Nie, nie dementuję plotek o moim odejściu, po prostu daję znak życia. Zapowiadałem, że może być rożnie, ale sam nie spodziewałem się, że to będzie tak wyglądać...
Spieszę (oczywiście w ślimaczym znaczeniu) donieść, że odbyło się XL Krajowe Seminarium Malakologiczne. W Krakowie. I byłem tam nawet. I bardzo się cieszę, że byłem. A cieszę się z powodów kilku: bo spotkałem się z ludźmi, których dawno nie widziałem, bo posłuchałem o tym, co się dzieje w malakologii, bo poznałem młodych adeptów tej dziedziny, bo dowiedziałem się, co dalej... Od tego zacznę, że następne Krajowe Seminarium Malakologiczne według zapowiedzi odbędzie się w przyszłym roku w Łodzi. Tak zostało ogłoszone na koniec walnego zebrania członków Stowarzyszenia Malakologów Polskich, które miało charakter wyborczy, to znaczy dokonywano wyboru władz na kolejną kadencję. Prezesem SMP została organizatorka jubileuszowego XL KSM w Krakowie - dr Anna Maria Łabęcka (władza skupiła się w Krakowie, UJ i IOP).
Trochę posłuchałem, czym się malakolodzy w Polsce zajmują. Mnie najbardziej interesuje faunistyka i taksonomia, biologia oczywiście też (a właściwie to wszystko mnie interesuje, tylko nie wszystko rozumiem). Nie wysłuchałem w całości tylko jednego referatu (akurat utknąłem na Zakrzówku). Poziom wystąpień był różny (jak zawsze), ale nie było takiego, które by mnie nie zainteresowało. Na wiele pytań nie uzyskałem odpowiedzi, na przykład jak to w końcu jest z obecnością gatunków z rodzaju Monacha w Polsce (niby dwa, ale cholera - wciąż nie wiadomo, co to za przybłędy).
W czasie seminarium miała też miejsce uroczystość nadania godności Członka Honorowego Stowarzyszenia Malakologów Polskich. Tytułem tym uhonorowano docent Ewę Stworzewicz, która aktywność zawodową związała z Instytutem Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN. Laudację na cześć Uhonorowanej wygłosił prof. Witold Paweł Alexandrowicz, a uroczystość miała miejsce w Centrum Edukacji Przyrodniczej UJ przy ul. Gronostajowej w Krakowie. Od razu przy tej okazji chciałbym gorąco polecić to miejsce, naprawdę zapierające dech w piersiach (zwłaszcza, że osobiście miałem okazję zobaczyć część ekspozycji oprowadzony przez Witolda Alexandrowicza, który poza malakologiem jest geologiem). I chociaż wszystko mi się podobało, wróciłem z niedosytem (bo zawsze mi się wydaje, że za mało i za krótko). Jednego było za mało: czasu na dyskusje. Tego kuluary nie zastąpią i warto rezerwować więcej czasu na dyskusje po wystąpieniach.
Trochę odżyłem dzięki wycieczce do Krakowa. Trudno mi wykrzesać siły do regularnego pisania o malakologii, co będę jednak mógł zrobić, postaram się pchnąć dalej. Czasem w ślimaczym tempie. I akurat za to przepraszam.

