Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lutego 2023

Zanim przyjdzie wiosna

Ciężko znoszę przednówek. Zostało jeszcze kilka tygodni do wiosny, ale przecież jak na zawołanie nie zjawi się tabun ślimaków po równonocy wiosennej tylko dlatego, że ja się już doczekać nie mogę. Realnie połowa kwietnia to czas, kiedy można leźć w chaszcze. Do tego czasu trzeba jakoś wytrzymać. Mam taką pomoc na ten ciężki czas. Importowana z zachodu, ale bardzo dobra. 

Wspomagam się nią już od ponad roku i im dłużej z niej korzystam, bardziej utrwalam się w przekonaniu, że bardzo by się nam taki rodzimy produkt przydał. Mam na myśli książkę Vollratha Wiese Die Landschnecken Deutschlands. Finden - Erkennen - Bestimmen. Posługuję się wydaniem z 2016 roku (nawet nie wiem, czy jest nowsze). Jest to atlas lądowych ślimaków Niemiec, bardzo dobrze zilustrowany, dla takich orłów górnolotnych, jak ja. Jest to przegląd 38 rodzin ślimaków lądowych notowanych na terenie Niemiec. Ogromna część opisanych gatunków występuje również w Polsce, więc pomoc jest bardzo przydatna. Oczywiście zasięgi geograficzne określone z perspektywy niemieckiej, ale to co najistotniejsze, czyli opis wyglądu oraz środowiska pozwala na wykorzystywanie do oznaczania rodzimej malakofauny. Autor opracowania zadał sobie wiele trudu, żeby zestawić obok siebie najbardziej podobne gatunki. Każda z rodzin przedstawiona została w ten sposób, że na pierwszej tablicy umieszczono fotografie wszystkich gatunków w tej samej skali, dołożono miarkę w postaci zapałki (sugestywne, prawda?), a także najbardziej podobne gatunki z innych rodzin. Dzięki temu bez problemu kompletny laik może mieć wyobrażenie na temat wielkości poszczególnych gatunków, a zbiorcze fotografie pozwalają dobrze zorientować się w różnicach wielkości gatunków wewnątrz tej samej rodziny (niestety zabrakło konsekwencji przy Limacidae, Agriolimacidae i Arionidae, tutaj zabrakło zbiorczych tablic, a szkoda, bo dobrze byłoby zobaczyć, jak prezentują się obok siebie na przykład Deroceras reticulatum i Deroceras laeve). 

Książkę wydano tak, aby zmieściła się w większą kieszeń (12x19cm). Zaopatrzono ją w sztywną oprawę, co ma plusy i minusy. Plusem jest to, że mniej się niszczy, minusem - mniej wygodnie się ją nosi. Na pierwszej wyklejce okładkowej przedstawiono wszystkie rodziny w podziale na orientacyjne wielkości z odniesieniem do stron, na których szukać szczegółów. Wystarczy tylko otworzyć okładkę, żeby przeszukać kształty i przeskoczyć do najbardziej prawdopodobnej identyfikacji. Poszczególne gatunki zostały bardzo dobrze opisane i zilustrowane dobrej jakości fotografiami. Tu znów pewna uwaga: mogłoby być więcej fotografii przy ślimakach nagich, gdzie podeszwa nogi może mieć znaczenie przy identyfikacji. Mogłaby też znaleźć się na okładce podziałka milimetrowa (znaczy linijka), skoro książka ma typowo podręczny charakter. W sumie to 352 strony, z czego dwadzieścia to ogólne wprowadzenie na temat biologii ślimaków, sposobów zbierania i konserwowania itd. Jest też przejrzysta tabela, w jakim środowisku spodziewać się poszczególnych gatunków. Jest też całkiem porządne zestawienie literatury oraz indeks nazw niemieckich i łacińskich. 

W biblioteczce posiadam też  podobną publikację poświęconą morskim mięczakom, skonstruowaną na tej samej zasadzie, zatem gdybym miał jeszcze opracowanie dotyczące niemieckiej malakofauny słodkowodnej, mógłbym mówić, że mam opracowane wszytko, co u zachodnich sąsiadów interesujące. Szczerze mówiąc nie wiem, czy takie opracowanie powstało, jeśli nie - może zostanie przygotowane. W każdym razie bardzo podobna publikacja przydałaby się dla naszej rzeczywistości i tylko zadawać sobie mogę pytanie, czy dożyję takiego dnia...

 



wtorek, 23 maja 2017

Takie coś mi się marzy

Natrafiłem ostatnio w Internecie na książkę, która - gdyby powstała w polskich warunkach - byłaby spełnieniem jakichś moich marzeń. Przed kilkoma tygodniami została wydana w Niemczech książka Klausa Kittela pt. Die Weichtierfauna mittelalterlicher und frühneuzeitlicher Ruinen Unterfrankens. Jest to opracowanie malakofauny ruin średniowiecznych i nowożytnych budowli różnego typu na terenie Dolnej Frankonii. Nie bardzo mi wiadomo, co oznacza termin "nowożytnych", bo historycznie może to być okres od renesansu po koniec XVIII lub początek XIX stulecia. Nie chodzi tu zresztą o historię, a różnego typu budowle, które posiadają pewne walory historyczne i dlatego - w formie ruin - nie podlegają rozbiórce i uprzątnięciu. Opracowanie to jest o tyle ciekawe (oceniam, a nie czytałem, to się nazywa profesjonalizm...), że dotyka bardzo poważnego problemu, jakim jest korelacja pomiędzy ochroną zabytków a ochroną przyrody. O tym za chwilę. Ciekawe jest również to, że badane obiekty, choćby z racji na stan techniczny, w jakim się znajdują, się ciekawym przykładem środowiska i antropogenicznego, i naturalnego zarazem. Prawdopodobnie (no bo przecież nie czytałem, więc skąd mam mieć pewność) w badanych miejscach jedyna antropopresja współczesna ogranicza się do ruchu turystycznego oraz do prac konserwatorskich. W opracowaniu uwzględniono 88 obiektów, głównie zamków, pałaców, kościołów i kaplic, podając krótki rys historyczny każdego z miejsc oraz podając strukturę malakofauny danego miejsca. Wyłączone z użytkowania przez człowieka budowle okazują się być środowiskami, w których mięczaki chronić się mogą przed działalnością człowieka. Autor książki uwzględnił w badaniach zasięgi geograficzne gatunków i badał te miejsca pod kątem refugiów dla malakofauny Dolnej Frankonii. Tyle przynajmniej wyczytałem i wydedukowałem z noty wydawniczej. Wystarczająco, aby marzyć o podobnym opracowaniu dla naszego obszaru...
Nie jest to jakieś nowatorskie opracowanie. Nie wiem, jak to wygląda na terenie Niemiec, ale w Polsce badania malakologiczne na obszarze ruin (precyzyjniej: budowli historycznych) prowadzone są już od kilkudziesięciu lat, m.in. przez A. Wiktora, S. Alexandrowicza, P.W. Alexandrowicza czy Tomasza Maltza. Mnie się marzy zwarte opracowanie, z którego płynęłyby jakieś wnioski i dla konserwatorów zabytków, i konserwatorów przyrody. Trzeba bowiem czasem dokonać oceny, które dobro (historyczne czy przyrodnicze) musi być chronione bardziej. Istnieją bowiem konflikty na tym polu. Dajmy na to takie Wzgórze Wawelskie, które jest jednym z najcenniejszych zabytków w Polsce, jest też miejscem notowania rzadkich ślimaków. Tutaj sprawa byłaby raczej prosta, wygrałyby walory historyczne. Ale są miejsca, na przykład na Szlaku Orlich Gniazd, w których działania powinny być poprzedzone porządną dyskusją ekspercką, do której zasiedliby historycy z przyrodnikami. I wtedy opracowanie takie, jak omawiana praca Klasua Kittela byłoby bardzo przydatne.
Niech to może pozostanie i do dyskusji w malakologicznym gronie: co dalej z tym tematem, może warto by takie forum dyskusyjne zainicjować.