Przed dziesięciu laty rozpocząłem pisanie tego bloga. Może nie byłem mistrzem świata w regularności, ale przez te dziesięć lat udało mi się parę razy coś napisać, razem będzie tego kilkaset wpisów. Choć coraz częściej brakuje mi zwyczajnie czasu na nabazgranie kilku słów, generalnie bardzo się cieszę, że się nie poddaję. Sobie a muzom, ale piszę. A ponieważ mój słomiany zapał nie zgasł przez dziesięć lat, postanowiłem się za to nagrodzić. W jaki sposób? Ruszając w pole.
Trudno te dwa kwadrans nazwać wypadem, ale skoro nadarzyła się okazja służbowego wyjazdu, wykorzystałem ją nieco do prywatnych celów. Wybrałem dwa miejsca: jedno nowe, drugie już mi znane.
Najpierw zatrzymałem się przy ruinach zamku w Fałkowie w powiecie koneckim. Nie było mnie tam jeszcze, choć wiedziałem, że zastać tam można Alinda biplicata. Zatem potwierdzam. Otoczenie zamku obfituje wręcz w muszle ślimaków, a do najliczniej reprezentowanych należą Helix pomatia, Ceapaea nemoralis, Alinda biplicata, Chondrula tridens i Trochulus hispidus. Znalazłem też pojedyncze muszle Euophalia strigella. Sezon wegetacyjny ruszył już naprawdę porządnie i widok wybudzonych młodych Helix pomatia za bardzo mnie nie zaskoczył (choć tak wcześnie jeszcze winniczka nie notowałem).
Kolejny punkt wyznaczony był na miejsce, w którym już kiedyś stanąłem. Chciałem zobaczyć, jak wygląda "Łąka w Bęczkowicach" no i zobaczyłem, przy okazji przysłuchując się klangorowi żurawi. Wcześniej już, w okolicy Rudy Malenieckiej przyglądałem się z auta czaplom siwym i łabędziom niemym, w tym gniazdującemu łabędziowi prawie przy samej drodze.
Wody było więcej niż wówczas, kiedy kilka lat temu zatrzymałem się tam w czerwcu 2017 r. Płynąca tamtędy Luciąża bynajmniej nie tworzyła małego jeziora, co powinno być normalne o tej porze roku, ale wody było dość, żeby bez kaloszy się tam nie pchać. Z brzegu więc popatrzyłem sobie na wiosenną aktywność mięczaków. Widziałem aktywne już Succinea putris, Zonitoides nitidus, Stagnicola corvus (chyba, bo tak na oko to nie potrafię odróżnić od na przykład Galba palustris. Na starym domku chruścika znalazłem kilka muszli Valvata cristata, w napływkach wypatrzyłem też muszelki Anisus leucostoma, Bathiomphalus contortus, Anisus vortex i Buthynia tentaculata, ale najbardziej ucieszył mnie widok dwóch gatunków Vertiginidae: Vertigo antivertigo (całkiem aktywne i ruchliwe) oraz V. moulinsiana. Pusta skorupka potwierdza występowanie tego chronionego i bardzo rzadkiego u nas gatunku. I z tego się najbardziej cieszę, bo pierwszy raz "na żywo" spotkałem się z tym gigantem w świecie poczwarówek Vertiginidae.
Zdecydowanie w tym kierunku powinienem się ponownie wybrać, a zwłaszcza w dół biegu Luciąży, która kilka kilometrów dalej tworzy większe rozlewisko a dalej staje się zbiornikiem retencyjnym. Te rozlewiska zapowiadają się bardzo atrakcyjnie.
Dziesiąte urodziny Malakofila obchodziłem bez fajerwerków, ale bardzo radośnie. Jedyne, co burzy moją radość to niepokój o powtórkę sprzed roku: o tej porze jest zdecydowanie za sucho... Ale na to już wpływu nie mam...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chondrula tridens. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chondrula tridens. Pokaż wszystkie posty
piątek, 20 marca 2020
środa, 11 maja 2016
Sulejowski Wapiennik
Marzy mi się czas: wolny, nieskrępowany, gotowy do współpracy. Czas, który nie będzie śpieszył, poganiał, naciskał... Ot, takie moje nierealne marzenie, nie tylko moje chyba... Wszystko, co ostatnio robię, robię w zabieganiu. Nie lubię tego, nie nadaję się do tego. Coraz mniej też mam okazji, żeby spowolnić, zatrzymać się, popatrzeć na to, co wokół. Zostaje mi zatem tylko wyłapywanie chwil, wycedzanie ich z gęstej zawiesiny spraw do załatwienia.
W zeszłym tygodniu musiałem szybko pojechać w kilka miejsc, wszędzie byłem oczywiście spóźniony. Standard. A jednak nie wytrzymałem i po drodze, rozciągając jakimś dziwnym narzędziem czas, zatrzymałem się w okolicach Sulejowa nad Wapiennikiem, starym, zalanym kamieniołomem wapieni. Gdybym był sarkastyczny, rzekłbym, że na dłużej zatrzymuję się w łódzkich korkach dojeżdżając do pracy... Zatrzymałem się, żeby popatrzeć, zastanowić się, może coś zaplanować. Toś trochę jak rekonesans, tylko dużo krótsze.
Wapienne podłoże powinno być gwarancją obecności ślimaków. Przez trzy minuty udało mi się z trawiastej skarpy wygrzebać kilka gatunków, z których wałkówka trójzębna Chondrula tridens i poczwarówka pospolita Pupilla muscorum wydają się najciekawszymi. Poza tym pospolite gatunki, które znaleźć można w każdym innym miejscu. Z całą pewnością jedna skarpa, obejrzana w pośpiechu, nie może być reprezentatywna dla całego stanowiska. Z Sulejowa znam świdrzyki, powinny być i tutaj, ale czasu zabrakło. Podobne nie wystarczyło go na poszukanie starszych ślimaków, takich co żyć tutaj mogły jakieś sześćdziesiąt milionów lat temu... Sulejowski Wapiennik jest stanowiskiem odwiedzanym przez paleontologów lub przez kolekcjonerów skamieniałości. Można tu znaleźć i jurajskie ślimaki, i małże, a także - choć rzadziej - amonity. Można, jeśli się dysponuje odpowiednią ilością czasu...
Wybierając się do Sulejowa warto go zarezerwować więcej. Jest co oglądać, jest co zwiedzać. miejscowość jest bardzo atrakcyjna zarówno dla miłośników przyrody, jak i tych z zacięciem historycznym. Im polecam szczególnie Podklasztorze z pocysterskim kościołem romańskim, w otoczeniu którego pełzają Lacinaria plicata. Tym od walorów przyrodniczych polecam wycieczki wzdłuż Pilicy (kajakiem, rowerem, pieszo...) oraz szlak jurajskich wychodni: znaleźć można w okolicy kilka miejsc, gdzie wapienie jurajskie dostępne są na odsłoniętych skarpach. W samym Wapienniku pięknie prezentuje się pionowa ściana w południowo-zachodniej części kamieniołomu. Nie jest za bardzo dostępna i zasadniczo zalecana jest ostrożność w czasie spaceru po nim.
Może uda mi się kiedyś pojechać tam na spokojnie, bez pośpiechu, bez świadomości spóźnienia w inne miejsca. Może uda mi się kiedyś połazić i poszukać zarówno mięczaków aktualnie zamieszkujących ten teren, jak i tych sprzed milionów lat. I tylko mam nadzieję, że nastąpi to zdecydowanie szybciej niż kolejna epoka geologiczna...
W zeszłym tygodniu musiałem szybko pojechać w kilka miejsc, wszędzie byłem oczywiście spóźniony. Standard. A jednak nie wytrzymałem i po drodze, rozciągając jakimś dziwnym narzędziem czas, zatrzymałem się w okolicach Sulejowa nad Wapiennikiem, starym, zalanym kamieniołomem wapieni. Gdybym był sarkastyczny, rzekłbym, że na dłużej zatrzymuję się w łódzkich korkach dojeżdżając do pracy... Zatrzymałem się, żeby popatrzeć, zastanowić się, może coś zaplanować. Toś trochę jak rekonesans, tylko dużo krótsze.
Wapienne podłoże powinno być gwarancją obecności ślimaków. Przez trzy minuty udało mi się z trawiastej skarpy wygrzebać kilka gatunków, z których wałkówka trójzębna Chondrula tridens i poczwarówka pospolita Pupilla muscorum wydają się najciekawszymi. Poza tym pospolite gatunki, które znaleźć można w każdym innym miejscu. Z całą pewnością jedna skarpa, obejrzana w pośpiechu, nie może być reprezentatywna dla całego stanowiska. Z Sulejowa znam świdrzyki, powinny być i tutaj, ale czasu zabrakło. Podobne nie wystarczyło go na poszukanie starszych ślimaków, takich co żyć tutaj mogły jakieś sześćdziesiąt milionów lat temu... Sulejowski Wapiennik jest stanowiskiem odwiedzanym przez paleontologów lub przez kolekcjonerów skamieniałości. Można tu znaleźć i jurajskie ślimaki, i małże, a także - choć rzadziej - amonity. Można, jeśli się dysponuje odpowiednią ilością czasu...
Wybierając się do Sulejowa warto go zarezerwować więcej. Jest co oglądać, jest co zwiedzać. miejscowość jest bardzo atrakcyjna zarówno dla miłośników przyrody, jak i tych z zacięciem historycznym. Im polecam szczególnie Podklasztorze z pocysterskim kościołem romańskim, w otoczeniu którego pełzają Lacinaria plicata. Tym od walorów przyrodniczych polecam wycieczki wzdłuż Pilicy (kajakiem, rowerem, pieszo...) oraz szlak jurajskich wychodni: znaleźć można w okolicy kilka miejsc, gdzie wapienie jurajskie dostępne są na odsłoniętych skarpach. W samym Wapienniku pięknie prezentuje się pionowa ściana w południowo-zachodniej części kamieniołomu. Nie jest za bardzo dostępna i zasadniczo zalecana jest ostrożność w czasie spaceru po nim.
Może uda mi się kiedyś pojechać tam na spokojnie, bez pośpiechu, bez świadomości spóźnienia w inne miejsca. Może uda mi się kiedyś połazić i poszukać zarówno mięczaków aktualnie zamieszkujących ten teren, jak i tych sprzed milionów lat. I tylko mam nadzieję, że nastąpi to zdecydowanie szybciej niż kolejna epoka geologiczna...
Sulejów, pow. piotrkowski, woj. łódzkie. Dojazd drogą krajową nr 12 i 74. Aby dojechać do dawnego kamieniołomu, należy odnaleźć ulicę Podkurnędz i kierować się w stronę Kurnędza. Wapiennik będzie po prawej stronie, po lewej płynie Pilica.
Etykiety:
amonit,
Chondrula tridens,
kamieniołom,
Lacinaria plicata,
muszle,
paleontologia,
Pilica,
Pupilla muscorum,
Sulejów
niedziela, 10 listopada 2013
Naturalia
Miło jest w skrzynce pocztowej zamiast rachunku za prąd lub przypomnienia o spłacie karty kredytowej, znaleźć od czasu do czasu przesyłkę od znajomego. Z wielu przyjemności dostępnych na ziemi, odbieranie korespondencji zajmuje jedną z wyższych pozycji w moim prywatnym rankingu. Nie chodzi o to, że ktoś pamięta czy coś takiego, ale o całą celebrację, rozmyślanie czy w skrzynce coś się znajdzie, oglądanie koperty, przyglądanie się znaczkowi, nawet bieganie z awizo - wszystko ma swój urok, który bardzo sobie cenię. W ostatnim tygodniu niespodzianką była dla mnie przesyłka z Kielc, a w niej - pierwszy numer rocznika Naturalia wydanego przez kieleckie Towarzystwo Badań i Ochrony Przyrody.
Od tego zacznę, że to bardzo dobrze, że towarzystwa starają się o własne periodyki. Potrzeba zrzeszania się jest ściśle powiązana z potrzebą wyrażania siebie, własnych poglądów, ale też wspólnego działania i pozostawiania po sobie śladów. Ponoć boje o pismo trwały już od dłuższego czasu, dość stwierdzić, że pierwszy numer datowany jest na 2012 rok.
Roczniki tego typu towarzystw są mi szczególnie drogie, bo na ogół stanowią zapis pracy osób, które zajmują się tym, co kochają, czemu poświęcają swój czas, swoją energię, dla samej przyjemności zajmowania się tym. Nie ma tam nie wiem jak skomplikowanych obliczeń, słów łamanych z greckiego przez łacinę i angielski, nowomowy urosłej jak kalafior na grządce... Jest za to ubranie swoich odkryć, spostrzeżeń, zachwytów i pasji w zrecenzowane wypowiedzi obiektywizujące te doświadczenia.
Przesyłkę otrzymałem od autora jednego z artykułów, Mariusza Gwardjana. Zajął się on inwentaryzacją stanowisk wałkówki trójzębnej Chondrula tridens oraz ślimaka ostrokrawędzistego Helicigona lapicida na obszarze Wyżyny Małopolskiej. Prace faunistyczne są moimi ulubionymi: zbyt duże mam braki w wiedzy biologicznej, aby śledzić transmisję białek w mitochondrialnym DNA lub absorpcję metali ciężkich przez ślimaki z rodzaju XY. Prace faunistyczne są bardziej na moim poziomie. Odnajduję się w nich, pozwalają mi porównywać moje obserwacje z obserwacjami innych. Lubię też - opierając się na takich pracach - poleźć w miejsca wskazane przez autorów i sprawdzić, czy dane są jeszcze aktualne itp. Ucieszyła mnie ta przesyłka i z tego powodu, że w doborowym ptasim towarzystwie znalazło się miejsce i dla ślimaków, i to w pierwszym numerze! A poważniej: cieszą mnie doniesienia tego typu. Pozwalają na zorientowanie się, czy dany gatunek ślimaka utrzymuje jakieś populacje, jaka jest kondycja tych populacji (zwłaszcza w ujęciu historycznym), poza tym pozwala na weryfikowanie doniesień, które mogą tracić na wartości, a powtarzane są przez kolejnych autorów. Marzy mi się takie zatoczone na wielką skalę badanie faunistyczne, katalogowanie wszystkich stanowisk, w miarę bieżące śledzenie zmian, które w nich następują. To się powoli dzieje, i to dzieje właśnie dzięki zapaleńcom oraz możliwościom, jakie przynosi postęp techniczny.
Ucieszyła mnie przesyłka z Kielc, bardzo mnie ucieszyła. I ta żołna na okładce, najpiękniejszy bodaj ptak gniazdujący w Polsce... Naprawdę, miło wziąć do ręki.
Towarzyszy mi nadzieja, że rocznik Naturalia będzie się rozwijał. Jak na razie niepokoi mnie troszkę, że Towarzystwo nie zamieściło go w całości w internecie (myślę, że to jakaś strategia, np. pojawi się po opublikowaniu kolejnego tomu...). Jestem starej daty, wolę drukowane, ale czasy obecne każą bratać się z internetem i warto z tego bratania korzystać.
Kibicuję Kolegom z Kielc, nie w piłce, ale w redagowaniu. Mam nadzieję, że Rocznik nie tylko się utrzyma, ale że będzie się piął poziomem. I oczywiście mam nadzieję, że pozostanie pismem pasjonatów dla pasjonatów. I jeszcze mam nadzieję, że w kolejnych odsłonach nie zabraknie miejsca dla mięczaków. No bo nie wiem jak byłoby coś ciekawego, z mięczakami jest zawsze dla mnie ciekawsze;)
Spis treści, okładka i stopka dostępne na stronie Towarzystwa www.tbop.org.pl
Od tego zacznę, że to bardzo dobrze, że towarzystwa starają się o własne periodyki. Potrzeba zrzeszania się jest ściśle powiązana z potrzebą wyrażania siebie, własnych poglądów, ale też wspólnego działania i pozostawiania po sobie śladów. Ponoć boje o pismo trwały już od dłuższego czasu, dość stwierdzić, że pierwszy numer datowany jest na 2012 rok.
Roczniki tego typu towarzystw są mi szczególnie drogie, bo na ogół stanowią zapis pracy osób, które zajmują się tym, co kochają, czemu poświęcają swój czas, swoją energię, dla samej przyjemności zajmowania się tym. Nie ma tam nie wiem jak skomplikowanych obliczeń, słów łamanych z greckiego przez łacinę i angielski, nowomowy urosłej jak kalafior na grządce... Jest za to ubranie swoich odkryć, spostrzeżeń, zachwytów i pasji w zrecenzowane wypowiedzi obiektywizujące te doświadczenia.
Przesyłkę otrzymałem od autora jednego z artykułów, Mariusza Gwardjana. Zajął się on inwentaryzacją stanowisk wałkówki trójzębnej Chondrula tridens oraz ślimaka ostrokrawędzistego Helicigona lapicida na obszarze Wyżyny Małopolskiej. Prace faunistyczne są moimi ulubionymi: zbyt duże mam braki w wiedzy biologicznej, aby śledzić transmisję białek w mitochondrialnym DNA lub absorpcję metali ciężkich przez ślimaki z rodzaju XY. Prace faunistyczne są bardziej na moim poziomie. Odnajduję się w nich, pozwalają mi porównywać moje obserwacje z obserwacjami innych. Lubię też - opierając się na takich pracach - poleźć w miejsca wskazane przez autorów i sprawdzić, czy dane są jeszcze aktualne itp. Ucieszyła mnie ta przesyłka i z tego powodu, że w doborowym ptasim towarzystwie znalazło się miejsce i dla ślimaków, i to w pierwszym numerze! A poważniej: cieszą mnie doniesienia tego typu. Pozwalają na zorientowanie się, czy dany gatunek ślimaka utrzymuje jakieś populacje, jaka jest kondycja tych populacji (zwłaszcza w ujęciu historycznym), poza tym pozwala na weryfikowanie doniesień, które mogą tracić na wartości, a powtarzane są przez kolejnych autorów. Marzy mi się takie zatoczone na wielką skalę badanie faunistyczne, katalogowanie wszystkich stanowisk, w miarę bieżące śledzenie zmian, które w nich następują. To się powoli dzieje, i to dzieje właśnie dzięki zapaleńcom oraz możliwościom, jakie przynosi postęp techniczny.Ucieszyła mnie przesyłka z Kielc, bardzo mnie ucieszyła. I ta żołna na okładce, najpiękniejszy bodaj ptak gniazdujący w Polsce... Naprawdę, miło wziąć do ręki.
Towarzyszy mi nadzieja, że rocznik Naturalia będzie się rozwijał. Jak na razie niepokoi mnie troszkę, że Towarzystwo nie zamieściło go w całości w internecie (myślę, że to jakaś strategia, np. pojawi się po opublikowaniu kolejnego tomu...). Jestem starej daty, wolę drukowane, ale czasy obecne każą bratać się z internetem i warto z tego bratania korzystać.
Kibicuję Kolegom z Kielc, nie w piłce, ale w redagowaniu. Mam nadzieję, że Rocznik nie tylko się utrzyma, ale że będzie się piął poziomem. I oczywiście mam nadzieję, że pozostanie pismem pasjonatów dla pasjonatów. I jeszcze mam nadzieję, że w kolejnych odsłonach nie zabraknie miejsca dla mięczaków. No bo nie wiem jak byłoby coś ciekawego, z mięczakami jest zawsze dla mnie ciekawsze;)
Spis treści, okładka i stopka dostępne na stronie Towarzystwa www.tbop.org.pl
Etykiety:
Chondrula tridens,
Helicigona lapicida,
Mariusz Gwardjan,
Naturalia
Subskrybuj:
Posty (Atom)










