Nie miałem ostatnio weny, żeby usiąść i coś napisać. Przepraszam. Życie literata, jeśli opiera się na czekaniu na wenę, jest nieznośne. Na szczęście nie jestem literatem (w porywach nawet pismakiem trudno byłoby mnie nazwać), więc braki poruszeń do pisania przyjmuję cierpliwie i z godnością. Przyszło mi jednak do głowy, że skoro dziś mija 220 lat od narodzin Hansa Christiana Andersena, to może by przypomnieć i o tym, że tego dnia obchodzony jest Światowy Dzień Książki dla Dzieci (2 kwietnia). Książkę dla dorosłych to każdy głupi napisać może, ale książka dla dzieci to wyzwanie dla najdzielniejszych. Więc dziś trochę subiektywnego przeglądu po tytułach książek dla dzieci, które dotąd przemilczałem, a które warte są wspomnienia, gdyż odnoszą się do ukochanej przeze mnie malakologicznej tematyki. Ostatni raz tym tematem zajmowałem się ze dwa, trzy lata temu, więc niech mi będzie wolno wrócić raz jeszcze do malakopedagogiki.
Moja biblioteka tytułów choćby luźno powiązanych z tematyką mięczaków dobija dwóch setek. Mówię tu o książkach, których adresatami są dzieci, od najmniejszych maluchów (0-6 miesięcy - książeczki kontrastowe) po całkiem wyrośniętych ciekawych świata kilkunastolatków. Formy tych książek są przeróżne, od kartonowych przez broszurowe po wielomateriałowe (polisensoryczne), od maleńkich, kieszonkowych wydań, po formaty przekraczające a4, od tradycyjnych książek poprzez harmonijki, maskotki czy pacynki. Wydania papierowe i cyfrowe, audiobooki i gry interaktywne. Jakość literacka jest również przeróżna, od arcydzieł po bezwartościowe z literackiego punktu widzenia.
Jeśli przy literaturze się zatrzymałem, to muszę wspomnieć, że zdecydowana większość znanych mi tytułów dla dzieci, to powiastki. To traka forma między opowiadaniem, nowelą czy baśnią, najczęściej o dydaktycznym charakterze, z jakimś moralnym przesłaniem. Najczęściej podkreślana jest powolność ślimaków i odkrywanie jej moralnych lub pragmatycznych zalet, akcja opowiadań dzieje się najczęściej na leśnej polanie, a ślimaki uczestniczą w różnych interakcjach z innymi zwierzętami. W przypadku ślimaków często pojawiającym się motywem - mnie osobiście nieco drażniącym - jest problem poszukiwania nowej muszli/wymiany na inną. Utrwalanie stereotypów uważam za szkodliwe, a niestety stereotyp, że ślimak może sobie zmienić muszle (i że ślimaki nagie to takie, które wyszły z muszli) wciąż jest w narodzie obecny.
Zaskakująco (dla mnie) często bohaterem wspominanych tu książek (i książeczek) jest ośmiornica. Zaskakująco, bo ośmiornica nie jest zwierzęciem z codziennego doświadczenia. Jeśli się taka pojawia, najczęściej jest synonimem inteligencji i sprytu. I dobrze, bo chociaż nie wszystkie, to jednak głowonogi stanowią niezwykle zajmujący świat intelektu wśród bezkręgowców.
Myślę, że największym bogactwem wątków malakologicznych w książkach dla dzieci jest jednak zwracanie uwagi na powolność, ślamazarność i pozorną nieporadność ślimaków. Chodzi o podkreślanie, w tych potwornych czasach nieprawdopodobnego przyśpieszenia, że można żyć zwalniając tempa. Tego chyba nawet trzeba uczyć nie dzieci, a ich rodziców, którzy bardziej od dzieci pogubieni są w tych dziwnych czasach. I ponad obraz trzeba promować wyobraźnię, która może rozwijać się tylko tam, gdzie nie ma pośpiechu.
Niestety mnie z tym pośpiechem wygrywać się nie udaje i chcąc coś więcej napisać, muszę porzucić plany i wrócić pilnych tematów. Wrzucam więc troszkę publikacji z ostatniego czasu, które przypadkiem trafiły w moje ręce. A dla zabieganych, którzy nie mają czasu czytać, krótki audiobook o dwóch odważnych (!) ślimakach...