Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pupilla muscorum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pupilla muscorum. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 czerwca 2018

Ogrodzieniec i Smoleń

Nie wiem, czy nastanie moment, w którym wychodząc w teren, będę czuł nasycenie. Dotychczasowe doświadczenia nauczyły mnie nie tyle w teren wychodzić, co wyłapywać chwile na spoglądanie w chęchy za ślimakami. Toleruję to, ale nie akceptuję. Mam potrzebę długich spacerów podporządkowanych wyłącznie malakologicznym celom. Ale to przesuwam na nieokreśloną bliżej przyszłość. Teraz uczę się korzystać z tych chwil krótkich, kiedy przy okazji, sprawy ważniejsze załatwiając, skoczę sobie w bok na ślimaki.
Byłem pierwszego czerwca na pośpiesznej wycieczce po kilku miejscach na Jurze. Gdyby ktoś wciąż myślał jeszcze o utworzeniu Jurajskiego Parku Narodowego, podpisuję petycję od razu. Jest to ten obszar Polski, który - choć bardzo mocno przekształcony działalnością człowieka - nadal zaskakuje bogactwem przyrody.
Na dłużej zatrzymałem się na zamku w Ogrodzieńcu. Jest to jedno z tych miejsc, które uświadamiają, czym dla historii i kultury Polski był potop szwedzki. Myślę, że w odniesieniu do kultury można by wprowadzić wyraźną cezurę na czasy przed potopem i po potopie (szwedzkim, żeby ktoś nie myślał, że promuję przedpotopową kulturę). Szlak Orlich Gniazd jest w ogóle bardzo atrakcyjnym produktem turystycznym, i było to widoczne podczas ostatniego przedłużonego weekendu. Może nie było to oblężenie Ogrodzieńca, ale gwar był jak za najświetniejszych czasów Bonerów. Przygotowana na zamku trasa turystyczna jest całkiem dobrze zestawiona z możliwościami przypatrzenia się życiu natury wkomponowanemu w historię. W szczelinach murów bez problemu wypatrzeć można różne formy życia, ale przede wszystkim ślimaki, które ze względu na wapienne podłoże powinny czuć się tu bardzo dobrze. W największym pośpiechu wypatrzeć mi się udało Pupilla muscorum, Pyramidula pusilla, Vallonia pulchella i trzy gatunki świdrzykowatych (choć myślałem, że cztery): Cochlodina orthostoma, Lacinaria plicata i Clausilia parvula. Oznaczenia tego ostatniego nie jestem całkowicie pewien, ale wkrótce powinienem mieć okazję zweryfikować. Myślałem, że mam do czynienia z czterema gatunkami, ale Lacinaria plicata okazała się bardzo zmienna w formach i po bliższym przypatrzeniu się, żadna z wcześniej wytypowanych muszli Alinda biplicata nie okazała się być tym gatunkiem.
Jestem przekonany, że na samych skałach zamku ślimaki reprezentowane są przez większą liczbę gatunków. Może kiedyś uda mi się przeprowadzić dowód. Nie miałem też najmniejszej okazji, żeby przypatrzeć się zaroślom, które porastają zamkowe wzgórze, tam pewnie też by można było coś znaleźć.
Drugim punktem wyprawy był położony niedaleko Smoleń. Wiedziałem, że jakiś czas temu odrestaurowano nieco ruiny i przywrócono obiekt ruchowi turystycznemu, wprowadzając opłatę za zwiedzanie. Przyznaję, że ta opłata - zwłaszcza w porównaniu z ofertą Ogrodzieńca - wydaje się być nieco rozbójnicza, ale to może suma prywatnych doświadczeń. O Smoleniu czytałem w pracy prof. Witolda Alexandrowicza i stąd wiedziałem, że jest to miejsce występowania poczwarówki maczugowatej Sphyradium doliolum. Szczerze mówiąc, miałem nadzieję, że gdzieś ją na zamku znajdę. Nie znalazłem. Szukałem na terenie zamku choćby pustej muszelki, ale wyglądało to tak, jakby zamek zabezpieczała porządna ekipa budowlańców, która na zakończenie prac umyła wszystko jak trzeba myjką samochodową... Zamek okazał się całkowicie jałowy pod względem malakologicznym. Próbowałem sobie tłumaczyć pogodą, ale prawda jest taka, że nie udało mi się wypatrzeć w szczelinach murów absolutnie niczego, nie mówiąc o wytęsknionej poczwarówce maczugowatej... Jak na Dzień Dziecka był to zbyt duży dla mnie zawód... Naszła mnie taka refleksja, że wciąż nie doczekaliśmy się zbadania wpływu prac konserwatorskich na sytuację zwierząt zamieszkujących ruiny. Powtórzę tylko postulat przeprowadzenia takich badań. Gdyby ktoś się chciał ich podjąć, ja zgłaszam swoją gotowość współpracy. Serio.
Przejechałem jeszcze przez Mirów, Bobolice i Olsztyn, ale tylko w Bobolicach zatrzymałem się na chwilę. Zamku od wewnątrz nie widziałem, ale z zewnątrz rekonstrukcję postrzegam jako udaną. Bardziej mnie jednak zachwyciły formy krasowe niż budowlany kunszt, ale przyznaję, że było to ciekawe spotkanie z podejściem do ruiny... Tam tym bardziej warto byłoby przeprowadzić badania pod kątem występowania ślimaków, pytanie tylko, czy jakakolwiek inwentaryzacja przyrodnicza miała miejsce przed przystąpieniem do prac rekonstrukcyjno-budowlanych... W Bobolicach nie miałem już czasu grzebać w ściółce czy obmacywać szczelin w skałach, wydaje mi się tylko, że to co stamtąd zabrałem, to muszle Alinda biplicata. Lepsza lupa pozwoli mi niedługo to zweryfikować.
Szlak Orlich Gniazd znany jest mi we fragmentach. Jura Krakowsko-Częstochowska również znana mi jest wyspowo i nadal jest więcej miejsc do poznania niż miejsc poznanych. Myślę, że to nie było ostatnie słowo Jury na ten rok. Jestem - oczywiście - nienasycony, ale też ucieszony, że coś tam mogłem zobaczyć. A że nie tyle, ile chciałem? Głód też jest motywacją do działania!
Lacinaria plicata
Przykładowe stanowisko Lacinaria plicata
Jak mięczaki, to i reprezentacja kopalna być musi...


Zamek w Bobolicach, stan czerwiec 2018

Brama Lasockich


środa, 11 maja 2016

Sulejowski Wapiennik

Marzy mi się czas: wolny, nieskrępowany, gotowy do współpracy. Czas, który nie będzie śpieszył, poganiał, naciskał... Ot, takie moje nierealne marzenie, nie tylko moje chyba... Wszystko, co ostatnio robię, robię w zabieganiu. Nie lubię tego, nie nadaję się do tego. Coraz mniej też mam okazji, żeby spowolnić, zatrzymać się, popatrzeć na to, co wokół. Zostaje mi zatem tylko wyłapywanie chwil, wycedzanie ich z gęstej zawiesiny  spraw do załatwienia.
W zeszłym tygodniu musiałem szybko pojechać w kilka miejsc, wszędzie byłem oczywiście spóźniony. Standard. A jednak nie wytrzymałem i po drodze, rozciągając jakimś dziwnym narzędziem czas, zatrzymałem się w okolicach Sulejowa nad Wapiennikiem, starym, zalanym kamieniołomem wapieni. Gdybym był sarkastyczny, rzekłbym, że na dłużej zatrzymuję się w łódzkich korkach dojeżdżając do pracy... Zatrzymałem się, żeby popatrzeć, zastanowić się, może coś zaplanować. Toś trochę jak rekonesans, tylko dużo krótsze.
Wapienne podłoże powinno być gwarancją obecności ślimaków. Przez trzy minuty udało mi się z trawiastej skarpy wygrzebać kilka gatunków, z których wałkówka trójzębna Chondrula tridens i poczwarówka pospolita Pupilla muscorum wydają się najciekawszymi.  Poza tym pospolite gatunki, które znaleźć można w każdym innym miejscu. Z całą pewnością jedna skarpa, obejrzana w pośpiechu, nie może być reprezentatywna dla całego stanowiska. Z Sulejowa znam świdrzyki, powinny być i tutaj, ale czasu zabrakło. Podobne nie wystarczyło go  na poszukanie starszych ślimaków, takich co żyć tutaj mogły jakieś sześćdziesiąt milionów lat temu... Sulejowski Wapiennik jest stanowiskiem odwiedzanym przez paleontologów lub przez kolekcjonerów skamieniałości. Można tu znaleźć i jurajskie ślimaki, i małże, a także - choć rzadziej - amonity. Można, jeśli się dysponuje odpowiednią ilością czasu...
Wybierając się do Sulejowa warto go zarezerwować więcej. Jest co oglądać, jest co zwiedzać. miejscowość jest bardzo atrakcyjna zarówno dla miłośników przyrody, jak i tych z zacięciem historycznym. Im polecam szczególnie Podklasztorze z pocysterskim kościołem romańskim, w otoczeniu którego pełzają Lacinaria plicata. Tym od walorów przyrodniczych polecam wycieczki wzdłuż Pilicy (kajakiem, rowerem, pieszo...) oraz szlak jurajskich wychodni: znaleźć można w okolicy kilka miejsc, gdzie wapienie jurajskie dostępne są na odsłoniętych skarpach. W samym Wapienniku pięknie prezentuje się pionowa ściana w południowo-zachodniej części kamieniołomu. Nie jest za bardzo dostępna i zasadniczo zalecana jest ostrożność w czasie spaceru po nim.
Może uda mi się kiedyś pojechać tam na spokojnie, bez pośpiechu, bez świadomości spóźnienia w inne miejsca. Może uda mi się kiedyś połazić i poszukać zarówno mięczaków aktualnie zamieszkujących ten teren, jak i tych sprzed milionów lat. I tylko mam nadzieję, że nastąpi to zdecydowanie szybciej niż kolejna epoka geologiczna...





Sulejów, pow. piotrkowski, woj. łódzkie. Dojazd drogą krajową nr 12 i 74. Aby dojechać do dawnego kamieniołomu, należy odnaleźć ulicę Podkurnędz i kierować się w stronę Kurnędza. Wapiennik będzie po prawej stronie, po lewej płynie Pilica.