Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ochrona przyrody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ochrona przyrody. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 października 2020

Ślimaki otuliny Bieszczadzkiego Parku Narodowego

 Wpadłą mi przed kilkoma dniami w łapy (a właściwiej przed oczy) bardzo ciekawa publikacja o walorach przyrodniczych otuliny Bieszczadzkiego Parku Narodowego. To obszerna monografia przygotowana przez zespół specjalistów reprezentujących różne dziedziny wiedzy. Jest tam rozdział poświęcony ślimakom lądowym, który przygotowany został przez prof. Annę Sulikowską-Drozd. Chyba nie muszę dopowiadać, że lekturę od tego właśnie rozdziału rozpocząłem w pierwszej kolejności.

Otuliny obszarów chronionych to taki dziwny twór, który z jednej strony nie jest obszarem chronionym, z drugiej strony nie może się tam dziać nic, co mogłoby szkodzić obszarowi chronionemu. Jest to więc właściwie takie żywe ogrodzenie przed właściwym obszarem. Czasem jednak jest tak, że sama otulina ma również wysokie walory przyrodnicze i z czasem okazać się może, że chroniony obszar rozciągnięty zostanie na istniejącą otulinę, którą następnie się rozszerza. W omawianym przypadku warto odnotować, że w przypadku lądowej malakofauny Bieszczadów, lista lądowych ślimaków Bieszczadzkiego Parku Narodowego jest krótsza niż całych Bieszczadów, a do gatunków, które występują poza parkiem należy chroniony w Polsce świdrzyk siedmiogrodzki Vestia elata. To jedna z ciekawostek, którą wyczytać można w omawianym opracowaniu. Zawarto tu również ocenę przydatności gatunków ślimaków lądowych w waloryzacji przyrodniczej, omówiono najcenniejsze przyrodniczo gatunki ślimaków i przeanalizowano prognozy. Czyta się to bardzo dobrze i niedobrze by było, gdyby to opracowanie (może nie za bardzo obszerne...) umknęło uwadze malakologów i przyrodników.

Publikacja dostępna jest pod załączonym linkiem. Warto się z nią zapoznać, zwłaszcza w kontekście problemu wycinki lasów karpackich...

https://www.przyrodnicze.org/charakterystyka-przyrodnicza-otuliny-bieszczadzkiego-parku-narodowego/


 

piątek, 23 czerwca 2017

Łąka w Bęczkowicach

Przejeżdżam w tamtych okolicach jakieś dwa, trzy razy w roku, i to na dodatek odnosi się to do ostatnich kilku lat. Zawsze to przejazd, przy okazji załatwiania spraw służbowych. Poprzednio robiłem już przymiarkę, natomiast dopiero teraz udało mi się zatrzymać na kwadrans. Kwadrans, za to bez przygotowania, w krótkich butach (!) i w podkoszulku z krótkim rękawem (szczęście, że portki chociaż miałem długie)... Przynajmniej rekonesans mam za sobą.
Jest takie niezwykłe miejsce na pograniczu powiatów piotrkowskiego i radomszczańskiego, objęte ochroną w ramach programu Natura 2000, zwane Łąką w Bęczkowicach. Jest to kilkadziesiąt hektarów łąk nad Luciążą, prawym dopływem Pilicy. Łąki te, turzycowiska, młaki, torfowiska, miejscami porośnięte krzewami, od wielu lat nie są użytkowane gospodarczo, co i sprzyja, i nie sprzyja ochronie siedlisk. Zależy, co się chce chronić.
Mnie to miejsce interesuje - co oczywiste - z powodu żyjącej tam malakofauny. Jest to już przebadany pod tym kątem obszar, ale nie znam publikacji na ten temat. Ważnym jest, że na obszarze tym znależć można przynajmniej trzy ślimaki z tzw. Dyrektywy Siedliskowej, tj. Vertigo angustior, Vertigo moulinsiana i Anisus vorticulus. Ponieważ strój mój pozwalał na obserwacje zdalne, naiwnością byłoby z mojej strony, gdybym się spodziewał coś znaleźć. A jednak. W pierwszej kępce turzycy, przy samej drodze, znalazłem dwie muszle Vertigo angustior. Więcej ciekawostek nie wypatrzyłem, ale wzrok nie ten, a z pewnością strój nie ten... W wodzie wypatrzeć się dało kilka pospolitych gatunków: Viviparus contectus, Bithynia tentaculata, Physa fontinalis, Lymnea stagnalis, Planorbis planorbis i Planorbarius corneus. Ten ostatni reprezentował formę typową, choć spodziewałem się, że będę miał do czynienia z formą ammonoceras Westerlund, którą najczęściej spotykam w podobnych ciekach. Z lądowych ślimaków wypatrzyłem jeszcze równie pospolite Succinea sp. i Zonitoides nitidus. Myślę, że malakofauna tego obszaru jest dużo bogatsza, bo łąka ma podłoże alkaliczne, a to powinno sprzyjać różnorodności mięczaków. Zapewne żyją tam również małże, ale jak to miałem z brzegu sprawdzić...
Kolejny raz byłem blisko wyjścia w teren i kolejny raz muszę powiedzieć sobie: to nie było to! Żebym chociaż zdążył wziąć kalosze... Albo żebym jakiś miał kasarek ze sobą... Nie mniej i tak się cieszę, bo rekonesans był nad podziw udany. A że niedosyt mam? No kurczę, przecież mogłem się nie zatrzymywać!
Poczynię teraz uwagę bardziej ogólnej natury: Łąka w Bęczkowicach to dla jej właścicieli takie nie wiadomo co. Ani na tym zwierząt wypasać, ani kosić, ani nawet odłogiem zostawić. A jest to przykład bardzo atrakcyjnego obszaru o niezwykłej bioróżnorodności, zarówno flory jak i fauny. Czasem warto popatrzeć z innej strony i na ugorach dojrzeć niesamowite bogactwa.

Widok na Obszar Natura 2000 "Łąka w Bęczkowicach"

Widok na Luciążę poniżej łąki


Troszkę przybrzeżnej malakofauny

Bithynia i Physa

Zatoczek rogowy Planorbarius corneus L., obok pod liściem P. planorbis


środa, 31 maja 2017

Wykaz mięczaków objętych ochroną gatunkową w Polsce

Doprawdy, nie bardzo wiem, jak do tego dojść mogło, być może przez przedświąteczną ganianinę, dość jednak mi wyznać, bijąc się w piersi, że zaspałem gruszki w popiele i przegapiłem nowe rozporządzenie w sprawie ochrony gatunkowej dziko żyjących zwierząt w Polsce. A to już prawie pół roku, jak obowiązują nowe przepisy (od 1 stycznia 2017 r.), więc czas najwyższy spojrzeć, jak się przedstawia sytuacja zwierząt nas interesujących, to jest mięczaków. Poprzednie przepisy obowiązywały od października 2014 roku, a i one były wprowadzone po dwóch latach od poprzedzających je rozwiązań prawnych. O jednych i o drugich wypowiadałem się już czas temu, dziś kolej popatrzeć na pomysły Ministra Środowiska odnośnie do ochrony mięczaków.
Rozporządzenie z dn. 16 grudnia 2016 roku w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt (Dz.U 2016 poz. 2183) opatrzone zostało trzema załącznikami, określającymi odpowiednio wykaz zwierząt objętych ochroną ścisłą z uwzględnieniem ochrony czynnej, wykaz zwierząt objęty ochroną częściową oraz wykaz zwierząt chronionych, które mogą być pozyskiwane. Jest też czwarty załącznik, ale bez mięczaków, więc go pomijamy.
Spójrzmy na pierwszy z załączników. W pozycjach 500-523 znajdziemy mięczaki objęte ochroną ścisłą. Należą do nich: 

MAŁŻE BIVALVIA
VENEROIDA
500. gałeczka żeberkowana Sphaerium solidum
UNIONOIDEA
501. perłoródka rzeczna Margaritifera margaritifera x
502. skójka gruboskorupowa (1) Unio Krassus x
ŚLIMAKI GASTROPODA
NEOTAENIOGLOSSA
503. niepozorka ojcowska Falniowskia neglectissima
PŁUCODYSZNE PULMONATA
504. poczwarówka pagórkowa Granaria frumentum
505. świdrzyk łamliwy Balea perversa
506. świdrzyk ozdobny Charpentieria ornata x
507. świdrzyk śląski Cochlodina costata
508. świdrzyk kasztanowaty Macrogastra badia
509. świdrzyk siedmiogrodzki Vestia elata
510. ślimak tatrzański Faustina cingullelum
511. ślimak Rossmasslera Faustina rossmaessleri
512. ślimak obrzeżony Helicodonta obvoluta
513. ** (1) Caseolus calculus
514. ślimak żeberkowany Helicopsis striata
515. poczwarówka pagoda Pagodulina pagodula
516. szklarka podziemna Mediterranea inopinata
517. zatoczek łamliwy (1) Anisus vorticulus
518. poczwarówka kolumienka Columella columella
519. poczwarówka górska Pupilla alpicola
520. poczwarówka zębata Truncatellina claustralis
521. poczwarówka zwężona Vertigo angustior
522. poczwarówka północna Vertigo arctica
523. poczwarówka jajowata Vertigo moulinsiana
Symbole ujęte w wykazie oznaczają:
** - brak polskiej nazwy gatunkowej
(1) – zakaz umyślnego płoszenia lub niepokojenia
x – wymóg ochrony czynnej
W załączniku 2, określającym zwierzęta objęte ochroną częściową, umieszczono z kolei następujące mięczaki (pozycje od 72 do 93):
MAŁŻE BIVALVIA
VENEROIDA
72. gałeczka rzeczna Sphaerium rivicola
73. groszkówka głębinowa Pisidium conventus
UNIONOIDEA
74. szczeżuja wielka Anodonta cygnea
75. szczeżuja spłaszczona Pseudoanodonta complanata
ŚLIMAKI GASTROPODA
ARCHITAENIOGLOSSA
76. igliczek karpacki Acicula parcelineata
ECTOBRANCHIA
77. zawójka rzeczna Borysthenia naticina
NEOTAENIOGLOSSA
78. źródlarka czerwonawa Bythinella metarubra
79. źródlarka żywiecka Bythinella zyvionteki
80. źródlarka Micherdzińskiego Bythinella micherdzinskii
PŁUCODYSZNE PULMONATA
81. pomrowik mołdawski Deroceras moldavicum
82. ślimak ostrokrawędzisty Helicigona lapicida
83. ślimak żółtawy Helix lutescens
84. ślimak winniczek (4) Helix pomatia
85. ślimak Bąkowskiego Petasina bakowskii
86. ślimak Bielza Petasina bielzi
87. ślimak wielkozębny Perforatella dibothrion
88. błotniarka otułka Myxas glutinosa
89. pomrowiec nakrapiany Tandonia rustica
90. bursztynka piaskowa Quickella arenaria
91. poczwarówka Geyera Vertigo geyeri
92. poczwarówka zmienna Vertigo genesii
SACOGLOSSA
93. alderia niepozorna Alderia Modesta
Zastosowane oznaczenie (4) odnosi się do odstępstwa  określonego w § 9 pkt 6 zakazy przetrzymywania, posiadania, zbywania, oferowania do sprzedaży, wymiany, darowizny, a także wywożenia poza granicę państwa, o których mowa w § 6 ust. 1 pkt 6, 10 i 11 oraz w § 7 pkt 4–6, nie dotyczą okazów gatunków pozyskanych poza granicą państwa i wwiezionych z zagranicy na podstawie zezwolenia regionalnego dyrektora ochrony środowiska lub Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska.
Został jeszcze trzeci załącznik, w którym znajdziemy ślimaka winniczka Helix pomatia. O nim napisano, że można go ręcznie zbierać w okresie od 20 kwietnia do 31 maja, jeśli osobnik jest nie mniejszy niż 30 mm.
Co o tym rozporządzeniu można powiedzieć? Chyba tylko tyle, że w odniesieniu do mięczaków zmieniły się tylko przepisy dotyczące winniczka. Dotychczasowe przepisy wprowadzały limit 30 dni w roku na zbiór ręczny oraz wprowadzały rozróżnienia minimalnej wielkości w różnych województwach. Teraz odstąpiono od tego podziału i de facto wydłużono okres pozyskiwania winniczka do celów handlowych do 41 dni. Dziś właśnie kończy się okres legalnego zbioru, winniczki mogą odetchnąć.
Jakieś uwagi jeszcze? Przez ostatnie dwa lata nie udało mi się dojść, dlaczego ochroną ścisłą objęty jest w Polsce ślimak, który tu nie występuje. Jeśli ktoś zna odpowiedź, niech się ze mną podzieli, abym w niewiedzy z tego świata schodzić nie musiał…
Zasadniczo odnieść by można wrażenie, że nic się nie zmieniło w ochronie mięczaków w Polsce. Jest jeden tylko zapis różniący rozporządzenia, a mianowicie § 9 pkt 8, który uchyla wcześniejsze zakazy ze względu na racjonalną gospodarkę leśną, jeżeli technologia prac uniemożliwia ich przestrzeganie. Wszystko ok., tylko co naprawdę znaczy „racjonalna gospodarka leśna”. Zaraz pomyślałem o Helicodonta obvoluta i o Helicigona lapicida, i o wszystkich naszych krajowych Clausiliidae: te się na pewno z tego jednego zdania bardzo ucieszą…

piątek, 4 grudnia 2015

Anna Dyduch-Falniowska (27.02.1953 - 02.09.2002)

Trwa w Paryżu właśnie Szczyt Klimatyczny, w czasie którego mądre i niemądre głowy decydujące o losach świata, myślą lub uśmiechają się tylko do myśli o zmianach, które następują na skutek zmian klimatu. Jednym z silniejszych głosów na ten temat, ale jeszcze przed rozpoczęciem Szczytu, słychać było z ust Papieża Franciszka, który choć w samym wydarzeniu nie uczestniczy, wniósł do dyskusji bardzo dużo. To pierwszy w historii Kościoła papież, który zajmuje zdecydowane stanowisko w sprawie ochrony środowiska naturalnego.
Rozpisywałem się już na temat papieskiej encykliki Laudato si'. Uważam ten głos za bardzo mądry i wyważony, choć jak na głos kościelny - jednak mocny. Minęło już kilka miesięcy od ogłoszenia encykliki i jakoś nie doszukałem się za bardzo odzewu ze strony polskich środowisk, czy to naukowych, czy to kościelnych. Owszem, coś tam powiedziano, brawa bito i tyle. A wezwanie do refleksji nad troską o wspólny dom nie jest bynajmniej sferą estetyki, a etyki. I jest to wezwanie bardziej niż kiedykolwiek aktualne.
W tym roku mija 15 lat od wydania książki, która była poważną próbą poszukiwania sojuszu między wiarą a nauką w kwestii poszanowania dla środowiska naturalnego. Sięgam po tę książkę nie żeby ją omawiać, a żeby wspomnieć osobę, której nigdy osobiście nie spotkałem, a którą zawsze uważałem za czołówkę moich malakologicznych autorytetów. Trochę więc okrężnymi drogami, ale chciałbym dojść do sylwetki nieodżałowanej docent Anny Dyduch-Falniowskiej, osoby bez reszty zanurzonej w nauce i w chrześcijańskiej wizji świata.
Anna Dyduch Falniowska urodziła się 27 lutego 1953 roku w Bochni.Tam zdała maturę, po której rozpoczęła studia na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi Uniwersytetu Jagiellońskiego. Opiekunem jej magisterskiej drogi był prof. Czesław Jura (z jego "Zoologii" przerysowywałem kiedyś ryciny mięczaków), pod okiem którego napisała pracę o mięczakach Puszczy Niepołomickiej i Puszczy Białowieskiej i obroniła ją w 1977 roku. Od 1978 pracowała w Zakładzie Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, gdzie też się doktoryzowała w bardzo krótkim czasie. Była jedyną doktorantką prof. Leszka Bergera, a przedmiotem jej badań doktorskich była systematyka krajowych Sphaeridae. W 1994 roku habilitowała się na podstawie rozprawy "Ślimaki Tatr Polskich" (The Gastropods of the polish Tatra Mountains), wydanej w 1991 roku. Jeszcze przed habilitacją wydała wespół z prof. Andrzejem Piechockim najobszerniejszy z dotychczasowych kluczy do oznaczania krajowych małży słodkowodnych - "Mięczaki (Mollusca). Małże (Bivalvia)" z serii Fauna Słodkowodna Polski.
Jej kariera naukowa, osadzona na niezwykłej pracowitości oraz trosce o pozyskiwanie materiałów do badań faunistycznych, nie wyczerpywała się tylko w badaniach malakologicznych i koordynowanych od początku lat 90-tych XXw. działań inwentaryzatorskich i dokumentacyjnych sieci ekologicznych. W 1985 roku rozpoczęła studia na Wydziale Filozofii Przyrody Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, w 1991 roku uzyskując absolutorium. Jej przyrodnicza pasja połączona z filozoficznym dociekaniem i chrześcijańską wrażliwością kierowały ją w stronę budowania wielkiego forum interdyscyplinarnych badań nad ekologią. Związana z franciszkańskim nurtem wrażliwości ekologicznej organizowała sympozja, konferencje, dyskusje, których pokłosiem było kilka publikacji zbiorowych, z których jedną nawet lepiej znam.
Jej przedwczesna śmierć 2 września 2002 roku zakończyła ten ożywiony dialog między światem biologii, a światem chrześcijańskiej etyki. I choć on trwa, nie ma w nim tak znaczących postaci, tak zaangażowanych, jak Anna Dyduch-Falniowska.
Śmiesznie to pewnie zabrzmi, ale kiedy czytałem po raz pierwszy encyklikę Laudato si' Papieża Franciszka, myślałem właśnie o zmarłej Annie Dyduch-Falniowskiej. Gotów byłbym się założyć, że gdyby doczekała momentu ogłoszenia tego papieskiego dokumentu, pewnie usiadłaby i od razu napisałaby list do papieża. Jestem też pewien, że przez te kilka miesięcy od ogłoszenia dokumentu, zorganizowałaby już szereg konferencji, na których specjaliści z wielu dziedzin, czy to filozofii, czy to teologii, czy to w końcu nauk ścisłych, wykuwałoby wspólną definicję ekologii. Jestem przekonany, że nie dopuściłaby do tego, żeby w Polsce ten papieski głos został tak wyciszony. I tak mi żal, że brak obecnie ludzi, którzy wewnętrznie potrafią harmonijnie połączyć bogatą wiedzę przyrodniczą z humanistyczną refleksją i teologiczną perspektywą. Tak mi żal...



Serdecznie dziękuję dr Katarzynie Zając IOP PAN w Krakowie za pomoc w kwerendzie informacji biograficznych o Annie Dyduch-Falniowskiej. Korzystałem ze wspomnienia opublikowanego w Chrońmy Przyrodę Ojczystą ze stycznia 2003 roku autorstwa M. Makomskiej-Juchiewicz, M. Grzegorczyk i J. Perzanowskiej.

środa, 29 lipca 2015

Szczeżuja wielka Anodonta cygnea (Linnaeus, 1758)

Dziś prawdziwych cyganów już nie ma / bo czy warto po świecie się tłuc? Nucę sobie incipit piosenki do słów Agnieszki Osieckiej rozmyślając o szczeżui wielkiej Anodonta cygnea (Linnaeus, 1758). Nie bardzo pasuje, poza kalamburem cygan - cygnea, ale intuicyjnie wyczuwam, że coś może być na rzeczy. "Dziś prawdziwej cygnea już nie ma..." To znaczy jest, ale kiedy przypatrzeć się informacjom ze współczesnej literatury, maluje się smutny obraz.
Szczeżuja wielka, zwana również szczeżują olbrzymią Anodonta cygnea (syn. Anodonta cellensis Schröter, 1779) jest małżem z rodziny Unionidae, którego wielkość notowana w przeszłości dochodziła do 260 mm. Jeszcze Urbański w kluczu z 1957 roku określa jej wymiary na przekraczające 200 mm. Obecnie przyjmuje się, że takich wartości już nie osiąga, a klucz Piechockiego i Dyduch-Falniowskiej z 1993 roku podaje średnie wymiary: długość 125 mm (±14 mm), wysokość 62 mm (±6mm) i szerokość 39 mm (±5mm). W mojej ocenie dane te są zdecydowanie zaniżone, i choć nie znam metodologii pomiarów (liczba mierzonych okazów itp.), uważam, że należałoby przynajmniej podać maksymalne spotykane wówczas wymiary. Z dzieciństwa pamiętam muszle dużo, dużo większe. W ostatnich latach również spotykałem osobniki przekraczające piętnaście centymetrów, choć potwierdzić muszę, że duże okazy potykam coraz rzadziej. W zbiorach muzealnych zachowały się duże muszle, jedną z takich pamiętam z Muzeum Przyrodniczego Uniwersytetu Łódzkiego z pierwszej mojej wycieczki jeszcze z wczesnego dzieciństwa.
Prawdą jest, że ten niegdyś bardzo pospolity mięczak, obecnie staje się coraz rzadziej występującym w naszych wodach. Przyczyn zapewne jest więcej, natomiast do głównych należy zaliczyć degradację środowiska oraz jego przekształcenia na skutek działalności człowieka (antropopresja), choćby w postaci osuszania zbiorników śródpolnych, regulacja rzek itp. Preferowanymi przez szczeżuję wielką zbiornikami są zeutrofizowane starorzecza, wolno płynące rzeki, stawy, jeziora, również te sztuczne (np. najlepiej mi znane Jezioro Sulejowskie) położone w nizinnej części kraju. Powyżej 500 m n.p.m. nie była u nas znajdowana, stąd można określać ją mianem gatunku nizinnego. Występuje również w zbiornikach przymorskich tolerując niewielkie zasolenie.
Jest małżem wrażliwym na deficyt tlenowy, dużo gorzej go znosi niż szczeżuja pospolita, nie wspominając o szczeżui chińskiej. Pogarszająca się jakość chemiczna wód wpływa negatywnie na liczebność tego gatunku. Jakkolwiek wiele jeszcze trzeba by podjąć działań w kierunku inwentaryzacji jej siedlisk, to można już teraz stawiać tezę o ustępowaniu tego gatunku w naszym kraju. Wiadomo, że konkuruje pokarmowo ze szczeżują pospolitą, spodziewać się należy również negatywnego oddziaływania ze strony szczeżui chińskiej. Myślę, że tam, gdzie występuje racicznica zmienna Dreissena polymorpha, również trudniej jej o przetrwanie (racicznice masowo przyczepiają się do muszli małży z rodziny Unionidae, zwłaszcza tam, gdzie dno jest muliste, czyli preferowane przez Anodonta cygnaea).
Największe okazy widywałem w zaniedbanych stawach hodowlanych, których od przeszło dwudziestu lat nikt nie zarybiał i nie spuszczał wody. Wiadomo mi, że podejmowane są próby ratowania małży przed bagrowaniem zbiorników - tak było na przykład w Spale lub w Poznaniu - gdzie ręcznie zbierano małże i przenoszono w wydzielone miejsce, skąd po napuszczeniu wody małże mogły swobodnie wracać w poszukiwaniu dogodnych siedlisk. Byłoby dobrą praktyką, gdyby zastosować to działanie do wszystkich zbiorników poddawanych oczyszczaniu, pogłębianiu itp. Współpraca ze szkołami w tym względzie jest najlepszym kierunkiem...
Poniżej załączam kilka fotografii, które pokazują, co możemy stracić, jeśli nie zadbamy o szczeżuję wielką. Obecnie utraciła ona w Polsce status gatunku objętego ścisłą ochroną, choć w Polskiej Czerwonej Księdze ma status EN czyli gatunku bardzo wysokiego ryzyka wyginięciem.
Zacząłem od piosenki, od parafrazy, że dziś prawdziwej cygnea już nie ma. Jest, ale bardzo zagrożona i coraz mniejsza. Źle byłoby, gdybyśmy stracili ten gatunek. Bardzo źle by było...
A. cygnea f. cellensis z centralnej Polski, 2006 r.


Okaz w Muzeum Przyrodniczym UŁ

A. cygnea f. cygnea


czwartek, 27 listopada 2014

Inwazje biologiczne w środowiskach słodkowodnych

Jeszcze na tyle ciepło, że derocerasy niemal codziennie widuję, ale już na tyle zimno, żeby liczyć się z końcem ślimaczego sezonu. Nie bardzo ten moment lubię, bo oznacza dla mnie znaczące ograniczenie malakologicznych natręctw, którym z takim zamiłowaniem oddaję się w wolnych chwilach. Zostaje mi salwowanie się literaturą, która - w wersji polskojęzycznej - jest nie mniej rzadka, niż Anisus vorticulus...
Czasem ulegam pokusie myślenia, że znam już wszystkie książki o mięczakach napisane po polsku. Jest co prawda jeszcze dobre kilkanaście tytułów na które poluję, ale wiem, że one są i tylko kwestią czasu jest, kiedy wpadną mi w ręce.
A czasem jest tak, że wpadają mi książki spoza listy, nie te, na które poluję, a zupełnie nowe, co mnie sobie upolowały. Bardzo, bardzo rzadko się zdarza, że książka sama do mnie przychodzi, i to taka, o której istnieniu po prostu bladego pojęcia nie miałem. I dziś właśnie o takiej książce.
Wracam do domu po pracy, a tu łypie na mnie ze skrzynki na listy jakaś przesyłka. Patrzę - z Katowic. Zanim wszedłem do mieszkania, jeszcze po schodach idąc, zdążyłem spis treści przestudiować.
Przyznaję, że nie słyszałem o tej książce wcześniej, to znaczy słyszałem, od samej Autorki nawet, ale myślałem, że o zupełnie inną publikację chodzi. Czasem sobie tak wmawiam... Nie słyszałem, nie widziałem, nie szukałem jej przez to. Stąd kiedy zobaczyłem okładkę, uśmiech mnie w uszy uderzył. Lubię ten moment zaskoczenia, szkoda, że tak rzadko się zdarza...
Na okładce widnieje trzech autorów: Włodzimierz Serafiński, Małgorzata Strzelec i Mariola Krodkiewska. Spośród autorów znam prof. Małgorzatę Strzelec, której publikacje zdobywałem już jakiś czas temu. Włodzimierza Serafińskiego kojarzę z jednej książki, którą posiadam w malakologicznej biblioteczce. Docent Włodzimierz Serafiński zmarł 25 stycznia 2012 roku. Zawodową karierę związał z Uniwersytetem Śląskim, był m.in. Prodziekanem Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska oraz Kierownikiem Katedry Metodyki Nauczania Biologii. Szczególną częścią jego działalności było badanie mechanizmów inwazji biologicznych. Książka, która w jakiś sposób jest jego dziełem pośmiertnym, tego też dotyczy. Inwazje biologiczne w środowiskach słodkowodnych. Wybrane zagadnienia to skrypt dla studentów kierunków biologia i ochrona środowiska, ale to też opracowanie bardzo ważnego zagadnienia, jakim jest kwestia bioróżnorodności i jej zagrożeń związanych z ekspansją gatunków obcych.
Paleontolodzy potwierdzą chyba, że nigdy w dziejach ożywionego świata, rozprzestrzenianie się gatunków nie następowało z taką prędkością, jak obecnie. Pojawienie się człowieka rozumnego i osiągnięcie przez niego zdolności hodowli zwierząt doprowadziło do tego, że wraz z rozprzestrzenianiem się gatunku, zasięg swój zwiększały gatunki mu towarzyszące, a uszczuplały się populacje, które istniały przed człowiekiem. Jest to bowiem jedyny gatunek na Ziemi, który opanował wszystkie lądy i który najbardziej ze wszystkich gatunków przekształcił je. Część tych przekształceń to skutek planowej, świadomej działalności człowieka, część (zapewne większa) jest skutkiem ubocznym. W tych skutkach ubocznych mieścić się mogą zawleczenia i introdukcje gatunków obcych, z których pojawieniem się na ogół zaczynają się problemy z bioróżnorodnością, o problemach społeczno-gospodarczych nie wspominając.
Książka śląskich biologów ma za zadanie przyjrzeć się wybranych zagadnieniom związanym z inwazjami biologicznymi. Dziwne są to inwazje. Bez dowódcy, bez planów ataku, bez jasnej strategii, przybysze z obcych stron podbijają nowe ziemie (i wody), przekształcając je, na ogół ubożąc. Armia gatunków z różnych królestw zdaje się współpracować w jakiś tajemniczy sposób podbijając nowe tereny, a wszędzie gdzie się pojawi, są z nią kłopoty. O obcych gatunkach nie raz już wspominałem, o niektórych pisałem nieco więcej nawet, ale bardzo ważny jest sam mechanizm inwazji, a jego zrozumienie powinno być pomocne w podjęciu walki ze skutkami tej dziwnej wojny.
Szczególnie świadomi tego problemu pozostają biolodzy z Uniwersytetu Śląskiego, którzy mają możliwość prowadzenia badań i obserwacji w tym rejonie Polski, który najbardziej został działalnością człowieka zmieniony, i gdzie skutki inwazji biologicznych, zwłaszcza w środowisku wodnym, są wyraźnie obecne.
To bardzo ciekawa praca prezentująca różne zagadnienia związane z mechanizmami inwazji biologicznych. Dużo jest w niej omówienia różnych stanowisk, koncepcji i poglądów, zarysowania problematyki, w której nawet wieloletnie badania nie przynoszą jednoznacznych odpowiedzi. Licząca jedenaście rozdziałów praca analizuje zagadnienie od zjawisk natury najbardziej ogólnych, przez szczegółową analizę procesu inwazji i jej skutków, kończąc na case study w postaci opracowania danych dotyczących wodożytki nowozelandzkiej Potamopyrgus antipodarum.
Wstępna lektura książki pozwala mi na wzięcie w nawias pewnych moich sądów na temat skutków inwazji biologicznych i ogólniej: roli gatunków obcych. Pokazuje, jak niezwykle skomplikowanym mechanizmem jest inwazja, ile składowych decyduje o sukcesie kolonizatorskim jakiegoś gatunku i skali skutków tego zjawiska. Ciekawe to, wciągające, wymagające (od laika) przystanków i stawiania znaków zapytania. Myślę, że to jedna z tych książek pisanych dla studenta, który naprawdę chce pogłębić swoją wiedzę, a nie tylko zaliczyć kolokwium... To książka, która wyznaczając pewien kierunek, wcale nie zamyka na własne poszukiwania i biorąc pod uwagę dydaktyczne przeznaczenie publikacji (skrypt akademicki), należy się jej wysoka ocena. Czepialstwem z mojej strony może być pewien postulat do wydawcy, który zamierzam podnieść. Jest taki zwyczaj, że nazwisko autora, który zmarł przed publikacją dzieła, umieszcza się w prostokątnej ramce. Tak też poczyniono na pierwszej stronie, ale nie na okładce. Zwyczaj ten co prawda zanika w wielu obszarach, najmocniej żyjąc w świecie filmu, nie mniej warto o tym pomyśleć przy ewentualnym dodruku czy drugim wydaniu. Jest to pewien hołd składany Twórcy (bez względu na to, czy mówimy o twórczości artystycznej, czy działalności naukowej) i podkreślenie, że dzieło ma charakter pośmiertny. W nauce też jest miejsce na emocje i ta ramka nie jest tylko graficznym wyróżnikiem, ale okazją do tego, żeby uświadomić sobie, ile traci nauka z odejściem badacza... Chciałbym, aby o tym pamiętano, zwłaszcza w środowisku uniwersyteckim. Dedykacja od Autorek to posłannictwo wypełnia, więc warto, by i wydawca pracę domową odrobił...
Serafiński Włodzimierz, Strzelec Małgorzata, Krodkiewska Mariola. 2014. Inwazje biologiczne w środowiskach słodkowodnych. Wybrane zagadnienia. Skrypt dla studentów studiów I i II stopnia na kierunkach biologia i ochrona środowiska. Podręczniki i skrypty Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach nr 154, Katowice WUŚ, pp.1-99



wtorek, 21 października 2014

Mięczaki chronione w Polsce

Kiedy 8 października w Łopusznej zaczynało się XXX Krajowe Seminarium Malakologiczne, tego samego dnia weszło w życie opublikowane dzień wcześniej Rozporządzenie Ministra Środowiska z dn. 6 października 2014 roku w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt (Dz. U. 2014 poz. 1348). Ponieważ poprzednie rozporządzenie było z października 2011 roku i nieco różniło się zakresem, postanowiłem kilka słów skreślić na temat tego aktu wykonawczego. Pisałem już o mięczakach objętych ochroną, czas teraz na nową odsłonę.
W trzy lata po poprzednim rozporządzeniu w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt, nowe przepisy wprowadzają kilka niespodzianek. Pozwolę sobie - co jakoś jest wytłumaczalne - pominąć inne typy zwierząt, a zająć się wyłącznie mięczakami. Pragnąc uniknąć błędu pars pro toto nie będę wysuwał kategorycznych ocen, nie mniej analiza zapisów odnoszących się do mięczaków budzi mój niepokój co do jakości tych przepisów...
Według nowego rozporządzenia ochroną ścisłą objęte zostały następujące gatunki małży i ślimaków (Załącznik 1):
1.(498) Gałeczka żeberkowana Sphaerium solidum 
2.(499) Perłoródka rzeczna Margaritifera margaritifera [x]
3.(500) Skójka gruboskorupowa Unio crassus [1] [x]
4.(501) Niepozorka ojcowska Falniowskia neglectissima
5.(502) Poczwarówka pagórkowa Granaria frumentum
6.(503) Świdrzyk łamliwy Balea perversa
7.(504) Świdrzyk ozdobny Charpentiria ornata [x]
8.(505) Świdrzyk śląski Cochlodina ostata
9.(506) Świdrzyk kasztanowaty Macrogastra badia
10.(507) Świdrzyk siedmiogrodzki Vestia elata
11.(508) Ślimak tatrzański Faustina cingullelum (Chilostoma cingullelum)
12.(509) Ślimak Rossmasslera Faustina rossmaessleri (Chilostoma rossmaessleri)\
13.(510) Ślimak obrzeżony Helicodonta obvoluta
14.(511) b.p.n.g. Caseolus calculus [1]
15.(512) Ślimak  żeberkowany Helicopsis striata
16.(513) Poczwarówka pagoda Pagodulina pagodula
17.(514) Szklarka podziemna Mediterranea inopinata (Oxychilus inopinatus)
18.(515) Zatoczek łamliwy Anisus vorticulus [1]
19.(516) Poczwarówka kolumienka Columella columella
20.(517) Poczwarówka górska Pupilla alpicola
21.(518) Poczwarówka zębata Truncatellina claustralis
22.(519) Poczwarówka zwężona Vertigo angustior
23.(520) Poczwarówka północna Vertigo arctica
24.(521) Poczwarówka zwężona Vertigo moulinsiana
Objaśnienia:
(510) - liczby w nawiasach oznaczają pozycję w Załączniku nr 1 do rozporządzenia
[1] - oznacza zakaz umyślnego płoszenia lub niepokojenia
x - oznacza ochronę czynną
b.p.n.g. - brak polskiej nazwy gatunkowej

Ochroną częściową objęte zostały (Załącznik nr 2):
1.(63) Gałeczka rzeczna Sphaerium rivicola
2.(64) Groszkówka głębinowa Pisidium conventus
3.(65) Szczeżuja wielka Anodonta cygnaea
4.(66) Szczeżuja przypłaszczona Pseudoanodonta complanata
5.(67) Igliczek karpacki Acicula parcelineata
6.(68) Zawójka rzeczna Borysthenia naticina
7.(69) Źródlarka czerwonawa Bythinella metarubra
8.(70) Źródlarka żywiecka Bythinella zyvionteki
9.(71) Źródlarka Micherdzińskiego Bythinella mierdzinskii
10.(72) Pomrowik mołdawski Deroceras moldavicum
11.(73) Ślimak ostrokrawędzisty Helicigona lapicida
12.(74) Ślimak żółtawy Helix lutescens
13.(75) Ślimak winniczek Helix pomatia [4]
14.(76) Ślimak Bąkowskiego Petasina bakowskii (Trichia bakowskii)
15.(77) Ślimak Bielza Petasina bielzi (Trichia bielzi)
16.(78) Ślimak wielkozębny Perforatella dibothrion
17.(79) Błotniarka otułka Myxas glutinosa
18.(80) Pomrowiec nakrapiany Tandonia rustica
19.(81) Bursztynka piaskowa Quickella arenaria (Catinella arenaria)
20.(82) Poczwarówka Geyera Vertigo geyeri
21.(83) Poczwarówka zmienna Vertigo geesii
22.(84) Alderia niepozorna Alderia modesta
Objaśnienia j.w.
[4] - zakazy przetrzymywania, posiadania, zbywania, oferowania do sprzedaży, wymiany, darowizny, a także wywożenia poza granicę państwa, o których mowa w § 6 ust. 1 pkt 6, 10 i 11 oraz w § 7 pkt 4, 5 i 6, nie dotyczą okazów gatunków, pozyskanych poza granicą państwa i wwiezionych z zagranicy na podstawie zezwolenia regionalnego dyrektora ochrony środowiska lub Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska

Jest kilka niespodzianek. Po pierwsze, pojawia się ślimak, o którym większość malakologów w Polsce może powiedzieć, że nie występuje w naszym kraju i nigdy w nim nie występował. Mowa tu o Caseolus calculus Lowe, 1854, ślimaku żyjącym m.in na Maderze... Trafił na listę pewnie z tabel unijnych przepisów, tak przypuszczam, ale źle to świadczy chyba o prawodawcy, skoro pozwala sobie na takie niedopatrzenia... Być może za decyzją ministra stoją jakieś poważne racje, o których mi nic nie wiadomo, ale konia z rzędem temu, który ten gatunek znajdzie w Polsce na naturalnym stanowisku...
Zaskoczeniem może okazać się również wymienienie w Załączniku 2 trzech gatunków źródlarkowatych opisanych przez Falniowskiego w 1987 roku, których oznaczenia podjąć się może chyba co najwyżej sam Falniowski. Może przesadzam, ale nie znam malakologów, którzy potrafiliby odróżnić Bythinella zyvionteki od Bythinella micherdzinskii. Zapewne gatunki te zasługują na ochronę. Słyszałem, że B. zyvionteki nie występuje już na stanowiskach w okolicach Żywa, z których została opisana. W przypadku tych gatunków brak chyba dobrych pomysłów: na ochronę zasługują, ale jak tę ochronę skutecznie im zapewnić? Pojęcia nie mam.
Zaskoczyła mnie również obecność jedynego bałtyckiego ślimaka na ministerialnej liście. Ciekaw jestem, ilu ludziom udało się w Bałtyku spotkać alderię niepozorną Alderia modesta (Loven, 1844). Ten tyłoskrzelny ślimak z rzędu workojęzycznych jest nielicznym przedstawicielem podgromady w naszych wodach. Nie przekracza w polskich warunkach ok. 10 mm długości, a postępujące zanieczyszczenie wód Bałtyku przyczynia się do spadku populacji Alderii. Nie udało mi się jeszcze wypatrzeć go nigdy i wiedzę o tym, jak wygląda, czerpałem głównie z  prac Żudzińskiego...

Nie podoba mi się w rozporządzeniu systematyczny bałagan. Widać tam jakieś trzymanie się układu systematycznego, ale mało jest przekonujące. Chyba lepiej byłoby oprzeć się na starszych podziałach systematycznych, alb posłużyć się porządkiem alfabetycznym. Byłoby wygodniej, bo przecież systematyka mięczaków to obecnie wojna pozycyjna z licznymi frontalnymi atakami i przesuwaniem okopów to w jedną, to w drugą stronę, a wszystkiemu towarzyszy coraz to większe spustoszenie...

W porównaniu z poprzednim brzmieniem rozporządzenia, lista mięczaków nieco się wydłużyła, z 38 do 46 gatunków, ale zmniejszyła liczba gatunków objętych ochroną ścisłą czynną (do trzech z dziewięciu w 2011 r.). Jest również różnica w części dotyczącej ślimaka winniczka, z którą też mam pewien problem. Wprowadzono rozporządzeniem wymiar ochronny dla Helix pomatia, rozróżniając jednak na województwa. I tak w województwach: śląskim, opolskim, małopolskim, świętokrzyskim, podkarpackim i lubelskim wymiar ten wynosi 31 mm, na pozostałym obszarze 30 mm. Ten jeden milimetr różnicy musi skądś pochodzić. Nie znam jeszcze publikacji o tym traktujących, ale jeśli istnieją - znajdę je. Musi ten milimetr robić wielką różnicę, szkoda, że nie wiadomo - komu?

Jest więc kilka zmian w przepisach, z którymi warto się zapoznać. Generalnie można odnieść wrażenie, że pomimo wydłużenia list gatunków, przepisy zostały nieco złagodzone, ale bardzo nieznacznie. W rozporządzeniu mowa jest o okazach zwierząt bez doprecyzowywania o ich części, co było szczególnie istotne dla ornitologów, ale i dla malakologów może mieć znaczenie. Posiadanie bocianiego pióra to przecież nie to samo, co posiadanie okazu gatunku...
Muszę sobie dać chwilę na lepsze rozeznanie w nowych przepisach. Mam kilka tropów do detektywistycznej pasji, od choćby skąd ten maderski ślimak przylazł do Ministerstwa Środowiska... Obawiam się tylko, że zanim się tego dowiem, przepisy znów się zmienią.

środa, 16 kwietnia 2014

Przed sezonem na winniczka

Rok temu o tej porze wiosna dopiero lizała rany po ciosie, jaki zadała jej nie chcąca odejść zima. Teraz jest znacznie lepiej: zima była lekka, wiosna przyszła o czasie i wiele wskazuje na to, że dla ślimaków ostatnie półrocze było dość znośne. Lada dzień pojawią się pewnie większe ślimaki. W kryjówkach już są aktywne, nie widziałem ich natomiast na spacerach. Pewnie czekają na pierwsze cieplejsze wiosenne deszcze...
Zaraz pojawią się winniczki, choć one akurat nie powinny się zanadto śpieszyć, bo czas to dla nich może być trudny.
Zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami regulującymi ochronę prawną ślimaka winniczka (Rozporządzenie Ministra Środowiska z dn. 12 października 2011 r, Dz. U. nr 237 poz. 1419), jego pozyskiwanie możliwe jest przez 30 dni w roku w okresie od 20 kwietnia do 31 maja i tylko osobników, których rozmiar muszli przekracza 30 mm. Wojewoda może wyłączyć dany obszar z możliwości pozyskiwania, natomiast ważne jest, że winniczka nie wolno zbierać na obszarach objętych ochrona prawną, tj. w parkach narodowych, rezerwatach przyrody itd.
Piszę o tym na marginesie lektury książki, którą udało mi się jakiś czas temu zdobyć. Wspomniałem o niej tylko, dziś chciałbym ją omówić, bo okazja sama się zbliża.
"Ślimak winniczek i stan jego populacji w województwie małopolskim" to praca przygotowana przez Stanisława Tworka i Katarzynę Zając, pracowników Instytutu Ochrony Przyrody PAN. Autorzy podsumowali wyniki badań prowadzonych na przestrzeni dziesięciu lat na różnych stanowiskach województwa małopolskiego. Były to pionierskie badania monitorujące wpływ pozyskiwania ślimaka na kondycję populacji. Autorzy zadali sobie pytanie, czy i w jaki sposób pozyskiwanie winniczka przekłada się na szanse winniczka na rozwój populacji.
Wyniki badań mogą okazać się bardzo ważne przy tworzeniu planów ochrony gatunku oraz planów pozyskiwania zasobów. Ponieważ badania mają unikatowy w skali kraju charakter, warto je popularyzować. I tutaj pozwolę sobie wrzucić mały kamyczek do ogródka...
Za kilka dni rozpocznie się sezon polowań na naszego największego ślimaka lądowego. Wojewodowie wydadzą być może gdzieś decyzje o zakazie zbioru, co działo się niejednokrotnie w przeszłości w różnych rejonach raju. Zapewne właściwe agendy wojewódzkie znają już tę publikację i nie wykluczone, że na jej podstawie podejmowane będą decyzje odnośnie do zezwoleń na zbiór. Mnie chodzi o to, że ważna i pożyteczna publikacja, dokumentująca dziesięcioletnie badania nad kondycją populacji winniczka w Małopolsce (właściwie w województwie małopolskim) jest tak mało znana i tak mało dostępna. Tutaj zasadniczo powiedziałem nieprawdę: jest dostępna, ale kto o tym wie, że wystarczy napisać do RDOŚ w Krakowie, aby książkę tę otrzymać. Publikacja jest niedostępna w sprzedaży komercyjnej, trudno jej poszukiwać w księgarniach. Szkoda, że nie doczekała się lepszej promocji, bo na to zasługuje. Merytorycznie - bo to konkretna wiedza o wpływie zbioru na przeżywalność lokalnych populacji. Poza merytorycznie również - jest to naprawdę estetycznie przygotowana książka, którą miło wziąć do ręki.
Nie będę jej streszczał czy analizował. Podzielę się tylko wrażeniami, a do analiz czy streszczeń zachęcam po lekturze. Myślę, że warto po tę książkę sięgnąć, a niektórzy nawet zrobić to powinni, zwłaszcza ci, którzy uczestniczą w administracyjnym procesie opiniowania i wydawania decyzji o zezwoleniu na pozyskiwanie ślimaka winniczka. Ale i ci, którzy z winniczkiem nie mają do czynienia zawodowo, znajdą w tej książce coś dla siebie - dowiedzą się, w jaki sposób nasze ślimaki trafiają nie tylko na francuskie stoły. Może tylko amatorzy kulinariów będą rozczarowani, że nie znaleźli przepisu na ślimaka po burgundzku... Jeśli nie zapomnę, podsunę w nieodległym czasie jeden z niesprawdzonych jeszcze przepisów...
A byłbym zapomniał: gorąco polecam zatrzymać się na stronie 18 i przyjrzeć się fotografii. Najpierw pomyślałem, że edytor odwrócił zdjęcie, żeby mu kompozycyjnie pasowało, a tu niespodzianka! Proszę sprawdzić, naprawdę urzekające!


Majowe zaloty winniczków, podglądane w 2013 r.
S. Tworek, K. Zając. 2012. Ślimak winniczek i stan jego populacji w województwie małopolskim. RDOŚ Kraków, pp. 1-78

niedziela, 23 marca 2014

Jeszcze słowo o paleniu

Wiosna ze wszystkimi swoimi atrybutami zagościła już w Polsce. Kwitną fiołki i forsycje, podbiały i zawilce, skowronki świergoczą nad polami, wracają bociany, ropuchy chucią kierowane przełażą niezdarnie przez drogi, z dnia na dzień zielenieje trawa.
Przez zimę pożółkła, zmatowiała, nagle - nie wiadomo kiedy - napełnia źdźbła zielenią i w szybkim tempie rosnąc przykrywa pozostałości po ludzkim niechlujstwie.
Nie wiem skąd się wzięło przekonanie, że wypalenie trawy powoduje, że szybciej odrasta. Mnie się wydaje, że jest dokładnie odwrotnie. A jednak często zmuszony jestem oglądać te nieszczęsne podtrzymywania rytuału wiosennego wypalania traw. Pisałem już kiedyś o tym, ale nie przechodzi mi. Złości mnie, kiedy widzę spustoszenie po bezsensownej pożodze.
W jednym z kazań pod Turbaczem Tischner poruszał ten problem, do wiary i do rozumu się odwoływał, ale zwyczaj trwa nadal i nadal bezsensownie niszczy się tysiące zwierząt i roślin, które mogłyby ubogacać świat. Nie pomagają mandaty, nie pomagają perswazje, nic nie pomaga: głupota ma się w najlepsze.
Złoszczę się, bo w pierwszy dzień wiosny zatrzymałem się w okolicach Grabicy, żeby przyjrzeć się troszkę temu, co tam w trawie łazi. I co zobaczyłem? Wypalone trawy i spustoszenie.Widać, że piroman-tradycjonalista działał troszkę wcześniej, a w tym roku pogoda sprzyjała fanom wiosennych ognisk.
Pożar w naturze nie jest zjawiskiem niespotykanym. Natura potrafi się też przed pożarem bronić, nie mniej zawsze przejście ognia oznacza unicestwienie wielu istnień, zaburzenie równowagi ekosystemu, naruszenie bioróżnorodności. Ślimaki nie mają szans w konfrontacji z ogniem, zwłaszcza jeśli zaczęły już wiosenną aktywność. Z kolei ślimaki nagie raczej nie ponoszą szkody, bo na ogół zagrzebują się w ziemi nieco głębiej niż oskorupione. Więc z punktu widzenia sztuki agrarnej technika wypalania traw nie przynosi spodziewanych rezultatów. Marzy mi się szeroka akcja społeczna adresowana przede wszystkim do dzieci, bo to one są w stanie najlepiej przekonać swoich rodziców i dziadków do zaniechania pewnych zachowań. Marzy mi się taka kampania, która doprowadziłaby do zmiany mentalności. Wiem, że jestem naiwny, wiem, że kampanie, nawet najlepsze, nie przekonają tych, którzy rozumu nie używają nawet od święta. Ale marzę i mam nadzieję, że kiedyś dożyję czasów, że wiosną nie będę oglądał pogorzelisk...



wtorek, 19 lutego 2013

Poczwarówka zrobiona w jajo

Całkiem niedawno rozpisywałem się nad nowatorskim pomysłem Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad przeniesienia siedliska poczwarówki jajowatej Vertigo moulinsiana Dupuy, 1849. W polskich warunkach to coś nowego, sojusz drogowców z naukowcami mógł stworzyć nową jakość.
Przed kilkoma dniami oglądałem główne wydanie Wiadomości i w TVP1 i nie bardzo mogłem ogarnąć, o czym mówi materiał reporterski. Widziałem dr Bartłomieja Gołdyna, który komentował coś, co mi nie brzmiało.
Dziś okrężną drogą dotarły do mnie informacje, które wiele mi wyjaśniły jeśli chodzi o wydanie Wiadomości, ale jeszcze więcej zamąciły, jeśli chodzi o poczwarówkę.
Sprawa nadaje się na niezłe dziennikarskie śledztwo, pod warunkiem tylko, że dziennikarze chcieliby naprawdę przejąć się losem chronionego gatunku ślimaka, którego z lupą szukać po turzycowiskach. O tym jeszcze za chwilę. Najpierw streszczenie problemu.
GDDKiA rozpisała w styczniu przetarg nieograniczony na przeniesienie siedliska poczwarówki, media zaczęły się rozpisywać, ile to pieniędzy pójdzie na przeniesie siedliska. Po cichutku, już po tym jak Unia Europejska wstrzymała Polsce środki na budowę dróg, GDDKiA zmieniła troszeczkę warunki przetargu, tak nieznacznie, nikt prawie nie zauważył. Według nowych warunków ma być taniej i szybciej. Wszystko pięknie, tylko znów rzecz idzie o szczegóły. Powiedzenie "wylać dziecko z kąpielą" rewelacyjnie nadaje się do tej sytuacji. Czym się różni pierwszy wariant przetargu od drugiego? Prawie niczym, różnica jest podobna jak "między piciem w Szczawnicy a szczaniem w piwnicy"... Kto się wczytał w nową specyfikę zamówienia ten spostrzegł, że pod określeniem "przeniesienie siedliska" kryje się tak naprawdę "przeniesie ślimaków". Pomysł od czapy zupełnie, nie poparty żadną naukową analizą, podporządkowany reżimowi ekonomicznemu i najdziwaczniej pojętej ochronie środowiska.
Rzecz w tym, że w pierwszej wersji miało być przeniesione siedlisko. Potrzeba było odpowiedniego sprzętu, który przeniesie całe połacie darni z turzycami w nowe miejsce o podobnych warunkach hydrologicznych. Zadanie niełatwe, raz zrealizowane w Wielkiej Brytanii, do pewnego momentu nawet skuteczne. Chodziło o to, żeby przenieść całe środowisko ślimaka zachowując jego mikrohabitaty, co dawało szansę na jego przetrwanie po wysiedleniu.
Ktoś mądry zaopiniował jednak zupełnie inny wariant. Wpadł na pomysł, żeby pozbierać z czterdziestu poletek o powierzchni 1 m2 wszystkie poczwarówki i przenieść je paręnaście metrów dalej, gdzie już poczwarówki sobie żyją. No przecież szczytna idea! Toć gdyby te poczwarówki chciały do rodziny w odwiedziny pójść, to by im kilka pokoleń minęło, a tak: przyjdą pracownicy firmy, która wygra przetarg, potrząsną trawą, pozbierają 2000 muszelek i wysypią w nowym miejscu... Farsa? Nie, poważny projekt finansowany ze środków publicznych.
Nie wiem, kto jest autorem nowej koncepcji usprawnienia budowy zachodniej obwodnicy Poznania. Co gorsza, niefrasobliwy urzędnik przygotowujący specyfikację przetargu tak skompilował pliki, że można by odnieść wrażenie, że pomysł wyzbierania ręcznego ("przez strząsanie na płachtę") zrodził się w głowie Bartłomieja Gołdyna albo Zofii Książkiewicz, którzy badali konfliktowe stanowisko poczwarówki jajowatej.
Bardzo współczuję przywołanym malakologom. Nie dość, że napracowali się, żeby zinwentaryzować stanowisko tego bardzo rzadkiego u nas ślimaka, to jeszcze postulaty ich pracy podeptano, a barbarzyński pomysł podpisano ich nazwiskami. Woła o pomstę do nieba. Podkreślę: bardzo kibicowałem przeniesieniu siedliska, zależało mi na sprawdzeniu, czy pomysł zrealizowany przed laty w Wielkiej Brytanii ma szansę na powtórzenie sukcesu. Bardzo mi się nie podoba nowy pomysł. Według mnie jest to kpina ze współczesnego myślenia o ochronie środowiska, bliższe XIX-wiecznej gorączce gabinetów naturalnych niż poparte rzetelnym studium działaniem na rzecz ochrony zwierzęcia nie mającego najmniejszych szans z człowiekiem...
Emocje dają mi znać o sobie. Nie bardzo potrafię się zdystansować wobec absurdu, który obserwuję. Być może znalazłbym racje, którymi kieruje się GDDKiA. Chodzi o niemałe przecież pieniądze w czasie kryzysu. Mądrzy ludzie jednak powtarzają, że tanie jest drogie i coś mi podpowiada, że nowy pomysł drogowców w to się doskonale wpisuje. Lepiej zapłacić mniej za coś, co może nie wyjść, niż więcej za coś, co daje większą gwarancję. Jakość przegrywa z taniością, jak zwykle zresztą. Ale ja uważam to za głęboko naganne etycznie. Nie tylko stracone zostaną środki publiczne, ale nie zostanie osiągnięty postawiony cel, a gatunek - zamiast ochrony - najprawdopodobniej doczeka się unicestwienia na tym stanowisku. Jak zauważają malakolodzy wplątani w jajowatą aferę, przeniesie dużej ilości osobników jednego gatunku w nowe miejsce może w konsekwencji doprowadzić do zniszczenia populacji autochtonicznej, która nie wytrzyma naporu konkurencji pokarmowej narzuconych krewniaków. I w ten sposób zamiast ochrony możemy sfinansować bezpowrotne zniszczenie nie jednego, a dwóch siedlisk Vertigo moulinsiana.
Chciałbym, aby dziennikarze mówiący o ochronie przyrody nie szukali dwugłowego cielaka lub innej sensacji. Żeby w przypadku zwierząt, na których nie da się zarabiać, pisać rzetelnie informując nie o fanaberiach malakologów, entomologów czy innych dziwolągów, ale o interesie środowiska jako całości, w którym my jesteśmy tylko cząstką, bardzo uciążliwą cząstką...

czwartek, 17 stycznia 2013

Duchowa odsiecz

Tak w nawiązaniu do tego, o czym pisałem przed paroma godzinami: Polska Rada Ekumeniczna wydała wczoraj apel następującej treści:

Drodzy Bracia i Siostry!
Kierujemy do Was ekumeniczny list, który jest apelem i prośbą o zachowanie stworzenia jako dzieła Bożego.

„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1,1) – tymi uroczystymi słowami zaczyna się Pismo Święte. Świat nie powstał w wyniku ślepego przypadku, lecz z woli kochającego i mądrego Boga, podobnie jak człowiek, którego „Bóg stworzył na swój obraz” (por. Rdz 1,27). Potem, jak stwierdza Pismo, „Pan Bóg wziął człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał” (Rdz 2,15). Stwórca zaprasza człowieka do współpracy w trosce o swoje dzieło, służące wszystkim żywym istotom. Każda chrześcijańska tradycja podaje przykłady wybitnych ludzi, którzy z miłością traktowali całe Boże stworzenie. Niestety, nie zawsze jesteśmy wierni temu wezwaniu.

Produkujemy góry śmieci, trującą żywność, wycinamy lasy, otaczamy się światem z plastiku. Oślepienie żądzą zysku sprawia, że czyste strumienie zamieniamy w trujące ścieki, a bujne lasy i łany zboża w jałową i pustą ziemię, zaś cuda natury w zwały betonu. Żyjemy tak jakbyśmy byli ostatnim pokoleniem, które zamieszkuje Ziemię.

Ochrona środowiska to nie tylko techniczny problem równowagi ekologicznej, ale także problem moralny i duchowy współczesnego człowieka, który zapomina, że on sam i świat są Bożym stworzeniem.

Wielu chrześcijan na całym świecie angażuje się w konkretne programy służące ochronie Bożego stworzenia. Do najbardziej znanych należą projekty zarządzania budynkami w celu zmniejszenia zużycia energii elektrycznej i cieplnej, a także zmniejszenia produkcji odpadów, odzysku surowców, kompostowania itp.

Bracia i Siostry, trzeba propagować tę wrażliwość! Ufamy, że nasz apel spowoduje, że ludzie wierzący wpłyną na swoje otoczenie, by zlikwidować szkodliwe działania, takie jak wywożenie śmieci do lasu czy bezmyślne zaśmiecanie ulic, dróg i pól.

Nasz apel kierujemy także do władz państwowych i samorządowych. Wyrażamy troskę w kwestii prywatyzacji i komercjalizacji zasobów wody i przestrzeni publicznej.

Zachęcamy do kształtowania takiej polityki społecznej, która promuje bezpieczne przetwarzanie i utylizację trujących odpadów. Wzywamy przede wszystkim do:

  • redukcji odpadów miejskich, odzyskiwania i utylizacji wysypisk śmieci, oczyszczania powietrza, wody i gleby;
  • ochrony lasów oraz zagrożonych gatunków roślin i innych skarbów przyrody, do odtwarzania ekosystemów;
  • stosowania technologii ekologicznych w przetwarzaniu i konserwacji żywności oraz produkcji opakowań;
  • opracowania umów międzynarodowych dotyczących sprawiedliwego wykorzystywania zasobów morskich, które nie doprowadzą do zachwiania równowagi ekologicznej.
Przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa i zesłanie Ducha Świętego Bóg objawił, że przezwycięża wszelkie zepsucie i śmierć. Chrześcijanin jest wezwany do ukazania swej wiary w Boga, Stwórcę i Pana wszechświata przez swe czyny. Dlatego zabiegamy o ochronę życia człowieka od samego poczęcia i o respektowanie jego godności. Apelujemy o wspieranie takiej polityki społecznej, która pozwala na krzewienie życia wszędzie tam, gdzie radykalnie zmniejsza się przyrost naturalny. Świat potrzebuje takiego świadectwa nie tylko tych nielicznych, zaangażowanych w ochronę środowiska, ale wszystkich uczniów Chrystusa. W zrozumieniu tych procesów pomocną dla chrześcijan może stać się dynamicznie rozwijająca się refleksja biblijna i teologiczna na temat stworzenia.
Nasze wspólne działania winny wyrażać prawdę o potrzebie roztropnego i umiarkowanego postępowania we wszystkim, co jest związane z naszym środowiskiem. Mądra asceza wyraża się unikaniem nadmiernej konsumpcji, odpowiedzialnym korzystaniem z dóbr naturalnych oraz rezygnacją z produkowania i gromadzenia nadmiaru przedmiotów i opakowań. Jednym z jej przejawów jest coraz bardziej zapominany post, który jako samoograniczanie własnych pożądań, staje się narzędziem duchowej przemiany i pomocy potrzebującym. Zlecone nam przez Stwórcę zadanie panowania nad rzeczami służy temu, aby nie zapanowały one nad nami.

Bracia i Siostry, żyjąc dzisiaj, pomyślmy o jutrze. Pomyślmy o tym, że my i całe stworzenie jesteśmy powołani do życia w rzeczywistości opisanej w ostatniej księdze Biblii jako „nowe niebiosa i nowa ziemia” (Ap 21,1). Dlatego codziennie dokonujmy odpowiedzialnych wyborów oszczędzających energię i zasoby ziemi oraz szanujmy wszystko, co żyje. Nawet niewielkie, ale konsekwentne działania przyniosą ogromny skutek w ochronie całego stworzenia, które, jak czytamy w pierwszej księdze Pisma Świętego, „Bóg uczynił bardzo dobre” (por. Rdz 1,31).


Warszawa, 16 stycznia 2013 r.

w imieniu Kościołów zrzeszonych w Polskiej Radzie Ekumeniczne i Konferencji Episkopatu Polski podpisali:
ks. prezbiter Gustaw Cieślar, przewodniczący Rady Kościoła Chrześcijan Baptystów w RP
ks. bp Jerzy Samiec, Biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP
ks. bp Edward Puślecki, Biskup Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego w RP
ks. bp Marek Izdebski, Biskup Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w RP
ks. bp Wiktor Wysoczański, Biskup Kościoła Polskokatolickiego w RP
ks. bp Ludwik Jabłoński, Biskup Naczelny Kościoła Starokatolickiego Mariawitów w RP
Metropolita Sawa, Prawosławny Metropolita Warszawski i Całej Polski
ks. abp Józef Michalik, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

(http://www.ekumenia.pl/index.php?D=181)

Latami czekałem na ten gest. Oczekiwałem go dawno jeszcze od Jana Pawła II, miałem nadzieję, że którąś z encyklik poświęci ochronie przyrody. Jego pontyfikat, bardzo przecież bliski idei dzieła stworzenia, nie przyniósł jednak oczekiwanego przeze mnie dokumentu.
Apel ekumeniczny, podpisany w dniu wczorajszym, jest spełnieniem jednego z moich marzeń. Oto duchowi przewodnicy chrześcijan w Polsce przestali udawać, że nie ma problemu degradacji środowiska. Zauważyli, że ochrona przyrody to nie jest tylko kwestia rozwiązań technicznych, ale że to przede wszystkim kwestia oceny moralnej naszych działań. Dziękuję za to stanowisko. To krok w bardzo dobrym kierunku. Pierwszy tak poważny krok. Dziękuję. Bóg zapłać;)

wtorek, 15 maja 2012

Europejska Czerwona Ksiega Mięczaków

Na stronach Komisji Europejskiej znalazłem dziś publikację poświęconą w całości mięczakom Europy, lądowym i słodkowodnym, wpisanym na Red List, czyli do Czerwonej Księgi.
Książka w istocie czerwona nie jest, ale warto przyjrzeć się jej zapisom.
Po pierwsze została przygotowana przez zespół europejskich ekspertów w dziedzinie malakologii, wśród których znaleźli się między innymi: Rafael Araujo, Robert Cameron, Gerhard Falkner, Andrzej Falniowski, Dymitri Georgiev, Peter Glöer, Vladimir Pešić, Peter Solymos, Maxim Vinarski czy Ted von Proschwitz. To oczywiście tylko część ekspertów.
Po drugie odnosi się do Europy zarówno jako kontynentu, jak i do Unii Europejskiej. Nie zdążyłem jeszcze przeanalizować jej pod tym kątem, ale praca wspomina o sytuacji mięczaków w rożnych obszarach kontynentu.
Po trzecie: metodologia i wyniki są bardzo czytelne, co jest niewątpliwie atutem publikacji. W pracy omówiono mięczaki wodne oraz mięczaki lądowe, prognozując kierunki wprowadzenia zmian w poszczególnych obszarach mogących stanowić zagrożenie.
Przeglądając książkę nie sposób nie oprzeć się wrażeniu, że przyświecał jej bardzo praktyczny cel. To zresztą jest celem większości publikacji typy Red List. Intencją było nie tyle omawianie poszczególnych gatunków, ile wskazywanie obszarów zagrożeń, prognoz oraz sposobów przeciwdziałania. Publikację zaopatrzono również w dodatki, w tym wykaz mięczaków z oznaczeniem kategorii zagrożenia.
Książka dostępna jest na oficjalnej stronie Komisji Europejskiej, pod adresem
Serdecznie zachęcam do lektury. Myślę, że warto.
Cuttelod, A., Seddon, M. and Neubert, E. 2011. European Red List of Non-marine Molluscs. Luxembourg: Publications Office of the European Union.

piątek, 27 kwietnia 2012

Sezon na winniczka

Zupełnie z głowy mi wyszło, że to już. Od tego roku. Trochę się pozmieniało, bo tej pory z pierwszym maja można było zamiast na pochód, iść na zbieranie winniczków. Teraz jednak jest tak, że między 20 kwietnia a 31 maja przez 30 dni można pozyskiwać winniczka w celach handlowych, z tym jednak zastrzeżeniem, że nie może być mniejszy niż 30 mm średnicy muszli. Tak mówi Załącznik 3 do rozporządzenia Ministra Środowiska z dn. 12 października 2011 r. w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt (Dz. U. nr 237 poz. 1419).

Obiecałem sobie, że kiedyś winniczkowi poświęcę więcej miejsca. I zrobię to, tylko kiedy? Jestem w trakcie [przerywanej] lektury prac Stępczaka i innych nt biologii Helix pomatia, obiecuję więc zająć się w nieodległej przyszłości tym przesympatycznym zwierzątkiem. Obiecuję. A tym czasem proszę uważać na winniczki. Zwłaszcza podczas majowych spacerów. Wtedy najbardziej chcą się nam przyglądać i dosć nierozważnie wchodzą pod nogi.
Dobrych spotkań w czasie długiego weekendu życzę. Również z winniczkami.

wtorek, 17 kwietnia 2012

Ostryżyca japońska Crassostrea gigas

Dotarłem wczoraj do Rozporządzenia ministra środowiska z dn. 9 września 2011 r. .w sprawie listy roślin i zwierząt gatunków obcych, które uwolnione do środowiska przyrodniczego mogą zagrozić gatunkom rodzimym lub siedliskom przyrodniczym (Dz. U. nr 210 poz. 1260). Załącznik do tego rozporządzenia wymienia kilkanaście gatunków roślin i 36 gatunków zwierząt niebezpiecznych dla rodzimej przyrody. Wśród wymienionych zwierząt znalazły się cztery gatunki małży, z czego jeden jest wart osobnego omówienia. Rozporządzenie wymienia:
ostrygę pacyficzną - Crassostrea gigas
szczeżuję chińską - Sinanodonta woodiana
xx - Corbicula fluminea
xx - Corbicula fluminalis
Dwa "x" oznaczają brak polskiej nazwy gatunkowej. Wymienionym gatunkom poświecę kiedyś więcej czasu, dziś skupie się na najmniej mi znanym małżu. 
Crassostrea gigas doczekała się kilku przynajmniej nazw używanych w Polsce. Jest więc - w rozporządzeniu - nazywana ostrygą pacyficzną, ostrygą wielką w przepisach unijnych i otryżycą japońską w Wikipedii. Mnie najbardziej podoba się ostatnia nazwa, która wyraźnie odróżnia rodzaj Osrea od Crassostrea. Samo zresztą umiejscowienie systematyczne nie jest pewne i nazwa prawdopodobnie będzie się jeszcze zmieniać.
Ostryżyca japońska (ostryga pacyficzna = ostryga wielka) Crassostrea gigas Thunberg 1793 jest małżem jadalnym, najczęściej hodowanym przedstawicielem ostrygowatych. Od początku XX w. z powodzeniem hodowana najpierw u wybrzeży Stanów Zjednoczonych, obecnie rozpowszechniona właściwie na całym świecie. U wybrzeży Europy występuje w wodach Irlandii, Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii i Portugalii. Unia Europejska, będąca czwartym na świecie producentem hodowlanej ostrygi, w 2007 r. wprowadziła na rynek 142000 t ostryg. Dlaczego więc gatunek, którego wartość rynkowa w UE w 2007 r. (takimi danymi dysponuję) wyniosła 295 mln euro, w Polsce uznany został za szkodliwy, a tym samym - zgodnie z atr. 120 ust. 2 ustawy z dn. 16 kwietnia 2004 r. o ochronie środowiska (Dz. U. 92 poz. 880 z późn. zm.) wymagającym zgody Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska na sprowadzanie, hodowanie, rozmnażanie czy przeznaczanie do sprzedaży?
W europejskich wodach Atlantyku małż ten zastąpił całkowicie ostrygę portugalską, której populacja - przetrzebiona połowami - wyginęła na skutek kilku epidemii. Jednocześnie ostryżyca japońska jest małżem charakteryzującym się szybkim wzrostem (do 75 mm w pierwszy18 miesiącach życia) i wielką płodnością (do 30-40 mln jaj w jednym złogu). Jest zatem wielce prawdopodobne, że wprowadzona do nowego środowiska, po zaaklimatyzowaniu, jest w stanie wypierać naturalnie występujące taksony. Małż ten dorasta do kilkunastu centymetrów (rekordowo ok. 40) i żyje do 10 lat.
Czy miałby szansę na skolonizowanie wybrzeży Bałtyku? Przypuszczam, że tak, skoro w miejscach kolonizacji zasiedla estuaria. Prawdopodobnie nie wymaga wysokiego zasolenia, choć w bałtyckich warunkach pewnie i tak by skarlała. Myślę, że to właśnie skłoniło Ministerstwo Środowiska do umieszczenia tego gatunku na niechlubnej liście niechcianych gatunków. I dobrze, ale bez ksenofobii.

poniedziałek, 13 lutego 2012

Mięczaki w polskiej Czerwonej Księdze


Poprzedni wpis dotyczył opisanych przez Petera Glöera gatunków nowych dla nauki. Tym razem chciałbym wahadło przesunąć na drugi biegun i przedstawić te gatunki, które nauka poznała już (przynajmniej opisała) i umieszczone zostały w Polskiej Czerwonej Księdze Ginących Gatunków Zwierząt. Jej elektroniczna wersja, obejmująca bezkręgowce występujące w Polsce, dostępna jest na stronie Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk w Krakowie. Gorąco polecam, choćby z tego powodu, że każdy gatunek został szczegółowo opisany i zdiagnozowany pod kątem zagrożeń.
Publikacja, redagowana przez Głowacińskiego i Nowackiego, opiera się na pracach najwybitniejszych polskich naukowców, a poszczególne gatunki mięczaków zostały opracowane przez prof. Piechockiego, prof. Pokryszko, i prof. Wiktora.
Polska Czerwona Księga opisuje 30 gatunków mięczaków, z czego 7 przypada na małże, a 23 na ślimaki. Zatem polska Czerwona Księga nie jest tożsama z ochrona prawną gatunków, bowiem ochroną gatunkową objęte są m.in. ślimaki, których nie ma w polskiej Czerwonej Księdze (np. błotniarka otułka Myxas glutinosa czy zatoczek łamliwy Anisus vorticulus). W wolnej chwili można więc przeanalizować przedstawione wykazy i postarać się zapamiętać, aby gdy zacznie się dogodny sezon do wyjść w teren, być bogatszym o wiedzę z zakresu ochrony przyrody.
Tak się przedstawia lista mięczaków, które zostały omówione w polskiej Czerwonej Księdze, do której odsyłam.
Ślimaki Gastropoda
Moitessieridae
Nipozorka ojcowska Falniowskia neglectissima (Falniowski et Šteffek, 1989) CR
Valvatidae
Zawójka rzeczna Borysthenia naticina (Menke, 1845) CR
Hydrobiidae
Namułek pospolity Lithoglyphus naticoides (C. Pfeiffer, 1828) EN
Planorbidae
Zatoczek gruby Gyraulus acronicus (Férussac, 1807) EN
Vertiginidae
Poczwarówka kolumienka Columella columella (Martens, 1830) CR
Poczwarówka zębata Truncatellina claustralis (Gredler, 1856) CR
Poczwarówka zwężona Vertigo angustior Jeffreys, 1830 EN
Poczwarówka północna Vertigo arctica (Wallenberg, 1858) CR
Poczwarówka jajowata Vertigo moulinsiana (Dupuy, 1849) CR
Orculidae
Poczwarówka pagoda Pagodulina pagodula (Des Moulins, 1830) CR
Chondrinidae
Poczwarówka pagórkowa Granaria frumentum (Draparnaud, 1801) CR
Pupillidae
Poczwarówka górska Pupilla alpicola (Charpentier, 1837) CR
Zonitidae
Szklarka podziemna Oxychilus inopinatus (Uličny, 1887) EN
Clausiliidae
Świdrzyk łamliwy Balea perversa (Linnaeus, 1758) CR
Świdrzyk ozdobny Charpentieria ornata (Rossmässler, 1836) CR
Świdrzyk śląski Cochlodina costata (C. Pfeiffer, 1828) EX
Świdrzyk kasztanowaty Macrogastra badia (C. Pfeiffer, 1828) CR
Świdrzyk siedmiogrodzki Vestia elata (Rossmässler, 1836) EN
Helicidae
Ślimak tatrzański Chilostoma cingulellum (Rossmässler, 1837) CR
Ślimak Rossmässlera Chilostoma rossmaessleri (L. Pfeiffer, 1842) CR
Ślimak obrzeżony Helicodonta obvoluta (O.F. Müller, 1774) CR
Ślimak żeberkowany Helicopsis striata (O.F. Müller, 1774) EN
Ślimak żółtawy Helix lutescens Rossmässler, 1837 LR
Małże Bivalvia
Sphaeriidae
Groszkówka głębinowa Pisidium conventus Clessin, 1877 VU
Groszkówka Pisidium tenuilineatum Stelfox, 1918 LR
Gałeczka żeberkowana Sphaerium solidum (Normand, 1844) EN
Unionoida
Margaritiferidae
Skójka perłorodna Margaritifera margaritifera (Linneaus, 1758) EX
Unionidae
Szczeżuja wielka Anodonta cygnea (Linnaeus, 1758) EN
Szczeżuja spłaszczona Pseudanodonta complanata (Rossmässler, 1835) EN
Skójka grubo skorupowa Unio crassus Philipsson, 1788 EN

Przyjęte przez polską Czerwoną Księgę za IUCN kategorie:
Ex – gatunek wymarły (Extinct) lub prawdopodobnie wymarły Ex?
Cr – gatunek krytycznie zagrożony wymarciem (Critically Endangered)
En – gatunek zagrożony wymarciem (Endangered)
Vu – gatunek narażony, wysokiego ryzyka (Vulnerable)
Lrgatunek niższego ryzyka (Lower Risk)
Nt – gatunek bliski zagrożenia (Near Threatened)
Lc – gatunek najmniejszej troski (Least Concern)