdzieś w krzaki zajrzeć. A nuż coś znajdę nowego, co przecież jest motorem nie tylko na Nowy Rok.















środa, 24 grudnia 2025

Daje Słowo

Zastanawiam się, jak to jest, że wolimy na ogół święta Bożego Narodzenia od świąt Wielkiej Nocy. Im jestem starszy, tym bardziej się nad tym głowię, bo ja z tych, co jednak woli paschalne. I przychodzi mi na myśl, że nie chodzi o samą tylko emocjonalność, ale też o to, że z Bożym Narodzeniem łączy nas dzieciństwo. I znów: nie o sentyment z dzieciństwa idzie, ale o wspólne doświadczenie: każdy z nas kiedyś był dzieckiem, nawet sam Bóg. Być dzieckiem to znaczy być powierzonym komuś całkowicie, być zależnym, ale zależnym w miłości. Bóg dał swoje Słowo, które stało się ciałem, ciałem dziecka. 

Słowo dane przez Boga nie jest abstrakcją, jest konkretem wcielonym, rzeczywistym jak chłód, ból, zmęczenie. To Słowo staje się materią, która jest samoograniczającą się skoncentrowaną energią. Dajmy się ponieść Słowu, które nie zwodzi, bo nie jest ideą ale ukonkretnionym człowiekiem, emanującym z relacji, które nas wiążą miłością. Bóg daje Słowo, które mieszka między nami, żebyśmy zrozumieli, że nigdy nie jesteśmy sami.

Z okazji Świąt Narodzenia Pańskiego wszystkim Czytelnikom, Przyjaciołom i miłośnikom odkrywania piękna mięczaków życzę zasłuchania w prawdziwe Słowo, które ucieleśnia się między nami. 

Malakofil Ślimaćkiewicz


 

czwartek, 27 listopada 2025

Czterdzieste Krajowe Seminarium Malakologiczne - szykujmy się!

W przyszłym roku szykuje się wielkie malakologiczne święto. Po raz czterdziesty zorganizowane zostanie Krajowe Seminarium Malakologiczne. Inicjatywa stworzona niegdyś przez profesora Stefana Alexandrowicza w dziejowej sztafecie podjęta została przez środowisko krakowskich malakologów, którzy łącząc siły zapraszają na jubileuszowe spotkanie do królewskiego grodu Krakowa w kwietniu 2026 roku.

XL Krajowe Seminarium Malakologiczne zaplanowana w dniach 15-18 kwietnia 2026 roku na kampusie Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie swoją siedzibę ma Wydział nauk o Środowisku tejże uczelni (ul. Gronostajowa 7). Komitet organizacyjny, bardzo sfeminizowany;) tworzą przedstawicielki różnych krakowskich uczelni i instytucji naukowych, co samo w sobie jest godne podkreślenia. Komitetowi szefuje dr Anna Maria Łabęcka (UJ), współpracują z nią dr Aleksandra Jaszczyńska (UJ), mgr inż. Paulina Laskowska-Piekoszewska (AGH), dr Anna Lipińska (IOP PAN), dr Sylwia Skoczylas-Śniaz (IBot PAN) oraz dr Kamila Zając-Garlacz (UJ). Seroka reprezentacja kierunków badawczych i środowisk, z których pochodzą organizatorki seminarium zapowiada interdyscyplinarność obrad i bardzo liczę na to, że odzew będzie naprawdę duży. Do wczoraj był czas na wysłanie wstępnej deklaracji (potwierdzenie zainteresowania), jeśli więc do kogoś jeszcze wieści nie dotarły, niech śle do Krakowa słowa zainteresowania. 

Podczas XL Krajowego Seminarium Malakologicznego, poza częścią naukową, przewidziano również uroczystość nadania godności Członka Honorowego  Stowarzyszenia Malakologów Polskich docent Ewie Stworzewicz z Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN. 

Ponieważ dzielę się tylko zapowiedzią, składam deklarację, że będę informował o kolejnych ustaleniach.  Ale przede wszystkim będę kibicował Komitetowi Organizacyjnemu. I oczywiście deklaruję, że jak będę mógł, tak będę zachęcał do wzięcia udziału w tym święcie polskiej malakologii. Pamiętacie, jak to było: "Palec pod budkę, bo za minutkę..." No, śpieszyć się proszę z deklaracjami, to bardzo pomoże w planowaniu wydarzenia!


 

czwartek, 13 listopada 2025

Folia Malacologica - jedziemy w świat!

Najpierw tytułem wyjaśnienia: doświadczyłem, że badanie własnej prokrastynacji pozbawione jest szczególnych walorów poznawczych, ot po prostu wiadomo, że zmierza ku nieskończoności. Przez ostatnie miesiące badałem swoją motywację i stwierdzając, że samodzielnie się nie podnosi, przerwałem eksperyment. Poddaję się. Jestem zbyt leniwy, żeby przyglądać się dalej mojemu lenistwu. Wykorzystuję więc pierwszą okazję, żeby przerwać publicystyczne milczenie i przechodzę do kontrofensywy.

Czekałem na to przez naprawdę lata, choć bezpośrednio temat mnie nie dotyczy. Otóż po latach starań redakcja międzynarodowego pisma Folia malacologica ogłosiła sukces: pismo zostało włączone do bazy Web of Science Core Collection, a to oznacza, że nasze pismo będzie miało naliczany Impact Factor (IF). Dlaczego to jest takie ważne? Bo po wygaśnięciu wyścigu zbrojeń, zaczął się wyścig punktów. Rozpisywałem się na ten temat wielokrotnie: nakłady na naukę uzależnione są od wyników, a te mierzone są punktami za publikacje w prestiżowych pismach naukowych. Prestiż oznaczony jest głównie punktami w różnych indeksach, a IF to ten najważniejszy. W praktyce oznaczało to, że jeśli ktoś chciał opublikować tekst w specjalistycznym czasopiśmie, to musiał przede wszystkim szukać takiego tytułu, który jest wysoko punktowany. A Folia malacologica, chociaż od lat są pismem międzynarodowym, anglojęzycznym, recenzowanym, liczyć mogło dotąd na ochłap 20 punktów ministerialnych, czyli lichy żeton uprawniający w ogóle do gry, ale nie dający żadnej szansy na podbicie stawki. I to się właśnie zmieniło. Od teraz Folia wchodzą na salony. Może to jeszcze nie jest ten etap, kiedy się rozdaje karty, ale w końcu posadzono nas przy właściwym stoliku, przy którym toczy się prawdziwa gra na dużych stawkach. 

Nie wiem, skąd mi się wzięły te hazardowe skojarzenia. Przepraszam. Obiektywnie rzecz ujmując, wieloletni wysiłek Redakcji owocuje umieszczeniem naszego pisma we właściwym  środowisku. Teraz oczywiście trzeba nie tylko utrzymać poziom, ale przede wszystkim go podnosić. To nie jest łatwe, bo wymagania są bardzo wysokie, a ostatnie numery pokazują, że najbardziej brakuje wsparcia z wewnątrz. Co to oznacza? Że stale spada liczba polskich autorów publikujących w Folia Malacologica. Mam nadzieję, że to właśnie się zmieni. Że odtąd gościnne łamy Folia odwiedzane będą częściej przez autorów z Polski. Wierzę też, że w końcu nasz periodyk zacznie być kojarzony z jakąś renomą, na którą zasługuje, a na promocję której wciąż brak środków. 

I tu jeszcze słowo: jakość kosztuje. Nasze pismo pilnie potrzebuje finansowego wsparcia. Pisząc to, apeluję do biznesu, który może odpisać darowiznę od dochodu. Wiem, że wśród (dawnych) czytelników bloga są ludzie przedsiębiorczy, i do nich zwracam się z prośbą: pomóżcie, jeśli możecie.

Winienem jeszcze ostatnie słowo w prywatnej sprawie: piszę "nasze pismo", "nasze łamy", "nasz periodyk". To nie wyraz mojej megalomanii, po prostu bardzo czuję się emocjonalnie związany z pismem, które jest efektem dziesiątek lat pracy wielu polskich malakologów. To łamy, na których malakologicznie debiutowałem i gdybym zajmował się malakologią zawodowo, byłbym na nich chciał oglądać wyniki swoich badań. I gdyby nie moja prokrastynacja, już dawno znów bym prosił Redakcję o cierpliwe spojrzenie na moje malakologiczne dłubaninki...


 

poniedziałek, 21 kwietnia 2025

Pascha MMXXV AD

Blask Zmartwychwstania może oślepić tak samo jak mrok niewiary. Kiedy tracimy widzenie, dajmy się poprowadzić za rękę Komuś, kto tę drogę już przeszedł. Z okazji Świąt Paschalnych życzę zaufania nawet wbrew oczywistości.



środa, 2 kwietnia 2025

Światowy Dzień Książki dla Dzieci

Nie miałem ostatnio weny, żeby usiąść i coś napisać. Przepraszam. Życie literata, jeśli opiera się na czekaniu na wenę, jest nieznośne. Na szczęście nie jestem literatem (w porywach nawet pismakiem trudno byłoby mnie nazwać), więc braki poruszeń do pisania przyjmuję cierpliwie i z godnością. Przyszło mi jednak do głowy, że skoro dziś mija 220 lat od narodzin Hansa Christiana Andersena, to może by przypomnieć i o tym, że tego dnia obchodzony jest Światowy Dzień Książki dla Dzieci (2 kwietnia). Książkę dla dorosłych to każdy głupi napisać może, ale książka dla dzieci to wyzwanie dla najdzielniejszych. Więc dziś trochę subiektywnego przeglądu po tytułach książek dla dzieci, które dotąd przemilczałem, a które warte są wspomnienia, gdyż odnoszą się do ukochanej przeze mnie malakologicznej tematyki. Ostatni raz tym tematem zajmowałem się ze dwa, trzy lata temu, więc niech mi będzie wolno wrócić raz jeszcze do malakopedagogiki.

Moja biblioteka tytułów choćby luźno powiązanych z tematyką mięczaków dobija dwóch setek. Mówię tu o książkach, których adresatami są dzieci, od najmniejszych maluchów  (0-6 miesięcy - książeczki kontrastowe) po całkiem wyrośniętych ciekawych świata kilkunastolatków. Formy tych książek są przeróżne, od kartonowych przez broszurowe po wielomateriałowe (polisensoryczne), od maleńkich, kieszonkowych wydań, po formaty przekraczające a4, od tradycyjnych książek poprzez harmonijki, maskotki czy pacynki. Wydania papierowe i cyfrowe, audiobooki i gry interaktywne. Jakość literacka jest również przeróżna, od arcydzieł po bezwartościowe z literackiego punktu widzenia. 

Jeśli przy literaturze się zatrzymałem, to muszę wspomnieć, że zdecydowana większość znanych mi tytułów dla dzieci, to powiastki. To traka forma między opowiadaniem, nowelą czy baśnią, najczęściej o dydaktycznym charakterze, z jakimś moralnym przesłaniem. Najczęściej podkreślana jest powolność ślimaków i odkrywanie jej moralnych lub pragmatycznych zalet, akcja opowiadań dzieje się najczęściej na leśnej polanie, a ślimaki uczestniczą w różnych interakcjach z innymi zwierzętami. W przypadku ślimaków często pojawiającym się motywem - mnie osobiście nieco drażniącym - jest problem poszukiwania nowej muszli/wymiany na inną. Utrwalanie stereotypów uważam za szkodliwe, a niestety stereotyp, że ślimak może sobie zmienić muszle (i że ślimaki nagie to takie, które wyszły z muszli) wciąż jest w narodzie obecny.

Zaskakująco (dla mnie) często bohaterem wspominanych tu książek (i książeczek) jest ośmiornica. Zaskakująco, bo ośmiornica nie jest zwierzęciem z codziennego doświadczenia. Jeśli się taka pojawia, najczęściej jest synonimem inteligencji i sprytu. I dobrze, bo chociaż nie wszystkie, to jednak głowonogi stanowią niezwykle zajmujący świat intelektu wśród bezkręgowców.

Myślę, że największym bogactwem wątków malakologicznych w książkach dla dzieci jest jednak zwracanie uwagi na powolność, ślamazarność i pozorną nieporadność ślimaków. Chodzi o podkreślanie, w tych potwornych czasach nieprawdopodobnego przyśpieszenia, że można żyć zwalniając tempa. Tego chyba nawet trzeba uczyć nie dzieci, a ich rodziców, którzy bardziej od dzieci pogubieni są w tych dziwnych czasach. I ponad obraz trzeba promować wyobraźnię, która może rozwijać się tylko tam, gdzie nie ma pośpiechu.

Niestety mnie z tym pośpiechem wygrywać się nie udaje i chcąc coś więcej napisać, muszę porzucić plany i wrócić pilnych tematów. Wrzucam więc troszkę publikacji z ostatniego czasu, które przypadkiem trafiły w moje ręce. A dla zabieganych, którzy nie mają czasu czytać, krótki audiobook o dwóch odważnych (!) ślimakach...