Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bythinella. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bythinella. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 maja 2019

Co w Sudetach spotkałem

Obiecałem przed kilkoma dniami, że podzielę się informacjami na temat wypadu w Sudety. Śmierć prof. Małgorzaty Strzelec spowodowała, że nie miałem głowy do pisania na świeżo. Nie będzie to zatem reportaż z podróży, tylko garstka krótkich uwag faunistycznych poczynionych na marginesie pracy nieżyjącego już profesora Andrzeja Wiktora Mięczaki Ziemi Kłodzkiej i gór przyległych. I żeby jasność była: Profesor Wiktor badał tamte strony przez kilka lat, ja tam spędziłem ledwo kilka dni i to w celach turystycznych, nie badawczych. Nie mam więc ambicji recenzować tutaj pracy sprzed pięćdziesięciu laty... ale coś od siebie dorzucić.
Przed wyjazdem wypisałem sobie kilkadziesiąt miejsc, byłem w dziesięciu, w dziewięciu przyglądałem się ślimakom. Wypisałem sobie też kilka gatunków, które chciałem zobaczyć na żywo, nie wszystko mi się udało zrealizować.
Zacznę od stwierdzenia jednej nieaktualności wspomnianej pracy sprzed pięćdziesięciu lat. Z całą pewnością lista stwierdzonych gatunków może być powiększona o jeden gatunek. I od tego właśnie zacznę.
W zeszłym roku nie udało mi się stanąć nad Źródłami Romanowskimi w Masywie Krowiarek. Byłem o krok, ale nie wiedziałem, gdzie to dokładnie. Tym razem byłem lepiej przygotowany i prawie bezbłędnie trafiłem. Prawie. Bo zamiast do źródeł, wlazłem najpierw do małego potoczku, bodajże Piotrówką zwanym. Sięgnowszy po pierwszy kamień, niemal z radości podskoczyłem. Cały był oblepiony źródlarkami. O jak się ucieszyłem! Ale zaraz po chwili, kiedy afekt opadł i chłodne, choć schorowane, oko badacza zobaczyło, dzierży drżąca dłoń. Zanim nazwałem jeszcze odkrycie, przez myśl przeszła mi mrożąca krew w żyłach hipoteza: a co, jeśli przez ostatnie lata zachwycali się wszyscy nie źródlarką, a wodożytką? Tak, to właśnie odkryłem. Zamiast spodziewanej źródlarki karpackiej Bythinella austriaca f. ehrmanni Pax, znalazłem... wodożytkę nowozelandzką Potamopyrgus antipodarum! Noż cholera, pomyślałem... To ja tu szukam, sprawdzam, czytam, ludziom głowę zawracam tylko po to, żeby wodożytkę znaleźć??? Ochłonąłem i rozejrzawszy się uważniej, podjąłem decyzję o przeniesieniu się w sąsiednie zarośla. Decyzja była słuszna, a widok autochtona z torbą butelek potwierdził moje dedukcje. Oto znalazłem się nad Źródłami Romanowskimi. Ostrożnie sięgnąłem po pierwszy kamień i podnosząc go ku oczom, uspokoiłem się na dobre, choć serce biło mi znacznie szybciej, niż kiedym stawał w wodach Piotrówki przed kilkunastoma minutami... Historyczne stanowisko Bythinella austriaca jest nadal żywe i bardzo mnie ucieszyło, że mogłem choć przez chwilę popatrzeć na żyjące tam źródlarki, na jedynym sudeckim stanowisku. Co ciekawe nie znalazłem tam wodożytki nowozelandzkiej. Towarzyszyła mi taka obawa, że ten obcy gatunek mógłby skutecznie wyprzeć naszą źródlarkę. Widać postanowiły sobie w paradę nie wchodzić... Moje gapiostwo przełożyło się jednak na stwierdzenie nowego dla Ziemi Kłodzkiej gatunku. Jest nim wodożytka nowozelandzka. Jeśli ktoś wątpi, załączam dowód fotograficzny.
Przytulikowi strumieniowemu też się tam dobrze żyje.
Źródło Romanowskie

Potamopyrgus antipodarum z Piotrówki

W pobliżu znajduje się stanowisko bardzo rzadkiego u nas gatunku świdrzyka - Charpenteria ornata. I mam na myśli nie Wapniarkę, a stanowisko w pobliżu kamieniołomu przy wsi Romanowo. Stanowiska rozdzielone są wcale ruchliwą DK 33, z całą pewnością ślimaki nie przelazły tam na nodze samodzielnie...
Nie doczytałem, że nad brzegami Źródeł Romanowskich żył przed laty Vertigo angustior. Skoro nie doczytałem, to i nie sprawdziłem. Szkoda, bo może udałoby mi się potwierdzić.

Miejscem mojego noclegowania było Międzygórze. Kto nie był, niech żałuje. Zwłaszcza rezerwatu "Przełom Wilczki". Po inwestycjach poczynionych w ostatnich latach miejsce wydaje się być idealnym do cieszenia oczu. Odpuściłem sobie jakieś szczególne poszukiwania w tamtych okolicach, sucho było strasznie, więc nie nastawiałem się na jakieś spektakularne odkrycia. Popatrzyłem sobie na ślimaka nadobnego Faustina faustina i na wałkówkę górską Ena montana (zwłaszcza ten ostatni gatunek zawsze mnie cieszy, bo znam go z kilku tylko stanowisk).
Bardzo mi zależało na dotarciu do stanowiska, o którym wiem, że od lat nikt go nie sprawdzał. Na północ od Kłodzka, w Górach Bardzkich, znajduje się szczyt Goliniec. Nie pytajcie mieszkańców wsi o  Goliniec, pytajcie o stary kamieniołom, to wskażą dobrą drogę... Już dawno się przekonałem, że miejscowi gdzieś mają oficjalną toponomastykę. Nie wiem, czy zrealizowałem swój cel. Dotarłem na Goliniec, znalazłem stary kamieniołom, ale nie wiem, czy znalazłem akurat ten gatunek, dla którego trud ten podejmowałem. Sucho było jak w mieszkaniu w bloku w pełni sezonu grzewczego... Szukałem ślimaka zaniedbanego Cernuella neglecta (Draparnaud 1805), którego jedyne stanowisko stąd jest właśnie podawane przez profesora Andrzeja Wiktora. Znalazłem muszle, które mogą odpowiadać opisowi, ale wszystkie mocno zwietrzałe, stare, podniszczone, a tym samym trudniejsze do pewnego oznaczenia. Żadnego żywego ślimaka, wszystko sprzed jakiegoś czasu, myślę że może nawet więcej, niż rok. Gdyby mi ktoś te muszle pokazał, to na 100% oznaczyłbym jako Xerolenta obvia. Nie mając żywych okazów, nie zweryfikuję anatomicznie, natomiast kierując się opisem z klucza mogę pokusić się o przypuszczenie, że to jednak Cernuella. Pewności nie mam i chciałbym się tam kiedyś wybrać przy sprzyjających warunkach pogodowych, tj. w czasie ciepłych deszczowych pogód.
Kamieniołom na Golińcu

Było jeszcze trzecie miejsce, które bardzo chciałem zweryfikować. Trafiłem tam, ale nie znalazłem tego, czego szukałem. Chciałem sprawdzić, czy w Dusznikach znajdę Macrogastra badia. Miejsce znalazłem, ale ślimaka nie wypatrzyłem. Inne świdrzyki znalazłem, ale nie kasztanowatego. Może przy innej okazji.
Podobnie na inną okazję przełożyć muszę wrocławskie Pilczyce, gdzie spodziewałem się w drodze powrotnej znaleźć Monacha cartusiana. Badania poznańskich malakologów potwierdziły, że populacje Monacha z Wrocławia to cartusiana. Rodzaj ten znam z Poznania (claustralis na 100%) i z Kielc (ze stanowiska, gdzie występuje claustralis). Nie udało mi się z Wrocławiem, więc też będę musiał wrócić, lub zdać się na żebraninę. Obecnie uważam, że nie mam w zbiorach Monacha cartusiana, choć ten kielecki okaz to mi tych poznańskich nie przypomina, więc może jednak...

Ziemia Kłodzka prosi się, żeby faunistycznie przyjrzeć się jej ponownie. Badania po latach pozwalają na prognozowanie zmian, na ocenę stanu zagrożenia poszczególnych gatunków. Być może udałoby się wydłużyć aktualną listę, a może okazałoby się, że lista świeci pustkami? W każdym razie turystycznie polecam ten kierunek na wypady nie tylko z okazji majówki. I jeśli tam wrócę, to nie tylko dlatego, że wciąż mój apetyt nie jest zaspokojony... Tam po prostu jest pięknie.
Wilczka w Międzygórzu przed wodospadem

Wałkówka górska

niedziela, 16 września 2018

I po XXXIV Krajowym Seminarium Malakologicznym

Zbyt intensywnie spędzałem czas w Toruniu, by móc na bieżąco zdawać relację z XXXIV Krajowego Seminarium Malakologicznego. Myślę, że może z wyjątkiem profesora Camerona z Sheffield, wszyscy uczestnicy dotarli już do domów.
Wkrótce udostępnione będą materiały konferencyjne, więc nie będę streszczał tego, co zostało powiedziane. Uwagę zwróciłem na wystąpienia morskie, jakoś szczególnie mnie zainteresowały, bo i rzadziej dotąd były prezentowane wśród malakologów. Prof. Wolnomiejski mówił o odżywianiu głowonogów na szelfie falklandzkim i bardzo mnie to ciekawiło. Prof. Kornijów mówił o nowym dla naszej fauny małżu Rangia cuneata, próbując określić przyczyny zmienności liczebności populacji w Zalewie Wiślanym. A ponieważ małż ten jest u nas nowością, referujący "poczęstował" uczestników muszlami zebranymi w Polsce. Dzięki temu moje zbiory porównawcze powiększyły się o kolejny gatunek.
Trzecim z tematów morskich był referat o zmianach w bentosie Bałtyku. Wnioski, które prezentował dr Jan Warzocha z MIR w Gdyni mogą niepokoić: na podstawie czterdziestu lat obserwacji wyraźnie widać, że dno Bałtyku umiera. Nie jest już w ogóle notowany rogowiec zwapniały Macoma calcarea, a sercówka drobna Parvicardium hauniense nie występuje już w płytkowodnych rejonach porośniętych roślinnością morską. Z każdym rokiem drastycznie zmniejsza się areał bałtyckich małży w Głębi Gdańskiej, Rynnie Słupskiej i Głębi Gotlandzkiej, a biomasa rogowca bałtyckiego Limecola balthica sukcesywnie spada. Smutne to.
Ciekawy był też debiut naukowy Izabeli Gałeckiej, która mówiła o rodzaju Lithoglyphus w osadach czwartorzędowych Europy. Młodzi adepci malakologii (mianownik wspólny: przed doktoratem) byli oceniani przez Komisję ds. Nagród SMP, która po ciężkich obradach uznała wystąpienie Ani Dzierżyńskiej-Białończyk za najlepsze wystąpienie młodego pokolenia. Tutaj warto dodać, że nagrodą w czasie przyszłorocznego KSM będzie zwolnienie z opłaty wpisowej na kolejne Seminarium. O tym jeszcze za chwilę.
Niektóre z referatów pozostawiły we mnie wątpliwości, które prowokują do poszukiwań odpowiedzi. Na przykład Aleksandra Rysiewska z UJ, badająca rodzaj maleńkich źródlarkowatych Bythinella, podała dane z badań molekularnych i anatomicznych, z których bardzo trudno wnioskować o liczbie krajowych gatunków z tego rodzaju. Nie dość, że morfologia muszli na niewiele się zdaje przy badaniu tych ślimaków, to i identyfikacja na podstawie anatomii układów rozrodczych nie idzie w parze z genetyką. Bardzo jestem ciekaw ostatecznych wniosków, które stanowić będą przygotowywany doktorat.
Były takie wystąpienia, na których siedziałem jak na tureckim kazaniu. Między innymi referaty o rewizji molekularnej Melanopsidae (które próbowałem niedawno pooznaczać z Jeziora Galilejskiego) czy bardzo porządnie przedstawione różnice w budowie układów rozrodczych przedstawicieli podrodzin Clausiilidae. Wnioskuję, że sporo jeszcze przede mną do nadrobienia.
Ucieszyłem się wystąpieniem Krzysztofa Kolendy, który mówił o zmarłym przed sześciu laty prof. Leszku Bergerze (przygotowywałem przed laty wspomnienie na tych łamach). Dla mnie to zapis coraz rzadziej występującej relacji uczeń-mistrz opartej na fascynacji i obopólnym szacunku.
Poza częścią referatową i posterową również się wiele działo. Odbyło się Walne Zebranie Członków Stowarzyszenia, w czasie którego przyjęto uchwałę o ustanowieniu Medalu im. Prof. Urbańskiego. Ustalono też, że następne (XXXV) Krajowe Seminarium Malakologiczne odbędzie się wiosną 2019 roku i zostanie zorganizowane przez malakologów ze środowiska szczecińskiego.
Było też integracyjnie i wycieczkowo (do zamku w Golubiu-Dobrzyniu). Za mało za to było samego Starego Torunia, który raczej przebiegłem w poszukiwaniu pierników, niż przeszedłem spijając ciepło gotyckich murów. Będzie na następny raz. Za to znalazłem kilka chwil, żeby pobiec nad Wisłę, gdzie próbowałem sprawdzić, czy dobiegła już tam Corbicula fluminea (nie dobiegła, ostatnie dane, jakie mam, wskazują na okolice Wyszogrodu, ale na 100% występuje już w jeziorach konińskich - wiem z Seminarium). Potwierdziłem też stanowisko Caucasotrochea vindobonensis (czyli dawnej Cepaea vindobonesis). Słowem: owocnie.
To moje trzecie KSM, w którym brałem udział. Mało czasu zostaje do kolejnego, trochę mnie to niepokoi (choćby z racji budżetu Malakofila). Warto by się tam jednak wybrać, zwłaszcza - a o tym nie wspomniałem - na przyszłorocznym Seminarium, decyzją Walnego Zebrania SMP, godnością Członka Honorowego Stowarzyszenia obdarzona zostanie prof. Beata M. Pokryszko.
To by było na tyle, o czym informuje napompowany inspiracjami - Malakofil Ślimaćkiewicz.





muszle Rangia cuneata

Jak Toruń, to musi być i Dreissena

Prof. Norbert Wolnomiejski w czasie wystąpienia

Zachód słońca nad Toruniem


wtorek, 21 października 2014

Mięczaki chronione w Polsce

Kiedy 8 października w Łopusznej zaczynało się XXX Krajowe Seminarium Malakologiczne, tego samego dnia weszło w życie opublikowane dzień wcześniej Rozporządzenie Ministra Środowiska z dn. 6 października 2014 roku w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt (Dz. U. 2014 poz. 1348). Ponieważ poprzednie rozporządzenie było z października 2011 roku i nieco różniło się zakresem, postanowiłem kilka słów skreślić na temat tego aktu wykonawczego. Pisałem już o mięczakach objętych ochroną, czas teraz na nową odsłonę.
W trzy lata po poprzednim rozporządzeniu w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt, nowe przepisy wprowadzają kilka niespodzianek. Pozwolę sobie - co jakoś jest wytłumaczalne - pominąć inne typy zwierząt, a zająć się wyłącznie mięczakami. Pragnąc uniknąć błędu pars pro toto nie będę wysuwał kategorycznych ocen, nie mniej analiza zapisów odnoszących się do mięczaków budzi mój niepokój co do jakości tych przepisów...
Według nowego rozporządzenia ochroną ścisłą objęte zostały następujące gatunki małży i ślimaków (Załącznik 1):
1.(498) Gałeczka żeberkowana Sphaerium solidum 
2.(499) Perłoródka rzeczna Margaritifera margaritifera [x]
3.(500) Skójka gruboskorupowa Unio crassus [1] [x]
4.(501) Niepozorka ojcowska Falniowskia neglectissima
5.(502) Poczwarówka pagórkowa Granaria frumentum
6.(503) Świdrzyk łamliwy Balea perversa
7.(504) Świdrzyk ozdobny Charpentiria ornata [x]
8.(505) Świdrzyk śląski Cochlodina ostata
9.(506) Świdrzyk kasztanowaty Macrogastra badia
10.(507) Świdrzyk siedmiogrodzki Vestia elata
11.(508) Ślimak tatrzański Faustina cingullelum (Chilostoma cingullelum)
12.(509) Ślimak Rossmasslera Faustina rossmaessleri (Chilostoma rossmaessleri)\
13.(510) Ślimak obrzeżony Helicodonta obvoluta
14.(511) b.p.n.g. Caseolus calculus [1]
15.(512) Ślimak  żeberkowany Helicopsis striata
16.(513) Poczwarówka pagoda Pagodulina pagodula
17.(514) Szklarka podziemna Mediterranea inopinata (Oxychilus inopinatus)
18.(515) Zatoczek łamliwy Anisus vorticulus [1]
19.(516) Poczwarówka kolumienka Columella columella
20.(517) Poczwarówka górska Pupilla alpicola
21.(518) Poczwarówka zębata Truncatellina claustralis
22.(519) Poczwarówka zwężona Vertigo angustior
23.(520) Poczwarówka północna Vertigo arctica
24.(521) Poczwarówka zwężona Vertigo moulinsiana
Objaśnienia:
(510) - liczby w nawiasach oznaczają pozycję w Załączniku nr 1 do rozporządzenia
[1] - oznacza zakaz umyślnego płoszenia lub niepokojenia
x - oznacza ochronę czynną
b.p.n.g. - brak polskiej nazwy gatunkowej

Ochroną częściową objęte zostały (Załącznik nr 2):
1.(63) Gałeczka rzeczna Sphaerium rivicola
2.(64) Groszkówka głębinowa Pisidium conventus
3.(65) Szczeżuja wielka Anodonta cygnaea
4.(66) Szczeżuja przypłaszczona Pseudoanodonta complanata
5.(67) Igliczek karpacki Acicula parcelineata
6.(68) Zawójka rzeczna Borysthenia naticina
7.(69) Źródlarka czerwonawa Bythinella metarubra
8.(70) Źródlarka żywiecka Bythinella zyvionteki
9.(71) Źródlarka Micherdzińskiego Bythinella mierdzinskii
10.(72) Pomrowik mołdawski Deroceras moldavicum
11.(73) Ślimak ostrokrawędzisty Helicigona lapicida
12.(74) Ślimak żółtawy Helix lutescens
13.(75) Ślimak winniczek Helix pomatia [4]
14.(76) Ślimak Bąkowskiego Petasina bakowskii (Trichia bakowskii)
15.(77) Ślimak Bielza Petasina bielzi (Trichia bielzi)
16.(78) Ślimak wielkozębny Perforatella dibothrion
17.(79) Błotniarka otułka Myxas glutinosa
18.(80) Pomrowiec nakrapiany Tandonia rustica
19.(81) Bursztynka piaskowa Quickella arenaria (Catinella arenaria)
20.(82) Poczwarówka Geyera Vertigo geyeri
21.(83) Poczwarówka zmienna Vertigo geesii
22.(84) Alderia niepozorna Alderia modesta
Objaśnienia j.w.
[4] - zakazy przetrzymywania, posiadania, zbywania, oferowania do sprzedaży, wymiany, darowizny, a także wywożenia poza granicę państwa, o których mowa w § 6 ust. 1 pkt 6, 10 i 11 oraz w § 7 pkt 4, 5 i 6, nie dotyczą okazów gatunków, pozyskanych poza granicą państwa i wwiezionych z zagranicy na podstawie zezwolenia regionalnego dyrektora ochrony środowiska lub Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska

Jest kilka niespodzianek. Po pierwsze, pojawia się ślimak, o którym większość malakologów w Polsce może powiedzieć, że nie występuje w naszym kraju i nigdy w nim nie występował. Mowa tu o Caseolus calculus Lowe, 1854, ślimaku żyjącym m.in na Maderze... Trafił na listę pewnie z tabel unijnych przepisów, tak przypuszczam, ale źle to świadczy chyba o prawodawcy, skoro pozwala sobie na takie niedopatrzenia... Być może za decyzją ministra stoją jakieś poważne racje, o których mi nic nie wiadomo, ale konia z rzędem temu, który ten gatunek znajdzie w Polsce na naturalnym stanowisku...
Zaskoczeniem może okazać się również wymienienie w Załączniku 2 trzech gatunków źródlarkowatych opisanych przez Falniowskiego w 1987 roku, których oznaczenia podjąć się może chyba co najwyżej sam Falniowski. Może przesadzam, ale nie znam malakologów, którzy potrafiliby odróżnić Bythinella zyvionteki od Bythinella micherdzinskii. Zapewne gatunki te zasługują na ochronę. Słyszałem, że B. zyvionteki nie występuje już na stanowiskach w okolicach Żywa, z których została opisana. W przypadku tych gatunków brak chyba dobrych pomysłów: na ochronę zasługują, ale jak tę ochronę skutecznie im zapewnić? Pojęcia nie mam.
Zaskoczyła mnie również obecność jedynego bałtyckiego ślimaka na ministerialnej liście. Ciekaw jestem, ilu ludziom udało się w Bałtyku spotkać alderię niepozorną Alderia modesta (Loven, 1844). Ten tyłoskrzelny ślimak z rzędu workojęzycznych jest nielicznym przedstawicielem podgromady w naszych wodach. Nie przekracza w polskich warunkach ok. 10 mm długości, a postępujące zanieczyszczenie wód Bałtyku przyczynia się do spadku populacji Alderii. Nie udało mi się jeszcze wypatrzeć go nigdy i wiedzę o tym, jak wygląda, czerpałem głównie z  prac Żudzińskiego...

Nie podoba mi się w rozporządzeniu systematyczny bałagan. Widać tam jakieś trzymanie się układu systematycznego, ale mało jest przekonujące. Chyba lepiej byłoby oprzeć się na starszych podziałach systematycznych, alb posłużyć się porządkiem alfabetycznym. Byłoby wygodniej, bo przecież systematyka mięczaków to obecnie wojna pozycyjna z licznymi frontalnymi atakami i przesuwaniem okopów to w jedną, to w drugą stronę, a wszystkiemu towarzyszy coraz to większe spustoszenie...

W porównaniu z poprzednim brzmieniem rozporządzenia, lista mięczaków nieco się wydłużyła, z 38 do 46 gatunków, ale zmniejszyła liczba gatunków objętych ochroną ścisłą czynną (do trzech z dziewięciu w 2011 r.). Jest również różnica w części dotyczącej ślimaka winniczka, z którą też mam pewien problem. Wprowadzono rozporządzeniem wymiar ochronny dla Helix pomatia, rozróżniając jednak na województwa. I tak w województwach: śląskim, opolskim, małopolskim, świętokrzyskim, podkarpackim i lubelskim wymiar ten wynosi 31 mm, na pozostałym obszarze 30 mm. Ten jeden milimetr różnicy musi skądś pochodzić. Nie znam jeszcze publikacji o tym traktujących, ale jeśli istnieją - znajdę je. Musi ten milimetr robić wielką różnicę, szkoda, że nie wiadomo - komu?

Jest więc kilka zmian w przepisach, z którymi warto się zapoznać. Generalnie można odnieść wrażenie, że pomimo wydłużenia list gatunków, przepisy zostały nieco złagodzone, ale bardzo nieznacznie. W rozporządzeniu mowa jest o okazach zwierząt bez doprecyzowywania o ich części, co było szczególnie istotne dla ornitologów, ale i dla malakologów może mieć znaczenie. Posiadanie bocianiego pióra to przecież nie to samo, co posiadanie okazu gatunku...
Muszę sobie dać chwilę na lepsze rozeznanie w nowych przepisach. Mam kilka tropów do detektywistycznej pasji, od choćby skąd ten maderski ślimak przylazł do Ministerstwa Środowiska... Obawiam się tylko, że zanim się tego dowiem, przepisy znów się zmienią.

środa, 14 grudnia 2011

Źródlarka karpacka Bythinella austriaca (Frauenfeld, 1859)

Jednym z założonych celów kończącego się roku było pozyskanie nieznanego mi dotąd ślimaka z rodziny Hydrobiidae źródlarka karpacka Bythinella austriaca (Frauenfeld, 1859). To jeden z tych olbrzymów w naszej malakofaunie, dlatego tym bardziej cieszę się, że 27 listopada udało mi się znaleźć kilka muszelek tego ślimaka. Z racji na postępującą jesień nie bardzo wierzyłem, że uda mi się ją w tym roku znaleźć, ale się udało.
Stanowisko znałem z literatury. Teoretycznie należało je tylko odnaleźć i sprawdzić. Z tym jednak nie było najłatwiej. Najpierw przeszukałem mapy pod kątem zbiorników wodnych odpowiadających opisowi. W następnym etapie trzeba było udać się in situ na poszukiwania. Zapytany pod sklepem autochton wyprowadził mnie w pole, dokładnie w przeciwną stronę od poszukiwanego miejsca. Nie zrażając się pierwszymi niepowodzeniami szukałem dalej. Lekko podpity i dość wulgarny autochton drugi, wpraszając się do mojego samochodu, zaproponował pilotowanie do poszukiwanego miejsca w zamian za podwiezienie do szwagra, który czekał już na kontynuację etylowej celebracji. O dziwo jednak, pomimo rauszu mojego pilota, odnalezienie stanowiska okazało się możliwe i tak po kilkunastu minutach jakże pasjonującej a przeklinającej rzeczywistość rozmowy, byłem na miejscu.
Literatura podaje występowanie źródlarki karpackiej w wywierzysku w Strzemieszycach Wielkich (to bodajże część Dąbrowy Górniczej, ale jeśli obraziłem czyjś lokalny patriotyzm, to przepraszam). Jest tam pomnik przyrody: wywierzysko, mocno przekształcone przez człowieka, ale cieszące się opinią źródła. Nawet przy mnie pewna pani nabierała w plastikowe butelki wodę z tego źródła (choć literatura podkreśla skażenie wody bakteriami E. coli). Nie byłem tam raczej mile widziany, ale bynajmniej nie z powodu źródlarki. Widząc gościa w kaloszach autochtoni pomyśleli o jednym: kolejny kłusownik polujący na pstrągi. Muszę tutaj poczynić maleńką dygresję: otóż woda w stawach przy wywierzysku jest naprawdę źródlana, to znaczy bardzo przejrzysta. Dzięki temu zobaczyć można pływające pstrągi. Mnie udało się zobaczyć dwie sztuki, takie około kilogramowe. Miejscowi są źli na nieznanych sprawców, którzy strasznie przetrzebili pstrągi w wywierzysku. Nie dziwie się im, też byłbym zły. Choć smutne było to, że nikt nie był zainteresowany tym, co to jest źródlarka karpacka...
A jest to ślimak niewielkich rozmiarów, nie przekraczający 3,2 mm wysokości skorupki. Tak podaje Piechocki (1979), natomiast Glöer (2002) ogranicza się do stwierdzenia, że muszla ma 2-3 mm wysokości. Szerokość muszli dochodzi do 1,2 – 1,8 mm. Skorupka jest wałeczkowata, złożona z 4 - 5 skrętów, oddzielonych od siebie głębokim szwem. Ostatni zwój jest mocno przypłaszczony bocznie (Piechocki, 1979). Muszla charakteryzuje się szczeliniastym, wąskim dołkiem osiowym oraz błoniastym wieczkiem o spiralnej budowie.
Źródlarka, jak sama nazwa wskazuje, związana jest z określonym środowiskiem wodnym. Preferuje zbiorniki o dobrze natlenionej, zimnej wodzie, utrzymujące stałą temperaturę. Stąd najłatwiej znaleźć ją w źródłach, strumieniach i potokach, niekiedy również w jeziorach, w górskich i wyżynnych rejonach kraju. Preferuje wody lekko alkaiczne (pH 7,2-8; wg Piechockiego, 1979), z obecnością wapnia rozpuszczonego w wodzie. Związana jest głównie z dnem i roślinnością wodną. Prawdopodobnie odżywia się zeskrobywanymi cząstkami organicznymi rozkładających się roślin.
W naszych stronach najliczniej występuje na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej oraz w Tatrach, ale spotykana jest również w Bieszczadach, Beskidzie Zachodnim, Pieninach, Sudetach oraz na Górnym Śląsku. Żelazno koło Kłodzka jest lucus typicus dla Bythinella austriaca f. ehrmanni Pax, o bardziej wysmukłej skorupce z wyraźnie skośnym szczytem. Ślimaki tego rodzaju należą do bardzo zmiennych, stąd nigdy właściwie nie ma pewności co do oznaczenia. W Polsce występuje prawdopodobnie pięć gatunków, ale niewielu jest takich, którzy potrafią je odróżnić. Niewątpliwie największym autorytetem wtej dziedzinie jest prof. Andrzej Falniowski, który opisał dla nauki trzy nowe gatunki Bythinella. Obecnie też przeważa pogląd, że B. austriaca f. cylindrica jest jednak osobnym gatunkiem, a Glöer w materiale ilustracyjnym dla B. cylindrica (Frauenfeld, 1857) przedstawia okazy z Tatr znacznie odbiegające rozmiarem od typowych okazów.
W pracy Hydrobioidea of Poland z pierwszego tomu Folia Malacologica (1987) Falniowski przedstawia następujące gatunki: B. austriaca, B. cylindrica, B. meta rubra, B. micherdzinskii,  B. zyvionteki oraz oznaczony co do rodzaju gatunek Bythinella sp., którego w późniejszej literaturze nie odnalazłem jednak jako odrębnego taksonu. Przyjąć należy więc, że na dzień dzisiejszy występuje w Polsce pięć gatunków. Ja znalazłem prawdopodobnie jeden, ale nie mam ambicji dochodzić, który to jest. Przyjmuję, że wywierzysko w Strzemieszycach Wielkich podzieliło się ze mną akurat źródlarką karpacką. I tylko zastanawiam się, czy populacja ta utrzyma się dłużej, skoro napotkała na silną konkurencję w postaci wodożytki nowozelandzkiej Potamopyrgus antipodarum. Optymistą nie jestem, ponieważ obecność w. nowozelandzkiej na ogół negatywnie wpływa na liczebność rodzimej malakofauny. Tym bardziej warto przyglądać się temu stanowisku.