czwartek, 30 kwietnia 2026

Jeszcze żyję

Nie, nie dementuję plotek o moim odejściu, po prostu daję znak życia. Zapowiadałem, że może być rożnie, ale sam nie spodziewałem się, że to będzie tak wyglądać...

Spieszę (oczywiście w ślimaczym znaczeniu) donieść, że odbyło się XL Krajowe Seminarium Malakologiczne. W Krakowie. I byłem tam nawet. I bardzo się cieszę, że byłem. A cieszę się z powodów kilku: bo spotkałem się z ludźmi, których dawno nie widziałem, bo posłuchałem o tym, co się dzieje w malakologii, bo poznałem młodych adeptów tej dziedziny, bo dowiedziałem się, co dalej... Od tego zacznę, że następne Krajowe Seminarium Malakologiczne według zapowiedzi odbędzie się w przyszłym roku w Łodzi. Tak zostało ogłoszone na koniec walnego zebrania członków Stowarzyszenia Malakologów Polskich, które miało charakter wyborczy, to znaczy dokonywano wyboru władz na kolejną kadencję. Prezesem SMP została organizatorka jubileuszowego XL KSM w Krakowie - dr Anna Maria Łabęcka (władza skupiła się w Krakowie, UJ i IOP). 

Trochę posłuchałem, czym się malakolodzy w Polsce zajmują. Mnie najbardziej interesuje faunistyka i taksonomia, biologia oczywiście też (a właściwie to wszystko mnie interesuje, tylko nie wszystko rozumiem). Nie wysłuchałem w całości tylko jednego referatu (akurat utknąłem na Zakrzówku). Poziom wystąpień był różny (jak zawsze), ale nie było takiego, które by mnie nie zainteresowało. Na wiele pytań nie uzyskałem odpowiedzi, na przykład jak to w końcu jest z obecnością gatunków z rodzaju Monacha w Polsce (niby dwa, ale cholera - wciąż nie wiadomo, co to za przybłędy). 

W czasie seminarium miała też miejsce uroczystość nadania godności Członka Honorowego Stowarzyszenia Malakologów Polskich. Tytułem tym uhonorowano docent Ewę Stworzewicz, która aktywność zawodową związała z Instytutem Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN. Laudację na cześć Uhonorowanej wygłosił prof. Witold Paweł Alexandrowicz, a uroczystość miała miejsce w Centrum Edukacji Przyrodniczej UJ przy ul. Gronostajowej w Krakowie. Od razu przy tej okazji chciałbym gorąco polecić to miejsce, naprawdę zapierające dech w piersiach (zwłaszcza, że osobiście miałem okazję zobaczyć część ekspozycji oprowadzony przez Witolda Alexandrowicza, który poza malakologiem jest geologiem). I chociaż wszystko mi się podobało, wróciłem z niedosytem (bo zawsze mi się wydaje, że za mało i za krótko). Jednego było za mało: czasu na dyskusje. Tego kuluary nie zastąpią i warto rezerwować więcej czasu na dyskusje po wystąpieniach.

Trochę odżyłem dzięki wycieczce do Krakowa. Trudno mi  wykrzesać siły do regularnego pisania o malakologii, co będę jednak mógł zrobić, postaram się pchnąć dalej. Czasem w ślimaczym tempie. I akurat za to przepraszam.

prof. Ewa Stworzewicz



dr Anna Maria Łabęcka


 

środa, 31 grudnia 2025

Podsumowanie roku 2025

8766 godzin potrzebowała Ziemia, żeby okrążyć Słońce. Sześć godzin mniej potrzebował rok 2025 aby oddać pola nadchodzącemu 2026. Za stary już jestem, żeby cieszyć tym astronomicznym sukcesem, jakim jest kolejny obrót naszej planety wokół swojej gwiazdy, nie mniej wyrażam wdzięczność Opatrzności, że dane mi było ten kolejny obrót przeżyć. Zwłaszcza, że jak popatrzeć na te ostatnie kilka tysięcy godzin, to coś dobrego przecież się wydarzało. 

Kończący się 2025 na pewno był najgorszy publicystycznie od czasu, kiedy zdecydowałem się prowadzić blog. Cóż, przepraszam. Wciąż chodzi mi po głowie, żeby zakończyć tę aktywność, więc jeśli umrze to śmiercią naturalną, proszę o zrozumienie. Z drugiej jednak strony chciałbym częściej dzielić się swoją malakologiczną pasją, a nie mam zamiaru wchodzić w media społecznościowe, które są złodziejem czasu... Usprawiedliwiam się tylko, że spadek aktywności na blogu powiązany jest jednocześnie ze wzrostem aktywności w serwisie iNaturalist, w którym zarejestrowałem w kończącym się roku 8893 obserwacje przyrodnicze, w tym 2826 obserwacji mięczaków (co uczyniło mnie najaktywniejszym w tym roku w Europie użytkownikiem rejestrującym obserwacje mięczaków!).  W tej kategorii zajmuję czwarte miejsce z apetytem na zaatakowanie podium w przyszłym roku. Do światowej czołówki jeszcze mi trochę brakuje, znajduję się w trzeciej dziesiątce na blisko pół miliona obserwatorów. 

Prawie każdą wolną chwilę (a realnie nie było ich dużo w mijającym roku) spędzałem na łażeniu z  aparatem fotograficznym. Najczęściej spotykałem Cepaea nemoralis oraz Arion vulgaris, Trochulus hispidus, Helix pomatia i Limax maximus. Kilka razy udało mi się spotkać na jednym stanowisku dwa gatunki pomrowów: maximus i cinereoniger,, i to na w miarę naturalnych stanowiskach. Twierdze na tej podstawie, że Limax maximus jest w stanie skutecznie zajmować naturalne środowisko i nie musi być traktowany wyłącznie jako gatunek synantropijny.

Ponad trzydzieści razy spotkałem w mijającym roku ślimaki z rodzaju Monacha. Jestem przekonany, że mam do czynienia przynajmniej z dwoma gatunkami, twierdzę tak na podstawie wielkości muszli, musi to jednak poczekać na weryfikację przez specjalistów, którym nie dałem jeszcze szansy na weryfikację, bo nie przesłałem próbek. Te muszę odnaleźć po kolejnej przeprowadzce (jeśli prawdą jest, że "dwie przeprowadzki to jak jeden pożar, to ja jestem piromanem-recydywistą!). O tym jeszcze za chwilę.

Z ciekawszych obserwacji powinienem wskazać na pierwsze stwierdzenie świdrzyka lśniącego Cochlodina laminata w  Łodzi oraz świdrzyka stępionego Ruthenica filograna w pobliżu rezerwatu "Wolbórka" kilkanaście kilometrów na południe od Łodzi. Wspomniany gatunek nadal występuje w Łodzi na Zdrowiu i to poza rezerwatem "Polesie Konstantynowskie". Będąc w Lublinie mogłem parę razy wypatrzeć ślimaka żółtawego Helix lutescens. Wypatrzyłem też nowe stanowisko ślimaka austriackiego Caucasotachea vindobonensis w Zgierzu (lekko na północ od Łodzi). Kilka razy przyglądałem się stanowiskom ślimaka szarego Cornu aspersum w Łodzi, obie populacje wydają się być całkiem stabilne, w przyszłym roku będzie trzeba coś z tym zrobić.

Pomimo całkiem intensywnych wycieczek malakologicznych, niezbyt często notowałem spotkania z nowymi gatunkami, a to lubię najbardziej w moim łażeniu po wszelkich możliwych powierzchniach. Z krajowych gatunków spotkałem groszkówkę drobną Euglesa supina, z zagranicznych wojaży przywiozłem spotkanie z Marmorana muralis, której muszlę znalazłem w szczelinach murów watykańskich. W Rzymie spotkałem też przynajmniej dwa nowe dla mnie gatunki z rodziny Milacidae (Milax i Tandonia).

Po Polsce pojeździłem za mało, udało mi się za to trochę pobuszować po województwie łódzkim, które - jak dobrze poszukać - wcale malakologicznie nie wygląda najgorzej (choć do Południa Polski mu daleko). Zostało mi jeszcze parę powiatów, w których chciałbym  zinwentaryzować sporo stanowisk. Zostawiam to na najbliższy rok. Nie planuję w nim przeprowadzki, może wygospodaruję więcej czasu.

Przenoszenie książek o mięczakach kosztowało mnie pokonanie kilkunastu tysięcy schodów. Ale i tak za nic bym nie zamienił mojej biblioteczki na wersję cyfrową. Tę (znaczy cyfrową) powiększyłem o kilkadziesiąt tytułów, w tym o Compendium of Landshells R. Tuckera Abbotta. Papierowa biblioteczka powiększyła się o kilkanaście tytułów, ale tylko dwa z nich to książki nie będące książkami dla dzieci. 

Trzy słowa jeszcze o planach. Brak mi pomysłu na występ na jubileuszowym Krajowym Seminarium Malakologicznym w Krakowie. Bardzo bym chciał się tam pojawić. To cel główny. Chciałbym również podjechać w okolice Książa koło Wałbrzycha, czeka na mnie ta lokalizacja już od lat, ale ciągle nie po drodze. Jest szansa, że w drugiej połowie przyszłego roku wyląduję na Warmii, z którą się już kilkanaście lat nie widziałem. Poza tym zamierzam wzorem lat ubiegłych wykorzystywać każdą okazję, żeby gdzieś w krzaki zajrzeć. A nuż coś znajdę nowego, co przecież jest motorem nie tylko na Nowy Rok.















środa, 24 grudnia 2025

Daje Słowo

Zastanawiam się, jak to jest, że wolimy na ogół święta Bożego Narodzenia od świąt Wielkiej Nocy. Im jestem starszy, tym bardziej się nad tym głowię, bo ja z tych, co jednak woli paschalne. I przychodzi mi na myśl, że nie chodzi o samą tylko emocjonalność, ale też o to, że z Bożym Narodzeniem łączy nas dzieciństwo. I znów: nie o sentyment z dzieciństwa idzie, ale o wspólne doświadczenie: każdy z nas kiedyś był dzieckiem, nawet sam Bóg. Być dzieckiem to znaczy być powierzonym komuś całkowicie, być zależnym, ale zależnym w miłości. Bóg dał swoje Słowo, które stało się ciałem, ciałem dziecka. 

Słowo dane przez Boga nie jest abstrakcją, jest konkretem wcielonym, rzeczywistym jak chłód, ból, zmęczenie. To Słowo staje się materią, która jest samoograniczającą się skoncentrowaną energią. Dajmy się ponieść Słowu, które nie zwodzi, bo nie jest ideą ale ukonkretnionym człowiekiem, emanującym z relacji, które nas wiążą miłością. Bóg daje Słowo, które mieszka między nami, żebyśmy zrozumieli, że nigdy nie jesteśmy sami.

Z okazji Świąt Narodzenia Pańskiego wszystkim Czytelnikom, Przyjaciołom i miłośnikom odkrywania piękna mięczaków życzę zasłuchania w prawdziwe Słowo, które ucieleśnia się między nami. 

Malakofil Ślimaćkiewicz