Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gołdyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gołdyn. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 czerwca 2016

Nowy zeszyt Folia Malacologica

Nawet nie zauważyłem, jak dawno już nie wspominałem o kolejnych numerach naszego jedynego w Polsce pisma malakologicznego. A przecież od lat obserwuję, jak pismo się rozwija i podnosi poziom. Co mnie się najbardziej podoba, to regularność numerów, dostępność on-line, a przede wszystkim aktualność artykułów. Nie ma tego potwornego, ciągnącego się w nieskończoność czekania na zamieszczenie artykułu (co ma ogromne znaczenie na przykład w doniesieniach o nowych czy pierwszych lokalizacjach jakiegoś gatunku). Wzorem dobrych pism ceniących sobie bieżące udostępnianie artykułów, redaktorzy publikują artykuły "przyszłe", jeszcze bez paginacji, ale umożliwiające już cytowanie.
Obserwuję również zwiększające umiędzynarodowienie pisma. Kiedyś autorzy spoza Polski pojawiali się rzadko, obecnie w kolejnych zeszytach publikują malakolodzy z różnych, nieraz tak odległych jak Brazylia, stron. W najnowszym, drugim zeszycie 24 tomu Folia Malacologica na dwudziestu jeden autorów, jedenastu to obcokrajowcy. Chyba też pierwszy raz zdarzyło się, że publikują autorzy z zachodniej Afryki, a dokładnie z Nigerii oraz malakolodzy z Ekwadoru (w czym swój udział ma Bartłomiej Gołdyn, poznański malakolog pracujący obecnie na kontynencie południowoamerykańskim). Wziąwszy pod uwagę, że Folia Malacologica to periodyk specjalistyczny, poświęcony mięczakom, to rozszerzanie kręgu oddziaływania jest jak najbardziej pożądanym kierunkiem...
W drugim zeszycie dobrze reprezentowana jest faunistyka, zarówno w odniesieniu do obszaru Polski, jak i obszaru Czech czy nawet Ekwadoru. Jest artykuł o nowym gatunku z rodzaju Pseudamnicola z Grecji (Wyspa Kithira) a także tekst o strukturze i składzie chemicznym nigeryjskich ślimaków z rodzaju Achatina. Moją uwagę zwróciły jednak przede wszystkim teksty faunistyczne o rzadkich Vertiginidae, w których specjalizuje się m.in. Zofia Książkiewicz-Parulska. A warszawiaków odesłałbym do tekstu Andrzeja Kołodziejczyka i Krzysztofa Lewandowskiego o Bithynia troschelii (Paasch, 1842) - jednym z mniej znanych ślimaków słodkowodnych występujących w Polsce.
Bardzo chciałbym przygotować kiedyś jakiś tekst do Folii. Raz już to zrobiłem i apetyt mi nie przeszedł. Zanim jednak się zbiorę, może minąć dużo czasu. Więc żeby go nie roztrwonić, zachęcam tymczasem do śledzenia nowych odsłon naszego (najlepszego) pisma malakologicznego w Polsce.
A całość roczników z lat 1998-2016 do przejrzenia na stronie www.foliamalacologica.com. Zapraszam!
Achatina sp.

wtorek, 19 lutego 2013

Poczwarówka zrobiona w jajo

Całkiem niedawno rozpisywałem się nad nowatorskim pomysłem Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad przeniesienia siedliska poczwarówki jajowatej Vertigo moulinsiana Dupuy, 1849. W polskich warunkach to coś nowego, sojusz drogowców z naukowcami mógł stworzyć nową jakość.
Przed kilkoma dniami oglądałem główne wydanie Wiadomości i w TVP1 i nie bardzo mogłem ogarnąć, o czym mówi materiał reporterski. Widziałem dr Bartłomieja Gołdyna, który komentował coś, co mi nie brzmiało.
Dziś okrężną drogą dotarły do mnie informacje, które wiele mi wyjaśniły jeśli chodzi o wydanie Wiadomości, ale jeszcze więcej zamąciły, jeśli chodzi o poczwarówkę.
Sprawa nadaje się na niezłe dziennikarskie śledztwo, pod warunkiem tylko, że dziennikarze chcieliby naprawdę przejąć się losem chronionego gatunku ślimaka, którego z lupą szukać po turzycowiskach. O tym jeszcze za chwilę. Najpierw streszczenie problemu.
GDDKiA rozpisała w styczniu przetarg nieograniczony na przeniesienie siedliska poczwarówki, media zaczęły się rozpisywać, ile to pieniędzy pójdzie na przeniesie siedliska. Po cichutku, już po tym jak Unia Europejska wstrzymała Polsce środki na budowę dróg, GDDKiA zmieniła troszeczkę warunki przetargu, tak nieznacznie, nikt prawie nie zauważył. Według nowych warunków ma być taniej i szybciej. Wszystko pięknie, tylko znów rzecz idzie o szczegóły. Powiedzenie "wylać dziecko z kąpielą" rewelacyjnie nadaje się do tej sytuacji. Czym się różni pierwszy wariant przetargu od drugiego? Prawie niczym, różnica jest podobna jak "między piciem w Szczawnicy a szczaniem w piwnicy"... Kto się wczytał w nową specyfikę zamówienia ten spostrzegł, że pod określeniem "przeniesienie siedliska" kryje się tak naprawdę "przeniesie ślimaków". Pomysł od czapy zupełnie, nie poparty żadną naukową analizą, podporządkowany reżimowi ekonomicznemu i najdziwaczniej pojętej ochronie środowiska.
Rzecz w tym, że w pierwszej wersji miało być przeniesione siedlisko. Potrzeba było odpowiedniego sprzętu, który przeniesie całe połacie darni z turzycami w nowe miejsce o podobnych warunkach hydrologicznych. Zadanie niełatwe, raz zrealizowane w Wielkiej Brytanii, do pewnego momentu nawet skuteczne. Chodziło o to, żeby przenieść całe środowisko ślimaka zachowując jego mikrohabitaty, co dawało szansę na jego przetrwanie po wysiedleniu.
Ktoś mądry zaopiniował jednak zupełnie inny wariant. Wpadł na pomysł, żeby pozbierać z czterdziestu poletek o powierzchni 1 m2 wszystkie poczwarówki i przenieść je paręnaście metrów dalej, gdzie już poczwarówki sobie żyją. No przecież szczytna idea! Toć gdyby te poczwarówki chciały do rodziny w odwiedziny pójść, to by im kilka pokoleń minęło, a tak: przyjdą pracownicy firmy, która wygra przetarg, potrząsną trawą, pozbierają 2000 muszelek i wysypią w nowym miejscu... Farsa? Nie, poważny projekt finansowany ze środków publicznych.
Nie wiem, kto jest autorem nowej koncepcji usprawnienia budowy zachodniej obwodnicy Poznania. Co gorsza, niefrasobliwy urzędnik przygotowujący specyfikację przetargu tak skompilował pliki, że można by odnieść wrażenie, że pomysł wyzbierania ręcznego ("przez strząsanie na płachtę") zrodził się w głowie Bartłomieja Gołdyna albo Zofii Książkiewicz, którzy badali konfliktowe stanowisko poczwarówki jajowatej.
Bardzo współczuję przywołanym malakologom. Nie dość, że napracowali się, żeby zinwentaryzować stanowisko tego bardzo rzadkiego u nas ślimaka, to jeszcze postulaty ich pracy podeptano, a barbarzyński pomysł podpisano ich nazwiskami. Woła o pomstę do nieba. Podkreślę: bardzo kibicowałem przeniesieniu siedliska, zależało mi na sprawdzeniu, czy pomysł zrealizowany przed laty w Wielkiej Brytanii ma szansę na powtórzenie sukcesu. Bardzo mi się nie podoba nowy pomysł. Według mnie jest to kpina ze współczesnego myślenia o ochronie środowiska, bliższe XIX-wiecznej gorączce gabinetów naturalnych niż poparte rzetelnym studium działaniem na rzecz ochrony zwierzęcia nie mającego najmniejszych szans z człowiekiem...
Emocje dają mi znać o sobie. Nie bardzo potrafię się zdystansować wobec absurdu, który obserwuję. Być może znalazłbym racje, którymi kieruje się GDDKiA. Chodzi o niemałe przecież pieniądze w czasie kryzysu. Mądrzy ludzie jednak powtarzają, że tanie jest drogie i coś mi podpowiada, że nowy pomysł drogowców w to się doskonale wpisuje. Lepiej zapłacić mniej za coś, co może nie wyjść, niż więcej za coś, co daje większą gwarancję. Jakość przegrywa z taniością, jak zwykle zresztą. Ale ja uważam to za głęboko naganne etycznie. Nie tylko stracone zostaną środki publiczne, ale nie zostanie osiągnięty postawiony cel, a gatunek - zamiast ochrony - najprawdopodobniej doczeka się unicestwienia na tym stanowisku. Jak zauważają malakolodzy wplątani w jajowatą aferę, przeniesie dużej ilości osobników jednego gatunku w nowe miejsce może w konsekwencji doprowadzić do zniszczenia populacji autochtonicznej, która nie wytrzyma naporu konkurencji pokarmowej narzuconych krewniaków. I w ten sposób zamiast ochrony możemy sfinansować bezpowrotne zniszczenie nie jednego, a dwóch siedlisk Vertigo moulinsiana.
Chciałbym, aby dziennikarze mówiący o ochronie przyrody nie szukali dwugłowego cielaka lub innej sensacji. Żeby w przypadku zwierząt, na których nie da się zarabiać, pisać rzetelnie informując nie o fanaberiach malakologów, entomologów czy innych dziwolągów, ale o interesie środowiska jako całości, w którym my jesteśmy tylko cząstką, bardzo uciążliwą cząstką...