Kiedy oglądam się za siebie, kiedy próbuję ogarnąć mijający rok, to stwierdzić mogę, że był to rok przyzwoity, całkiem dobry, bez spektakularnych sukcesów, ale powodami do zadowolenia. Oczywiście z odczuciem motywującego niedosytu.
Terenowo nie był to mocny rok. Wypadów za dużo nie było, a jeśli już, to przy okazji wyjazdów służbowych lub rodzinnego wypoczynku. To się nie zmieniło w ostatnim czasie i nie bardzo widać perspektywy polepszenia sytuacji. Wypracowany model korzystania z okazji satysfakcjonuje mniej niż połowicznie. Na mapce zaznaczyłem powiaty, z których pochodzą zebrane w tym roku materiały, jak widać niewiele tego.
Żółtym kolorem oznaczyłem te obszary, na których samodzielnie nie prowadziłem obserwacji, ale dzięki życzliwości różnych ludzi trafiły stamtąd różne próbki, w tym z kserotermicznych rejonów Ponidzia. Z ciekawszych darowizn mogę wymienić wspominanego niedawno namułka pospolitego Lithoglyphus naticoides oraz niezwykle ciekawy okaz Nassarius reticulatus. Ten ostatni pochodzi z Pomorza, ale nie jest bynajmniej uciekinierem z wód balastowych dalekomorskich statków. Pojedyncza muszla pochodzi z pokładów plejstoceńskich, z interglacjału eemskiego (ok. 130 - 115 tys lat temu), a została znaleziona w tzw. napływkach na plaży Zatoki Gdańskiej w okolicach Mikoszewa.

Po latach trafiła w moje ręce długo poszukiwana książka prof. A. Piechockiego Mięczaki (Mollusca). Ślimaki (Gastropoda) z serii Fauna Słodkowodna Polski. Znam tę książkę prawie od lat dwudziestu, przerysowałem z niej dawno wszystkie ryciny z opisami, przepisałem znaczną ją część, a później jeszcze skserowałem. Ale dopiero własny egzemplarz nasycił moją potrzebę posiadania dostępu do tego klucza. Najlepszego klucza do malakofauny słodkowodnej. Kiedy dotarła do mnie przed kilkunastoma dniami cieszyłem się jak dziecko, choć jednocześnie odczuwałem smutek, bo mój egzemplarz to książka wycofana z biblioteki Wydziału Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Szczecińskiego. Troszkę wstyd!




Wszystko to czeka na analizę, omówienie, porównanie, wykorzystanie - nie jest źle, jest co robić, zwłaszcza, że to tylko cząstka zgromadzonej w tym roku literatury.
Dzięki blogowi zrodziły się też nowe znajomości i otworzyły nowe perspektywy. Jakkolwiek obserwuję notoryczne opóźnienia we wpisach, postępujące zaniedbania i spadki aktywności, to nie ustaję w przeświadczeniu, że kryzysy umocnią tylko moją gorliwość w popularyzowaniu malakologii.
A co na nadchodzący rok? Za Młynarskim mogę powtórzyć: "Róbmy swoje". Mam kilka gatunków, które bardzo chciałbym poznać bliżej w nadchodzącym roku. Należą do nich m.in. sadzawczak drobny Marstoniopsis scholtzi, wałkówka pospolita i górska Ena obscura i E. montana, poza tym kilka świdrzyków, ślimaki nagie, małże skójkowate. Będzie co robić. W 2012 r. zacząłem zbierać również ślimaki nagie, w tym roku muszę dopracować metody konserwowania zbiorów no i oczywiście dokończyć katalogowanie kolekcji, które w mijającym roku nie ruszyło z miejsca...
Jak patrzę na zbliżający się 2013 rok? Końca świata nie będzie;), patrzę z optymizmem i nadzieją, że swoim tempem (ślimaczym oczywiście) dojdę do tych momentach, któe będą określać nowy rok jako udany.
W to wierzę. I w tym kierunku zamierzam podążać. Jeszcze dziś, tanecznym krokiem!