wtorek, 31 grudnia 2024

Coś mija, coś się rozwija

Ostatni moment, żeby poprawić okropne statystyki za rok 2024, więc korzystam. To taki moment, w którym spojrzenie wstecz wyostrza wzrok na tym, co przede mną. Dziękuję wszystkim, którzy przez ostatni rok zajrzeli do mojego pisania. Przyznaję, że nie takiej aktywności życzyłem sobie przed rokiem, nie dramatyzuję, wyciągam wnioski. Chciałbym tę aktywność wzmocnić w przyszłym roku. Co się zaś aktywności jako takiej tyczy, to ostatni rok minął przede wszystkim pod znakiem iNaturalist, w który troszkę się wkręciłem. W sumie zarejestrowałem blisko siedem tysięcy obserwacji, w tym 2192 obserwacje mięczaków (trafiłem pod tym względem do pierwszej dziesiątki w Europie). To mnie cieszy, bo przez dwa miesiące (w lipcu i sierpniu) każdego dnia udało mi się coś zaobserwować. A każde działanie, w którym coś nosi znamiona systematyczności, jest dla mnie powodem do dumy. Więc tym się dzielę.

Po krzakach łaziłem w różnych okolicach (bliższych i dalszych) Łodzi, troszkę na południu Śląska, w okolicach Krakowa, Warszawy i na egzotach we Włoszech i w San Marino. Tradycyjnie zamykam rok niedosytem, ale takim blisko pod korkiem. Z najciekawszych obserwacji tegorocznych wymieniam daudebardię krótkonogą oraz nowe stanowisko ślimaka szarego Cornu aspersum w Łodzi. Tutaj chciałbym tylko zawołać, że dotąd gatunek ten nie doczekał się żadnej wzmianki faunistycznej potwierdzającej jego ugruntowaną już pozycję na kilku stanowiskach w Polsce. Czyżbym znowu musiał się tym tematem zająć? Chętnie odstąpię proponując współpracę. W tym roku nie dołożyłem się w niczym do rozwoju malakologii (w sensie nie napisałem ani nie powiedziałem niczego, może nawet lepiej...). 

No właśnie... Nie pojawiłem się na Krajowym Seminarium Malakologicznym w Siedlcach. Nie sądzę, aby ktoś poza mną z tego powodu płakał, nie mniej to ten punkt w roku, którym zawsze żyję. No to tutaj była posucha. Nie wiem, jak to będzie wyglądało w 2025, Toruń zaprasza, ale termin w kolizji z życiem rodzinnym. Jeśli chodzi o pomysł na rozwiązanie dylematu - Tabula rasa. Coś wymyślę. Chyba.

Zawsze oceniam rok przez pryzmat lektur. No i tu lekka bida. Zresztą bida od lat. Chyba już się nie doczekam jakiegoś porządnego opracowania polskiej malakologii, które by chociaż otarło się rozmach Urbańskiego sprzed prawie siedemdziesięciu lat. Łapię, co się da, ale najczęściej są to książeczki dla dzieci, nawet nie popularnonaukowe. Sukcesywnie rozrasta się mój księgozbiór malakopedagogiczny, a w tym po raz pierwszy stwierdziłem tytuł w całości poświęcony małżowi. Czekał na mnie od 1995 roku, ale się doczekał. Muszę odnotować, że w 2024 roku wpadły w moje ręce dwa opracowania dla amatorów hodowli ślimaków afrykańskich. 

W mijającym roku dobiegło końca życie profesora Stefana W. Alexandrowicza. To z jego determinacji powstały krajowe seminaria malakologiczne, zwane "krościenkami" (od miejsca pierwszych obrad), również jego determinacji zawdzięczać można powstanie Folia malacologica (pierwotnie jako pismo AGH). Chciałbym, aby pamiętano o nim, sam mam jakiś wyrzut sumienia, że za mało tę postać podtrzymuję w pamięci malakologów i miłośników malakologii. 

Za niedługo zmieni się rok w dacie. Nie pierwszy, może i nie ostatni (może). Nie należę do tych, którzy jakoś szczególnie szaleją w sylwestrową noc, nie bardzo chyba tę potrzebę pielęgnuję w sobie. Wolę pomyśleć o planach, w których niezmiennie na pierwszym miejscu stawiam faunistykę. Tyle jeszcze krzaków rośnie, pod które nie wlazłem do tej pory, tyle szuwarów, trzęsawisk, młak, stoków, grądów i czego tam jeszcze. Wierzę, że coś dobrego się znajdzie. Może już wkrótce.

Dzięki, że mam dla kogo pisać.



 









 

poniedziałek, 30 grudnia 2024

Jeszcze raz o ślimakach afrykańskich

A ponieważ byłem grzeczny w tym roku, dostałem od Świętego Mikołaja więcej niż jedną książkę. W sumie to nawet cztery, to chyba z tego powodu, że objętościowo takie chudziutkie, że przeczytałem wszystkie cztery jeszcze przed pasterką. O jednej kilka słów, choć nawet nie wiem, czy można nazywać ją książeczką. Może lepiej powiedzieć o broszurce.

Martyna Fedorowicz - nieznana mi wcześniej z twórczości malakologicznej - jest autorką opracowania pod tytułem Pierwsze kroki ze ślimakiem afrykańskim. Opracowanie nie posiada miejsca ani daty wydania i nosi cechy samizdatu - i tutaj pozwolę sobie na lekką uszczypliwość. Szkoda. Od razu minus dwa punkty za styl. Gdyby autorka zdecydowała się na nieco trudniejszą ścieżkę znalezienia firmy wydawniczej (albo chociaż poligraficznej), mogłaby dać do ręki broszurkę bardziej odporną  na zniszczenie. Ta chałupnicza metoda wydania nie broni się w przypadku poradnika dla początkujących. Całkowicie abstrahując (na tym etapie) od merytorycznej zawartości, odnotować należy ewidentny mankament pracy, jakim jest brak dbałości o formę wydania. I choć nie wolno oceniać książki po okładce (a właściwie to dlaczego?), myślę że praca pani Fedorowicz traci przez to całkiem sporo. Gdybym zaczynał dopiero przygodę z hodowlą ślimaków i zainwestowałbym w fachową wiedzę, chciałbym, żeby się ona nie rozpuściła przy pierwszym odłożeniu w niewłaściwe miejsce. Usprawiedliwiam się w tej ocenie, że musiałem podnieść nieco kryteria, ponieważ w sierpniu br. trafiło w moje ręce podobne opracowanie, które na dzień dobry kupiło mnie porządnym wydaniem. Prace Angeliki Antkiewicz i Martyny Fedorowicz łączy poza amatorskim wydaniem swoich opracowań dużo więcej: obie nie ukrywają, że nie są naukowo związane z hodowlą ślimaków, obie piszą do amatorów na początku drogi i obie piszą z perspektywy hodowców. I mi to trochę przeszkadza, choć sam do amatorów się zaliczam. Oczyma wyobraźni widzę jednak, że przed wydrukowaniem takie opracowanie dobrze byłoby jednak podsłać komuś, kto poprawiłby styl, skorygował pewne błędy językowe, nieco uporządkował wypowiedź. Mógłbym się oczywiście wytrząsać nad kolokwializmami, a przede wszystkim nad żargonem terrarystycznym, który zrozumiały dla hodowców, jest po prostu dla mnie nieznośny. Nie kupuję określeń "ciąża ślimaka". Odstraszają mnie też sformułowania typu: "W większości przypadków, przedstawiciele rodzaju Lissachatina i Archachatina, są w stanie rozmnażać się międzygatunkowo - np. liss. fulica z liss. reticulata, czy arch. marginata marginata i arch. marginata ovum" (str. 24, pisownia oryginalna). Wiem, że dla hodowców wszystko to jest osobny gatunek, ale to nie tak, a na giełdach zoologicznych dominują mieszańce, a jeśli coś ma nazwę trójimienną (zwłaszcza, jeśli trzeci człon jest anglojęzyczny) to mówić by można o odmianie lub podgatunku co najwyżej...

Martyna Fedorowicz starała się pisać tak, żeby początkującym wydawało się, że się zna na temacie. Bo na pragmatyce się zna. I należy się jej ukłon za to, że doświadczeniem się podzieliła się adeptami hodowli ślimaków afrykańskich. Mnie lektura zostawiła w stanie niedosytu i lekkiego rozdrażnienia, które zrodziło się po pierwszym kontakcie i nie minęło po przeczytaniu. Myślę jednak, że dla kogoś, kto chciałby w swoim terrarium zobaczyć ślimaka afrykańskiego, będzie to opracowanie bardzo przydatne. Pod warunkiem, że nie postawią poprzeczki za wysoko, ot tak, żeby ślimak doskoczył. A co, może nie ma skaczących ślimaków? Oj, co Wy tam o ślimakach wiecie...

Martyna Fedorowicz, Pierwsze kroki ze ślimakiem afrykańskim, b.m.w., b.d.w., 41pp, oprawa broszurowa


 

środa, 11 grudnia 2024

XXXIX Krajowe Seminarium Malakologiczne - zapowiedź

No tak, parę dni temu wiadomość dotarła, ale ja zamiast puścić dalej - odłożyłem na później. A raz odłożone następnie odkłada się samo... Proszą jednak Organizatorzy, żeby trąbić, więc obtrąbiam: w dniach 8-10 maja 2025 roku planowane jest w Krobi koło Torunia (w Hotelu Ambasada) XXXIX Krajowe Seminarium Malakologiczne. Organizatorzy - Elżbieta Żbikowska i Jarosław Kobak - zapraszają nad Drwęcę z referatem, komunikatem lub posterem (albo ze wszystkim wymienionym) gwarantując dobrą atmosferę do wymiany malakologicznych doświadczeń. A dlaczego gwarantują? Bo mają ogromne doświadczenie w organizacji seminariów malakologicznych.

Nowością jest zaproponowana przez Organizatorów sesja anglojęzyczna. To tylko propozycja, ale do poważnego rozważenia (ale nie przeze mnie): chodzi o to, żeby z jednej strony przyciągać zagranicznych gości, a z drugiej dać możliwość, zwłaszcza młodym adeptom nauki, sprawdzić się w wystąpieniu anglojęzycznym, co może być dobrym wstępem do prezentowania swoich badań w międzynarodowych kongresach.

Organizatorzy grzecznie proszą o zarezerwowanie terminów. W kalendarz wpisałem, ale strasznie się ciasno w tamtych rubryczkach zrobiło i na chwilę obecną nie mogę jeszcze zadeklarować pewnego udziało. Na szczęście przekazano informację, że wszelkie szczegóły techniczne oraz harmonogram nadsyłania zgłoszeń, streszczeń itp. zostaną podane w późniejszym terminie, więc jest czas na układanie kalendarzowej kostki Rubika, żeby po świętym Stanisławie w Drwęcy mięczaków poszukać. Oczywiście relacjonował będę na bieżąco kolejne ustalenia. Tymczasem proszę tylko, by w przypadku otrzymania od Świętego Mikołaja kalendarza, wpisać doń w pierwszej kolejności XXXIX Krajowe Seminarium Malakologiczne w Krobi koło Torunia (to ważne, bo jest też Krobia koło Poznania!)


wtorek, 29 października 2024

Zbigniew Herbert - setna rocznica urodzin

Ballada o tym że nie giniemy

 

Którzy o świcie wypłynęli

ale już nigdy nie powrócą

na fali ślad swój zostawili –

 

w głąb morza spada wtedy muszla

piękna jak skamieniałe usta

 

ci którzy szli piaszczystą drogą

ale nie doszli do okiennic

chociaż już dachy było widać –

 

w dzwonie powietrza mają schron

 

a którzy tylko osierocą

wyziębły pokój parę książek

pusty kałamarz białą kartę –

 

zaprawdę nie umarli cali

 

szept ich przez chaszcze idzie tapet

w suficie płaska głowa mieszka

z powietrza wody wapna ziemi

zrobiono raj ich anioł wiatru

rozetrze ciało w dłoni

będą

po łąkach nieść się tego świata

 z tomu Struna światła

poniedziałek, 28 października 2024

Złota polska jesień

Ze smutkiem uświadamiam sobie, że kończy się powoli kolejny rok, choć nie bardzo zanotowałem, kiedy minęło ostatnie dziesięć miesięcy. I żeby była jasność: nie piję, więc utrata więzi z czasem nie jest pokłosiem opilczego ciągu... Rokrocznie złota polska jesień jest jednak dla mnie takim gongiem, który w mało delikatny sposób przypomina: "Ratuj się chłopie przed zimą!". Nie wiem, czy to ostatnia była okazja w tym roku, nie mniej skorzystałem i uciekłem na Jurę. Do Złotego Potoku, w którym - wstyd wyznać - nie było mnie dobre kilkanaście lat. Wiedząc, ze pogoda zapowiada się złociście, wsiadłem w auto i zahamowałem dopiero nad Wiercicą (szczerze mówiąc to po drodze zahaczyłem o Gidle, ale to po drodze tylko). I chociaż z lasu wyszedłem już całkiem po zmroku, nie zrealizowałem nawet dziesiątej części spontanicznie skleconego założenia. Ważne, że połaziłem stymulując układ nerwowy feerią złota, ochry, czerwieni i innych szlachetnych barw złotej polskiej jesieni...

O tej porze roku dobrze jest się przyjrzeć ślimakom nagim, a szczególnie pełza mi po głowie teraz pomrów cytrynowy Malacolimax tenellus (O.F. Muller, 1774), który od zawsze kojarzy mi się z tą porą roku. Znam się z tym ślimakiem jeszcze z czasów dzieciństwa, kiedy z lubością oddawałem się grzybobraniu, a po nim, już w czasie obierania grzybów, spotykałem go ukrytego gdzieś pomiędzy koźlarzami, podgrzybkami, kaniami i innymi trofeami. Przypominam sobie, że nigdy nie miałem problemu z tym, że jakiś ślimak podjada mi prawdziwka, intuicyjnie przyjmowałem, że w tej konkurencji to on ma pierwszeństwo i bez oporu przyjmowałem resztki, którymi zechciał się ze mną podzielić. Lasy, w których się wychowywałem, należały do bardzo ubogich w malakofaunę, stąd każde spotkanie, choćby z naturystami, podkarmiało moją pasję.

Pomrów cytrynowy zawdzięcza swą nazwę zmysłowi wzroku, nie smaku. Jak smakuje - nie wiem, nie jadłem i nie zamierzam. Jak wygląda? Uroczo. To dość mało naukowy opis, ale naprawdę jest uroczy. Dorosłe osobniki na ogół są cytrynowożółte, ale intensywność ubarwienia jest dość zmienna, tak że zdarzają się okazy kanarkowożółte (Wiktor), pomarańczowożółte, kremowożółtawe, zielonkawożółte (zresztą, co ja będę się rozwodził nad ubarwieniem, skoro faceci nie rozpoznają kolorów...). Na ogół ubarwienie górnej części płaszcza jest intensywniejsze niż pozostałej części ciała. Płaszcz zakrywa nieco mniej niż 1/3 długości ciała. Otwór oddechowy (pneumostom) jest białawo obrzeżony i znajduje się w tylnej części płaszcza. Głowa i czułki czarne lub czarniawe albo ciemnoszare. Stopa brudnokremowa, pełzając ślimak pozostawia za sobą żółty ślad po przejrzystym śluzie. Skóra pomrowa cytrynowego jest cienka, gładka, w tylnej części na tyle cienka, że prześwitują przez nią organy wewnętrzne.

O tej porze roku większość spotykanych pomrowów to osobniki dojrzałe u schyłku swojego życia. Po złożeniu jaj ślimaki giną, zimują jaja, z których wiosną wylęgają się młode, prawie zupełnie białe, z fioletawoszarymi czułkami. Malacolimax tenellus jest ślimakiem leśnym, najczęściej spotkać go można w lasach bukowych, ale występuje też  w lasach iglastych, a także w parkach. Dorosłe lubują się w grzybach kapeluszowych, młode zajadają się grzybnią. Ogólnie prowadzą dość skryty tryb życia, pełzają po zmroku lub w czasie deszczu. Kilka tygodni temu w Lesie Chełmskim mogłem zaobserwować tę skłonność do zmroku, bo gdy zaczynałem spacer musiałem szukać go pod kawałkami kłód i pod korą, a kiedy spacer kończyłem w asyście latarek, pomrowy łaziły już po opadłych liściach. Jak dotąd nie udało mi się zaobserwować kopulacji pomrowów cytrynowych, nie jest ona tak spektakularna, jak u ich kuzynów Limax maximus, której zresztą też dotąd nie udało mi się zaobserwować.

Jeśli kto ma jeszcze szansę na dłuższe złotopolsko-jesienne spacery, polecam porozglądanie się za pomrowami cytrynowymi. W czasie ostatniego spaceru rozglądałem się również za pomrowem błękitnym Bielzia coerulans, który na Jurze może występować, ale nie spotkałem. Pomrów cytrynowy występuje na terenie całej Polski, więc wypatrzeć go będzie łatwiej. Poszukajcie pod grzybami, na pewno jakiś się znajdzie. A samych grzybów oszczędźcie trochę i może zostawcie coś ślimakom do jedzenia...






piątek, 13 września 2024

Ślimak szary Cornu aspersum (O.F. Müller, 1774) w Polsce

Nie należę do tych, którzy szperając po sklepowych półkach, wzrok kierują w stronę produktów krzyczących napisem "NOWOŚĆ" na swojej etykiecie. Więcej: na ogół od nowości stronię i z rozmysłem unikam, choć wrogiej jej nie jestem. W pewnych obszarach jestem jej poszukiwaczem, na przykład książki (zwłaszcza o mięczakach). Konserwatyzm to nie jest kwestia betonowania form. Nie mniej z nowościami mam pewne problemy i teraz z jednym z takich problemów chciałbym się zmierzyć. Najpierw trochę barokowego wstępu. Kiedy wracałem z urlopu, odczułem wiek swojego auta, które na autostradzie odmówiło współpracy i poprosiło (zażądało) podwózki lawetą. Przełożyło się to na to, że przez jakiś czas do pracy wybierałem się pieszo. Dla zdrowia to cenne, dla ślimaczej pasji również. Pokłosiem bowiem wymuszonych spacerów do pracy było nowe stwierdzenie stanowiska ślimaka szarego Cornu aspersu (O. F.  Müller, 1774) w Łodzi.

Tak, ślimak Cornu aspersum od jakiegoś czasu występuje na terenie Polski i wcale nie mam tu na myśli hodowli (i uciekinierów z tychże), ale stabilne populacje (może niekoniecznie zbyt duże, ale jednak). Od niemal półtora roku znam stanowisko tego ślimaka z Łodzi z okolic Wydziału Biologii Uniwersytetu Łódzkiego (potwierdzałem w tym roku), z bazy iNaturalist znam kilka innych stanowisk. Moje spacery do pracy i z powrotem pozwoliły mi w lipcu bieżącego roku wypatrzeć ślimaka szarego przy ulicy Warszawskiej w Łodzi. Co jakiś czas staram się teraz zatrzymać i popatrzeć, czy coś tam dzieje, a że ostatnio sucho było, to i niewiele się działo. Zaczęło padać, zaczął się ruch. Kilka dni temu, w czasie sprawdzania stanowiska, naliczyłem dziewięć osobników w różnym wieku, ale głównie dorosłe (to znaczy z wykształconą wargą).

Jak na razie nikt nie pokusił się, aby stworzyć choćby krótkie naukowe doniesienie na ten temat (jestem otwarty na propozycje współpracy). Wydaje mi się, że śmiało można już dopisać Cornu aspersum do listy krajowej malakofauny. Gatunek w całej Europie zwiększa swój zasięg, co jest pokłosiem zmian klimatycznych, i można zakładać, że w najbliższych latach odnajdywane będą w Polsce kolejne populacje tego ślimaka. Warto się za nimi rozejrzeć, a czego szukać?

Ślimak szary Cornu aspersum jest lądowym ślimakiem płucodysznym z rodziny Helicidae. Kiedyś umieszczany był w rodzaju Helix, co podpowiadałoby jego podobieństwo do ślimaka winniczka. W rzeczywistości jest od winniczka nieco mniejszy, muszla jest nieco bardziej przypłaszczona w stosunku do muszli Helix pomatia, ostatnio skręt jest rozszerzony, a ujście zdaje się być lekko skośnie zakończone, to znaczy, że muszla położona ujściem do dołu nie kołysze się tak bardzo, jak muszla winniczka (cóż za precyzyjny opis, jestem pełen samopodziwu!). Wywinięta delikatnie warga jest koloru białego, dołek osiowy jest całkowicie zakryty. Muszla osiąga 25-40 mm szerokości i 25-35 mm wysokości, jest brązowa (w różnym nasyceniu brązów), bardzo często z ciemniejszymi pasami i jaśniejszym deseniem. Ciało jest brązowoszare, w ubarwieniu bardzo zmienne.

Pierwotną ojczyzną gatunku jest basen Morza Śródziemnego, zarówno w Europie, jak i północnej Afryce (Algieria). Jako synantrop łatwo ulega zawleczeniu i obecnie jest jednym z najszerzej rozmieszczonych na świecie gatunków lądowych ślimaków. W Europie najdalej na północ wysunięte stanowisko znajduje się na Wyspach Owczych (iNaturalist). W Polsce dotychczas zanotowany został na kilku stanowiskach, od Krakowa po Dębki (koło Władysławowa) i od Goleniowa po Warszawę. Na świecie do znalezienia w Południowej Afryce i na zachodzie obu Ameryk.

Uważany jest za groźnego szkodnika upraw, stąd jego obecność w Polsce wcale nie powinna cieszyć. Czy zyska u nas status gatunku inwazyjnego, tego nie wiem, można zakładać, że tak będzie. Jak z nim postępować? Tego też wiem, mogę zaproponować, żeby zrobić zdjęcie, umieścić obserwację w iNaturalist, a ślimaki, jeśli ich dużo - wyzbierać i ugotować, wszak to jeden z najsmaczniejszych ślimaków konsumowanych masowo przez człowieka. A jakby kto spotkał w Polsce, niechby dał znać. Warto obserwować nowe pojawienia się i monitorować tempo rozprzestrzeniania się gatunku...

Na zdjęciach osobniki z Łodzi z ulicy Warszawskiej.







piątek, 23 sierpnia 2024

Poradnik hodowcy ślimaka afrykańskiego

 Tak, to prawda, że od kilku lat mieszkam ze ślimakiem. Na temat naszych relacji nie będę się jednak rozpisywał, bo gdybym był użytkownikiem fejskóka musiałbym napisać "to skomplikowane". Pomieszkuje u mnie i naciąga mnie na ogórki. Szczerze mówiąc, nawet nie wiem, jak się nazywa, choć używa różnych imion. Nigdy nie dowiedziałem się, z którym właściwie gatunkiem mam do czynienia. Wydaje mi się, że to Lissachatina fulica (Bowdich, 1822), jeśli ktoś będzie mi wmawiał, że Achatina achatina, też uwierzę. 

Robię przydługie wstępy. Chciałem napisać, że mam kilka powodów do radości. Trafiła w moje ręce nowa książka o ślimakach, do tego po polsku, napisana przez polską autorkę i poruszająca temat w Polsce dotąd nieopracowany. Czyż nie jest to wystarczający powód, żeby podzielić się radością? Pewnie, że jest! Angelika Antkiewicz własnym nakładem przygotowała poradnik Ślimak afrykański w moim domu. Początek ślimaczej przygody (Goleniów 2023). Według mojej wiedzy jest to pierwsze opracowanie tego typu  w Polsce. Może się zdarzyć, że takie już istniało, ale nie mam o tym wiedzy. O samym omawianym poradniku też dowiedziałem się zupełnie przypadkiem i przyznaję, że wcale nie było łatwo mi go zdobyć. Po prostu trzeba korzystać z medium, które staram się omijać szerokim łukiem, czyli ze wspomnianego wcześniej FB. To chyba jedyny (poza osobistym kontaktem, ale pani Angeliki Antkiewicz wcześniej nie znałem) sposób na dotarcie do tej książki, którą można zamówić pisząc na FB do autorki. 

Poradniki mają tę wspólną cechę, że są pisane przez kogoś, kto coś wie na jakiś temat do tych, którzy potrzebują się tego dowiedzieć.  Poradnik ma służyć radą temu, kto stawia pierwsze kroki lub próbuje poszerzyć swoją wiedzę. Zazwyczaj poradniki nie roztrząsają wiedzy teoretycznej, a koncentrują się na bardzo praktycznych wskazówkach, jak zrobić coś, żeby osiągnąć określony cel, a w tym przypadku celem jest domowa hodowla ślimaka afrykańskiego. I tutaj potrzeba już pierwszego dopowiedzenia. Przez ślimaka afrykańskiego należy rozumieć różne ślimaki, które zostały omówione w roboczych rozdziałach "Najpopularniejsze gatunki Lissachatin", "Najpopularniejsze gatunki Archachatin" oraz "Achatina achatina i inne". W tym ostatnim wymieniono i omówiono pokrótce gatunki, które absolutnie do afrykańskich nie należą, ale są hodowane w terrariach. 

Terraryści hodujący ślimaki posługują się własnym językiem, który wielokrotnie pobrzmiewa na kartkach opracowania. Mnie ten język czasem razi, ale nie będę o to kruszył kopii. Chodzi na przykład o odmienianie nazw łacińskich według polskiej deklinacji czy też mieszanie nazw łacińskich i angielskich. Nie jest to opracowanie naukowe, więc nie ma dużego problemu, choć nie ukrywam, że wolałbym poznać przedstawicieli rodziny Achatiniadae nieco bardziej precyzyjnie.

Autorka nie ograniczyła się tylko do przeglądu najpopularniejszych gatunków (odmian? ras?) określanych wspólnym mianem ślimaka afrykańskiego. W pracy omówione zostały też pewne aspekty biologii (rozmnażanie, retencja jaj), sporo miejsca poświęcono odżywianiu (tabelaryczne zestawienie zalecanych i niezalecanych produktów), wspomniano również o chorobach i domowych sposobach zaradzania im. Słowem: coś pożytecznego.

Angelika Antkiewicz zadbała również o estetykę książki, którą ubogacają liczne fotografie. Całość to 92 strony formatu a5 na kredowym papierze z miłą w dotyku miękką okładką. Lektury troszeczkę mniej niż się spodziewałem, więc niedosyt zostaje, merytorycznie można by też gdzieś podciągnąć w paru miejscach, ale zważywszy na cel - poradnik dla amatorów hodowli - książka broni się bardzo dobrze.

Nie znam skali rynku, trudno mi powiedzieć, ile osób w Polsce hoduje ślimaki w terrariach, nie mniej Angelice Antkiewicz należą się słowa uznania za podjęcie się pionierskiego tematu. I tylko życzyłbym sobie, żeby o książce było troszeczkę głośniej. 




wtorek, 13 sierpnia 2024

Prof. dr hab. Stefan W. Alexandrowicz (29.04.1930 - 08.08.2024)

Dotarła do mnie smutna wiadomość, że 8 sierpnia 2024 roku w Krakowie zmarł profesor doktor habilitowany Stefan Witold Alexandrowicz, geolog o nieprzecenionych zasługach dla malakologii w Polsce.

Chociaż spotkaliśmy się osobiście tylko raz, był dla mnie bardzo ważną osobą towarzyszącą mi od lat w moich malakologicznych poszukiwaniach. A spotkaliśmy się dziesięć lat temu w Łopusznej podczas XXX Krajowego Seminarium Malakologicznego. Wtedy udało mi się kilka minut z Profesorem Alexandrowiczem porozmawiać, ale była to bardziej towarzyska pogawędka niż czerpanie z kopalni jego doświadczeń. A tymi mógłby obdarować kilka osób i wszystkie one miałyby co robić. 

Jest paradoksem, że środowisko polskich malakologów zintegrowane zostało przez geologa. Może trzeba było właśnie kogoś, kto ślimaki widział na długiej osi czasu, żeby powiedzieć: nie marnujmy czasu, usiądźmy, porozmawiajmy o tym, co robimy, i zróbmy to lepiej. Zmarły Profesor Stefan Alexandrowicz był inicjatorem pierwszego zjazdu krajowych malakologów, które w 1985 roku po raz pierwszy zorganizowane zostało w Krościenku. Od tego miejsca kolejne Krajowe Seminaria Malakologiczne nazywane były "krościenkami", choć dziś już niewielu posługuje się tą nazwą. Z jego inicjatywy na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie powstało naukowe pismo Folia malacologica, którego też był pierwszym redaktorem. Należał również do inicjatorów i członków-założycieli Stowarzyszenia Malakologów Polskich, którego to Stowarzyszenia był Członkiem Honorowym.

Chociaż zawsze podkreślał, że jest geologiem, miał też niemałe zasługi dla malakologii jako nauki. Ponieważ zajmował się najmłodszymi warstwami geologicznymi (czwartorzędem) mógł obserwować zmiany, które zachodziły w środowisku naturalnym już w czasie, kiedy po Ziemi chodził człowiek. Mięczaki pozwalały mu na odtwarzanie warunków, jakie panowały w minionych tysiącleciach na ziemiach, na których dziś przez chwilę zostawiamy swoje ślady. Zdeponowane muszle mięczaków były naturalnym ogniwem między życiem a materią nieożywioną, były sylabami, z których składał opowieść o minionych czasach. I chociaż muszelki lądowych lub słodkowodnych ślimaków nie potrafią tak szumieć, jak muszle morskie, on przez żmudną pracę wsłuchiwania się w ich niemą opowieść, rozszerzał naszą wiedzę o zmianach, które dotykają nasz świat. Opracowana przez niego analiza malakologiczna była przez lata wykorzystywana w badaniach nie tylko malakologicznych, ale również paleoekologicznych, klimatycznych, hydrologicznych i innych. W 2011 roku nakładem Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie wydana została obszerna praca Analiza malakologiczna, którą wydał wraz ze swoim synem, Witoldem Alexandrowiczem, który jest kontynuatorem jego badań geologiczno-malakologicznych.

O innych (licznych) aktywnościach postaram się napisać w nieodległym czasie (niekoniecznie w sensie geologicznym).

Uroczystości pogrzebowe profesora Stefana Witolda Alexandrowicza odbędą się w poniedziałek, 19 sierpnia 2024 roku o godz. 12 w Domu Pożegnań na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

 

 (...)

Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Nie szukam w tobie przytułku na wieczność.
Nie jestem nieszczęśliwa.
Nie jestem bezdomna.
Mój świat jest wart powrotu.
Wejdę i wyjdę z pustymi rękami.
A na dowód, że byłam prawdziwie obecna,
nie przedstawię niczego prócz słów,
którym nikt nie da wiary.

- Nie wejdziesz - mówi kamień. -
Brak ci zmysłu udziału.
Nawet wzrok wyostrzony aż do wszechwidzenia
nie przyda ci się na nic bez zmysłu udziału.
Nie wejdziesz, masz zaledwie zamysł tego zmysłu,
ledwie jego zawiązek, wyobraźnię.

Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Nie mogę czekać dwóch tysięcy wieków
na wejście pod twój dach.

- Jeżeli mi nie wierzysz - mówi kamień -
zwróć się do liścia, powie to, co ja.
Do kropli wody, powie to, co liść.
Na koniec spytaj włosa z własnej głowy.
Śmiech mnie rozpiera, śmiech, olbrzymi śmiech,
którym śmiać się nie umiem.

Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.

- Nie mam drzwi - mówi kamień

Wisława Szymborska, Rozmowa z kamieniem

Fotografia z XXX Krajowego Seminarium Malakologicznego, Łopuszna, 2014 r.