Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bałtyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bałtyk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 września 2018

I po XXXIV Krajowym Seminarium Malakologicznym

Zbyt intensywnie spędzałem czas w Toruniu, by móc na bieżąco zdawać relację z XXXIV Krajowego Seminarium Malakologicznego. Myślę, że może z wyjątkiem profesora Camerona z Sheffield, wszyscy uczestnicy dotarli już do domów.
Wkrótce udostępnione będą materiały konferencyjne, więc nie będę streszczał tego, co zostało powiedziane. Uwagę zwróciłem na wystąpienia morskie, jakoś szczególnie mnie zainteresowały, bo i rzadziej dotąd były prezentowane wśród malakologów. Prof. Wolnomiejski mówił o odżywianiu głowonogów na szelfie falklandzkim i bardzo mnie to ciekawiło. Prof. Kornijów mówił o nowym dla naszej fauny małżu Rangia cuneata, próbując określić przyczyny zmienności liczebności populacji w Zalewie Wiślanym. A ponieważ małż ten jest u nas nowością, referujący "poczęstował" uczestników muszlami zebranymi w Polsce. Dzięki temu moje zbiory porównawcze powiększyły się o kolejny gatunek.
Trzecim z tematów morskich był referat o zmianach w bentosie Bałtyku. Wnioski, które prezentował dr Jan Warzocha z MIR w Gdyni mogą niepokoić: na podstawie czterdziestu lat obserwacji wyraźnie widać, że dno Bałtyku umiera. Nie jest już w ogóle notowany rogowiec zwapniały Macoma calcarea, a sercówka drobna Parvicardium hauniense nie występuje już w płytkowodnych rejonach porośniętych roślinnością morską. Z każdym rokiem drastycznie zmniejsza się areał bałtyckich małży w Głębi Gdańskiej, Rynnie Słupskiej i Głębi Gotlandzkiej, a biomasa rogowca bałtyckiego Limecola balthica sukcesywnie spada. Smutne to.
Ciekawy był też debiut naukowy Izabeli Gałeckiej, która mówiła o rodzaju Lithoglyphus w osadach czwartorzędowych Europy. Młodzi adepci malakologii (mianownik wspólny: przed doktoratem) byli oceniani przez Komisję ds. Nagród SMP, która po ciężkich obradach uznała wystąpienie Ani Dzierżyńskiej-Białończyk za najlepsze wystąpienie młodego pokolenia. Tutaj warto dodać, że nagrodą w czasie przyszłorocznego KSM będzie zwolnienie z opłaty wpisowej na kolejne Seminarium. O tym jeszcze za chwilę.
Niektóre z referatów pozostawiły we mnie wątpliwości, które prowokują do poszukiwań odpowiedzi. Na przykład Aleksandra Rysiewska z UJ, badająca rodzaj maleńkich źródlarkowatych Bythinella, podała dane z badań molekularnych i anatomicznych, z których bardzo trudno wnioskować o liczbie krajowych gatunków z tego rodzaju. Nie dość, że morfologia muszli na niewiele się zdaje przy badaniu tych ślimaków, to i identyfikacja na podstawie anatomii układów rozrodczych nie idzie w parze z genetyką. Bardzo jestem ciekaw ostatecznych wniosków, które stanowić będą przygotowywany doktorat.
Były takie wystąpienia, na których siedziałem jak na tureckim kazaniu. Między innymi referaty o rewizji molekularnej Melanopsidae (które próbowałem niedawno pooznaczać z Jeziora Galilejskiego) czy bardzo porządnie przedstawione różnice w budowie układów rozrodczych przedstawicieli podrodzin Clausiilidae. Wnioskuję, że sporo jeszcze przede mną do nadrobienia.
Ucieszyłem się wystąpieniem Krzysztofa Kolendy, który mówił o zmarłym przed sześciu laty prof. Leszku Bergerze (przygotowywałem przed laty wspomnienie na tych łamach). Dla mnie to zapis coraz rzadziej występującej relacji uczeń-mistrz opartej na fascynacji i obopólnym szacunku.
Poza częścią referatową i posterową również się wiele działo. Odbyło się Walne Zebranie Członków Stowarzyszenia, w czasie którego przyjęto uchwałę o ustanowieniu Medalu im. Prof. Urbańskiego. Ustalono też, że następne (XXXV) Krajowe Seminarium Malakologiczne odbędzie się wiosną 2019 roku i zostanie zorganizowane przez malakologów ze środowiska szczecińskiego.
Było też integracyjnie i wycieczkowo (do zamku w Golubiu-Dobrzyniu). Za mało za to było samego Starego Torunia, który raczej przebiegłem w poszukiwaniu pierników, niż przeszedłem spijając ciepło gotyckich murów. Będzie na następny raz. Za to znalazłem kilka chwil, żeby pobiec nad Wisłę, gdzie próbowałem sprawdzić, czy dobiegła już tam Corbicula fluminea (nie dobiegła, ostatnie dane, jakie mam, wskazują na okolice Wyszogrodu, ale na 100% występuje już w jeziorach konińskich - wiem z Seminarium). Potwierdziłem też stanowisko Caucasotrochea vindobonensis (czyli dawnej Cepaea vindobonesis). Słowem: owocnie.
To moje trzecie KSM, w którym brałem udział. Mało czasu zostaje do kolejnego, trochę mnie to niepokoi (choćby z racji budżetu Malakofila). Warto by się tam jednak wybrać, zwłaszcza - a o tym nie wspomniałem - na przyszłorocznym Seminarium, decyzją Walnego Zebrania SMP, godnością Członka Honorowego Stowarzyszenia obdarzona zostanie prof. Beata M. Pokryszko.
To by było na tyle, o czym informuje napompowany inspiracjami - Malakofil Ślimaćkiewicz.





muszle Rangia cuneata

Jak Toruń, to musi być i Dreissena

Prof. Norbert Wolnomiejski w czasie wystąpienia

Zachód słońca nad Toruniem


poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Prof. Ludwik Żmudziński (17.08.1928 - 08.04.2005)

Przed kilkoma dniami minęła dziewięćdziesiąta rocznica urodzin profesora Ludwika Żmudzińskiego, i choć nieco spóźniony, postanowiłem wspomnieć na swój sposób przy tej okazji postać wybitnego polskiego hydrobiologa. Jest czas urlopów, czas oblegania bałtyckich plaż i każdy, kto chciałby poznać bałtycką zwierzynę, wcześniej czy później natknie się na prace Ludwika Żmudzińskiego.
Urodzony w Lubawie w 1928 roku, w 1952 roku na warszawskiej SGGW uzyskał tytuł inżyniera, a po pięciu latach w Olsztynie obronił tytuł magistra. Był już wówczas pracownikiem Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni. Doktoryzował się również w Olsztynie (1964), ale habilitację przeprowadził w Szczecinie. Od 1979 roku, już jako profesor nadzwyczajny, związany był z Instytutem Biologii i Ochrony Środowiska Pomorskiej Akademii Pedagogicznej w Słupsku, którego pracownikiem był do końca swojego życia.
 Właściwie do wydania pracy Piechockiego i Wawrzyniak-Wydrowskiej Guide to Freshwater and Marine Mollusca of Poland (2016) popularnonaukowe opracowanie prof. Żmudzińskiego Świat zwierzęcy Bałtyku było jedynym opracowaniem w pełni prezentującym jakże ubogą bałtycką malakofaunę. A i teraz jest to jedyne wydawnictwo polskojęzyczne, w którym szukać można informacji o ślimakach i małżach naszego Bałtyku. Jest to wystarczający powód, by z ogromnego dobytku naukowego , docenić ten wkład w upowszechnienie wiedzy o Bałtyku.
W mojej biblioteczce znajduje się egzemplarz drugiego wydania wspomnianej pracy, z 1990 roku. Mniej więcej w tym czasie spotkałem się pierwszy raz z tym opracowaniem i zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. W specjalnym zeszycie miałem przerysowane wszystkie mięczaki tam zilustrowane...
Minęło już kilkanaście lat od jego śmierci. I kilkadziesiąt od wydania popularnej monografii fauny Bałtyku. Chyba już czas, aby w końcu światło ujrzało nowe opracowanie tego zagadnienia. Wiem, że takie już jest, ale utknęło gdzieś na Wilczej w Warszawie. Przez szacunek dla poprzednich pokoleń badaczy i popularyzatorów, Warszawo - obudź się i zróbże kolejny krok. Czytelnik prosi...


Korzystałem ze wspomnienia autorstwa Zbigniewa Mudryka opublikowanego w Zeszycie I z 2006 r. Wiadomości Hydrobiologicznych. Fotografia prof. Żmudzińskiego pochodzi z cytowanego źródła.

piątek, 14 lipca 2017

Zanim pójdę na plażę

Jest szansa, że pojadę w tym roku nad morze, nasze polskie, zimne, kochane, Morze. Jeszcze nie teraz, jeszcze muszę poczekać na urlop, ale perspektywa jest. Więc trzeba się przygotować do wyjazdu, bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie. A tegoroczne przygotowania postanowiłem poprowadzić w zupełnie inną niż dotychczas stronę. Zostałem do tego sprowokowany nieco jednym z moich bibliofilskich nabytków, który stał się powodem pewnych zaskoczeń, o których wspomnę poniżej.
Utyskiwałem niejednokrotnie na ubóstwo naszej rodzimej malakofauny. Żeby zrozumieć ten stan rzeczy trzeba jednak nie gniewać się na ślimaki, tylko spojrzeć na ustalenia geologów i tam szukać przyczyn tego stanu rzeczy. Bo nie zawsze tak było. Winę ponoszą przede wszystkim zlodowacenia, które w czwartorzędzie rozdawały karty w tej części Europy. Napierający od północy lądolód niszczył stopniowo wszystko, co przed nim, a ustępując, tworzył warunki do kolonizacji określonym gatunkom w określonym czasie. Ponieważ geografia naszego kraju jest taka, że morze mamy na północy, a góry na południu, stąd sytuacja mięczaków w okresach interglacjalnych nie była za ciekawa: uciec przed lodowcem może by się udało, gdyby nie bariera Karpat na południu. Te same Karpaty stanowiły również barierę w ekspansji gatunków z południa, kiedy u nas puszczały lody. Może tylko dla uczciwości dopowiem, że mówiąc o zlodowaceniach nie mówimy o jednej czy drugiej sroższej zimie, ale o trwających tysiącami lat procesach klimatycznych przekształcających właściwie całą północną półkulę. Przynajmniej czterokrotnie obszary naszego kraju, w różnym stopniu, znajdowały się pod lodem na długie tysiące lat. I choć w geologicznej skali czasu to tylko ułamki, dla historycznego myślenia to wartości ogromne. Dzięki pracy geologów wiemy jednak, jak kształtował się klimat w określonych epokach i jakie miało to konsekwencje dla żyjących tutaj zwierząt. W moje ręce wpadła ostatnio książka Sylwestra Skompskiego pt. Fauna czwartorzędowa Polski. Bezkręgowce. Wydana przed ponad ćwierćwieczem straciła już dużo na aktualności, ale nie w sensie niezgodności, co w sensie ilościowym: dobrze byłoby pamiętać, że ćwierćwiecze to długi dla nauki okres i owoce naukowych dociekań mogłyby znacząco uzupełnić przygotowaną wówczas publikację. W rozdziale poświęconym mięczakom podaje Skompski kilkadziesiąt gatunków mięczaków, które w czwartorzędzie (a więc na przestrzeni ostatnich 2.580 tysięcy lat) występowały na terenach dzisiejszej Polski. Jest to zbiór danych z literatury oraz badań własnych autora, obejmujących zapis kopalny mięczaków w najmłodszym okresie geologicznym.  Skompski wymienia następujące gatunki reprezentowane w pokładach geologicznych czwartorzędu dzisiejszej Polski:
Ślimaki:
  1. Theodoxus fluviatilis
  2. T. serratiliniformis
  3. Viviparus contectus
  4. V. viviparus
  5. V. diluvianus
  6. V. politus
  7. V. striatus
  8. Valvata cristata
  9. V. piscinalis
  10. V. pulchella
  11. V. naticina
  12. Lacuna vincta
  13. Littorina littorea
  14. Rissoa membranacea
  15. R. inconspicua
  16. Hydrobia balthica
  17. H. ulvae
  18. Ventrosia stagnorum
  19. Paladilhia (=Belgrandia) marginata
  20. Potamopytrgus jenkinsi
  21. Marstoniopsis scholtzi
  22. Lithoglyphus naticoides
  23. L. jahni
  24. Bithynia tentaculata
  25. B. leachi
  26. Acicula polita
  27. Fagotia acicularis
  28. Bittium reticulatum
  29. Scala clathrus
  30. Nassa reticulata
  31. Diaphana minuta
  32. Odostomia pallida
  33. Chrysalida spirali
  34. Eulimella nitidissima
  35. Carychium minimum
  36. C. tridentatum
  37. Aplexa hypnorum
  38. Physa acuta
  39. Ph. fontinalis
  40. Lymnaea stagnalis
  41. L. corvus
  42. L. turricula
  43. L. truncatula
  44. L. peregra
  45. L. (=Myxas) glutinosa
  46. Planorbarius corneus
  47. Planorbis plan orbis
  48. P. carinatus
  49. Anisus septemgyratus
  50. A. spirorbis
  51. A. leucostomus
  52. A. vortex
  53. A. vorticuls
  54. A. contortus
  55. Gyraulus albus
  56. G. laevis
  57. G. rossmaessleri
  58. G. acronicus
  59. G. riparius
  60. Armiger crista
  61. Hippeutis complanatus
  62. Segmentina nitida
  63. Menetus dilatatus
  64. Ancylus fluviatilis
  65. Acroloxus lacustris
  66. Cochlicopa lubrica
  67. C. nitens
  68. C. lubricella
  69. Columella Columella
  70. Truncatellina cylindrica
  71. Vertigo angustior
  72. V. antivertigo
  73. V. pygmaea
  74. V. substriata
  75. V. pseudosubstriata
  76. V. arctica
  77. V. parcedentata
  78. Pupilla muscorum
  79. P. sterri
  80. P. loessica
  81. Vallonia cos tata
  82. V. pulchella
  83. V. ennensis
  84. V. tenuilabris
  85. Acanthinula aculeata
  86. Gastrocopta serotina
  87. G. turgida
  88. Abida intrusa
  89. Chondrula tridens
  90. Succinea putris
  91. S. oblonga
  92. Oxyloma elegans
  93. Punctum pygmaeum
  94. Discus rotundatus
  95. D. ruderatus
  96. D. perspectivus
  97. Vitrea transsylvanica
  98. Nesovitrea hammonis
  99. N. petronella
  100. Aegopinella pura
  101. Ae. lozekiana
  102. Ae. ressmanni
  103. Oxychilus depressus
  104. O. inopinatus
  105. Zonitoides nitidus
  106. Z. sepultus
  107. Euconulus fulvus
  108. Cochlodina cerata
  109. Macrogastra ventricosa
  110. M. densestriata
  111. M. tumida
  112. M. plicatula
  113. Balea biplicata
  114. Lacinaria plicata
  115. Vestia turgida
  116. Bulgarica cana
  117. Bradybaena fruticum
  118. Helicella obvia
  119. Helicopsis striata
  120. Perforatella rubiginosa
  121. P. incarnata
  122. P. vicina
  123. P. bidentata
  124. P. dibothryon
  125. Trichia unidentata
  126. T. hispida
  127. Euomphalia strigella
  128. Helicodonta obvoluta
  129. Soosia diodonta
  130. Helicigona lapicida
  131. Chilostoma banaticum
  132. C. faustinum
  133. Arianta arbustorum
  134. Isognomastoma isognomastoma
  135. Cepaea vindobonensis
  136. C. hortensis
  137. C. nemoralis
  138. Helix pomatia
oraz małże:

  1. Portlandia (=Yoldia) arctica
  2. Brachydontes lineatus
  3. Mytilus edulis
  4. Unnio pictorum
  5. U. crassus
  6. Pseudanodonta complanata
  7. Astarte borealis
  8. Divaricella divaricata
  9. Mysella bidentata
  10. Cardium lamarcki
  11. C. paucicostatum
  12. Spisula subrtuncata
  13. Macoma balthica
  14. Mya arenaria
  15. Scrobicularia plana
  16. Dreissena polymorpha
  17. Arctica (=Cyprina) islandica
  18. Corbicula fluminalis
  19. Pisidium amnicum
  20. P. sulcatum (=astardoides)
  21. P. henslovanum
  22. P. supinum
  23. P. milium
  24. P. subtruncatum
  25. P. nitidum
  26. P. lilljeborgi
  27. P. pulchellum
  28. P. casertanum
  29. P. obtusale
  30. P. moitessierianum
  31. Sphaerium rivicola
  32. S. solidum
  33. S. corneum
  34. S. lacustre
  35. Venerupis aurea senescens
Nazwy podałem według zapisu stosowanego przez autora publikacji, dziś trzeba by dopisać wiele synonimów, a przede wszystkim dostosować do obowiązującego nazewnictwa. Lista wymaga pewnego komentarza. Z powyższych gatunków posiadam w swoich zbiorach dwie muszle Nassarius reticulatus z interglacjału eemskiego z okolic Mikoszewa. To niewiele jak na 173 gatunki obecne w osadach czwartorzędowych. Część z wymienionych gatunków już wymarła i znana jest wyłącznie z zapisu kopalnego, np. Pupilla loessica. Inne gatunki, jak np. Littorina littorea są dość rozpowszechnione na świecie, ale nie występują na naszym terenie. Tak jest też ze wspomnianym Nassarius reticulatus, którego dziś znaleźć można w wielu ciepłych wodach morskich, ale nie w Bałtyku. No chyba że znajdzie się jakaś pusta muszla w wypłukanych starszych depozytach.
Przynajmniej jeden gatunek wydaje mi się być tutaj nie na miejscu, a mianowicie Potamopyrgus antipodarum (=jenkinsi). Wydaje mi się, że musiało nastąpić błędne zidentyfikowanie gatunku, ale nie wiem, z jakiego źródła pochodzi informacja o występowaniu P. antipodarum. Upieram się, że to zwierzę pochodzi z półkuli południowej i nie mogło u nas żyć przed kolonizacją w XIX-XX wieku. Zaskoczeniem dla nie było pojawienie się Corbicula fluminalis. Według zapisu geologicznego wymarła tutaj pod koniec interglacjału mazowieckiego. Zatem w odniesieniu do dzisiejszego podboju należałoby bardziej mówić o rekolonizacji naszych wód, a określenie "gatunek obcy" wydaje się być w takim ujęciu nie na miejscu... Podobnie oczywiście rzecz się ma z Dresissena polymorpha i z Lithoglyphus naticoides, wymienianych jako gatunki obce. Zastanawia mnie, czy można tu mówić o jakimś szczególnym mechanizmie rekolonizacji, muszę poszukać, poczytać, popytać, bo bardzo to interesujące.
Spośród wymienionych małży nie występuje u nas dziś już 11-12 gatunków. Ślimaków jest zdecydowanie więcej wśród nieobecnych, naliczyłem 27 gatunków, łącznie z gatunkami obecnie wymarłymi. Znów nie mam jasności co do gatunków, o których współcześnie sądzi się, że są elementem obcym w naszej malakofaunie, a mianowicie Physa acuta i  Menetus dilatatus. Muszę zrewidować swoje poglądy na temat pojęcia "gatunek obcy".
To, co widzimy jadąc na wakacje, to przekształcony przez człowieka świat po ostatnim zlodowaceniu. Kiedyś, jeśli Ziemia sobie z nami poradzi, tworzyć będziemy kolejne warstwy geologiczne, w których oprócz depozytów naturalnych trafiać się będą artefakty z wszechobecnym plastikiem. Warto postudiować czasem informacje o kształcie naszych ziem przed setkami tysięcy lat, otwiera to bowiem wiele nowych perspektyw i wyjaśnia wiele wątpliwości. I rodzi wiele nowych, ale przecież czyż nie po to jest czas urlopu, aby odkrywać nowe rzeczy?

Nassarius reticulatus z interglacjału eemskiego, Mikoszewo

S. Skompski. 1991. Fauna czwartorzędowa Polski. Bezkręgowce. Warszawa, WUW, 238pp.
  

wtorek, 21 października 2014

Mięczaki chronione w Polsce

Kiedy 8 października w Łopusznej zaczynało się XXX Krajowe Seminarium Malakologiczne, tego samego dnia weszło w życie opublikowane dzień wcześniej Rozporządzenie Ministra Środowiska z dn. 6 października 2014 roku w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt (Dz. U. 2014 poz. 1348). Ponieważ poprzednie rozporządzenie było z października 2011 roku i nieco różniło się zakresem, postanowiłem kilka słów skreślić na temat tego aktu wykonawczego. Pisałem już o mięczakach objętych ochroną, czas teraz na nową odsłonę.
W trzy lata po poprzednim rozporządzeniu w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt, nowe przepisy wprowadzają kilka niespodzianek. Pozwolę sobie - co jakoś jest wytłumaczalne - pominąć inne typy zwierząt, a zająć się wyłącznie mięczakami. Pragnąc uniknąć błędu pars pro toto nie będę wysuwał kategorycznych ocen, nie mniej analiza zapisów odnoszących się do mięczaków budzi mój niepokój co do jakości tych przepisów...
Według nowego rozporządzenia ochroną ścisłą objęte zostały następujące gatunki małży i ślimaków (Załącznik 1):
1.(498) Gałeczka żeberkowana Sphaerium solidum 
2.(499) Perłoródka rzeczna Margaritifera margaritifera [x]
3.(500) Skójka gruboskorupowa Unio crassus [1] [x]
4.(501) Niepozorka ojcowska Falniowskia neglectissima
5.(502) Poczwarówka pagórkowa Granaria frumentum
6.(503) Świdrzyk łamliwy Balea perversa
7.(504) Świdrzyk ozdobny Charpentiria ornata [x]
8.(505) Świdrzyk śląski Cochlodina ostata
9.(506) Świdrzyk kasztanowaty Macrogastra badia
10.(507) Świdrzyk siedmiogrodzki Vestia elata
11.(508) Ślimak tatrzański Faustina cingullelum (Chilostoma cingullelum)
12.(509) Ślimak Rossmasslera Faustina rossmaessleri (Chilostoma rossmaessleri)\
13.(510) Ślimak obrzeżony Helicodonta obvoluta
14.(511) b.p.n.g. Caseolus calculus [1]
15.(512) Ślimak  żeberkowany Helicopsis striata
16.(513) Poczwarówka pagoda Pagodulina pagodula
17.(514) Szklarka podziemna Mediterranea inopinata (Oxychilus inopinatus)
18.(515) Zatoczek łamliwy Anisus vorticulus [1]
19.(516) Poczwarówka kolumienka Columella columella
20.(517) Poczwarówka górska Pupilla alpicola
21.(518) Poczwarówka zębata Truncatellina claustralis
22.(519) Poczwarówka zwężona Vertigo angustior
23.(520) Poczwarówka północna Vertigo arctica
24.(521) Poczwarówka zwężona Vertigo moulinsiana
Objaśnienia:
(510) - liczby w nawiasach oznaczają pozycję w Załączniku nr 1 do rozporządzenia
[1] - oznacza zakaz umyślnego płoszenia lub niepokojenia
x - oznacza ochronę czynną
b.p.n.g. - brak polskiej nazwy gatunkowej

Ochroną częściową objęte zostały (Załącznik nr 2):
1.(63) Gałeczka rzeczna Sphaerium rivicola
2.(64) Groszkówka głębinowa Pisidium conventus
3.(65) Szczeżuja wielka Anodonta cygnaea
4.(66) Szczeżuja przypłaszczona Pseudoanodonta complanata
5.(67) Igliczek karpacki Acicula parcelineata
6.(68) Zawójka rzeczna Borysthenia naticina
7.(69) Źródlarka czerwonawa Bythinella metarubra
8.(70) Źródlarka żywiecka Bythinella zyvionteki
9.(71) Źródlarka Micherdzińskiego Bythinella mierdzinskii
10.(72) Pomrowik mołdawski Deroceras moldavicum
11.(73) Ślimak ostrokrawędzisty Helicigona lapicida
12.(74) Ślimak żółtawy Helix lutescens
13.(75) Ślimak winniczek Helix pomatia [4]
14.(76) Ślimak Bąkowskiego Petasina bakowskii (Trichia bakowskii)
15.(77) Ślimak Bielza Petasina bielzi (Trichia bielzi)
16.(78) Ślimak wielkozębny Perforatella dibothrion
17.(79) Błotniarka otułka Myxas glutinosa
18.(80) Pomrowiec nakrapiany Tandonia rustica
19.(81) Bursztynka piaskowa Quickella arenaria (Catinella arenaria)
20.(82) Poczwarówka Geyera Vertigo geyeri
21.(83) Poczwarówka zmienna Vertigo geesii
22.(84) Alderia niepozorna Alderia modesta
Objaśnienia j.w.
[4] - zakazy przetrzymywania, posiadania, zbywania, oferowania do sprzedaży, wymiany, darowizny, a także wywożenia poza granicę państwa, o których mowa w § 6 ust. 1 pkt 6, 10 i 11 oraz w § 7 pkt 4, 5 i 6, nie dotyczą okazów gatunków, pozyskanych poza granicą państwa i wwiezionych z zagranicy na podstawie zezwolenia regionalnego dyrektora ochrony środowiska lub Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska

Jest kilka niespodzianek. Po pierwsze, pojawia się ślimak, o którym większość malakologów w Polsce może powiedzieć, że nie występuje w naszym kraju i nigdy w nim nie występował. Mowa tu o Caseolus calculus Lowe, 1854, ślimaku żyjącym m.in na Maderze... Trafił na listę pewnie z tabel unijnych przepisów, tak przypuszczam, ale źle to świadczy chyba o prawodawcy, skoro pozwala sobie na takie niedopatrzenia... Być może za decyzją ministra stoją jakieś poważne racje, o których mi nic nie wiadomo, ale konia z rzędem temu, który ten gatunek znajdzie w Polsce na naturalnym stanowisku...
Zaskoczeniem może okazać się również wymienienie w Załączniku 2 trzech gatunków źródlarkowatych opisanych przez Falniowskiego w 1987 roku, których oznaczenia podjąć się może chyba co najwyżej sam Falniowski. Może przesadzam, ale nie znam malakologów, którzy potrafiliby odróżnić Bythinella zyvionteki od Bythinella micherdzinskii. Zapewne gatunki te zasługują na ochronę. Słyszałem, że B. zyvionteki nie występuje już na stanowiskach w okolicach Żywa, z których została opisana. W przypadku tych gatunków brak chyba dobrych pomysłów: na ochronę zasługują, ale jak tę ochronę skutecznie im zapewnić? Pojęcia nie mam.
Zaskoczyła mnie również obecność jedynego bałtyckiego ślimaka na ministerialnej liście. Ciekaw jestem, ilu ludziom udało się w Bałtyku spotkać alderię niepozorną Alderia modesta (Loven, 1844). Ten tyłoskrzelny ślimak z rzędu workojęzycznych jest nielicznym przedstawicielem podgromady w naszych wodach. Nie przekracza w polskich warunkach ok. 10 mm długości, a postępujące zanieczyszczenie wód Bałtyku przyczynia się do spadku populacji Alderii. Nie udało mi się jeszcze wypatrzeć go nigdy i wiedzę o tym, jak wygląda, czerpałem głównie z  prac Żudzińskiego...

Nie podoba mi się w rozporządzeniu systematyczny bałagan. Widać tam jakieś trzymanie się układu systematycznego, ale mało jest przekonujące. Chyba lepiej byłoby oprzeć się na starszych podziałach systematycznych, alb posłużyć się porządkiem alfabetycznym. Byłoby wygodniej, bo przecież systematyka mięczaków to obecnie wojna pozycyjna z licznymi frontalnymi atakami i przesuwaniem okopów to w jedną, to w drugą stronę, a wszystkiemu towarzyszy coraz to większe spustoszenie...

W porównaniu z poprzednim brzmieniem rozporządzenia, lista mięczaków nieco się wydłużyła, z 38 do 46 gatunków, ale zmniejszyła liczba gatunków objętych ochroną ścisłą czynną (do trzech z dziewięciu w 2011 r.). Jest również różnica w części dotyczącej ślimaka winniczka, z którą też mam pewien problem. Wprowadzono rozporządzeniem wymiar ochronny dla Helix pomatia, rozróżniając jednak na województwa. I tak w województwach: śląskim, opolskim, małopolskim, świętokrzyskim, podkarpackim i lubelskim wymiar ten wynosi 31 mm, na pozostałym obszarze 30 mm. Ten jeden milimetr różnicy musi skądś pochodzić. Nie znam jeszcze publikacji o tym traktujących, ale jeśli istnieją - znajdę je. Musi ten milimetr robić wielką różnicę, szkoda, że nie wiadomo - komu?

Jest więc kilka zmian w przepisach, z którymi warto się zapoznać. Generalnie można odnieść wrażenie, że pomimo wydłużenia list gatunków, przepisy zostały nieco złagodzone, ale bardzo nieznacznie. W rozporządzeniu mowa jest o okazach zwierząt bez doprecyzowywania o ich części, co było szczególnie istotne dla ornitologów, ale i dla malakologów może mieć znaczenie. Posiadanie bocianiego pióra to przecież nie to samo, co posiadanie okazu gatunku...
Muszę sobie dać chwilę na lepsze rozeznanie w nowych przepisach. Mam kilka tropów do detektywistycznej pasji, od choćby skąd ten maderski ślimak przylazł do Ministerstwa Środowiska... Obawiam się tylko, że zanim się tego dowiem, przepisy znów się zmienią.

poniedziałek, 22 września 2014

XXX Krajowe Seminarium Malakologiczne, cz. II

Już tylko kilkanaście dni pozostało do inauguracji XXX Krajowego Seminarium Malakologicznego, które w tym roku odbędzie się w Łopusznej koło Nowego Targu. Przez te kilkanaście dni trzeba będzie się jeszcze napocić nieco, zanim powie się omnia parata, ale zdaje się, że organizatorzy dopinają resztkę przygotowań na przysłowiowy ostatni guzik (kto wie, czy nie sochociński;). Otrzymałem kolejny komunikat organizacyjny, z którego wyłuszczyłem m.in, że przewidziano 37 referatów i komunikatów, sesję posterową, wycieczkę (spływ Dunajcem), walne zebranie członków Stowarzyszenia Malakologów Polskich... Kilka wystąpień zapowiada się ciekawie i z pewnością będę  na nie polował. Prof. Anna Stańczykowska i prof. Krzysztof Lewandowski podsumują sześćdziesiąt lat polskich badań nad Dreissena polymorpha, Małgorzata Marzec zreferuje występowanie ślimaków lądowych na pożarzyskach na bagnach biebrzańskich, Tomasz Kałuski spróbuje odpowiedzieć, czy Arion lusitanicus i  A. vulgaris to jeden czy dwa gatunki?, prof. Stefan Alexandrowicz omówi holoceńską malakofaunę Puszczy Kampinoskiej, a doc. Ewa Stworzewicz i prof. Beata Pokryszko zidentyfikują eoceńskie ślimaki bałtyckiego bursztynu. Ciekawie zapowiada się również wystąpienie szanownego jubilata prof. Andrzeja Samka, który w czerwcu tego roku skończył 90 lat, a na seminarium opowie o mięczakach jako wzorcu w technice i sztuce. Na to wystąpienie czekać będę chyba z największym zniecierpliwieniem, bo ze wszystkich tematów interdyscyplinarność malakologii jest mi zawsze najbliższa...

Jeśli warunki techniczne na to pozwolą, kolejna informacja będzie relacją z Seminarium "na żywo", jeśli jednak plan się nie powiedzie, obiecuję obfitszą relację post factum.

środa, 16 lipca 2014

Rozdepka rzeczna Theodoxus fluviatilis (Linnaeus, 1758)

Na tle krajowych ślimaków, ten wyróżnia się pod kilkoma przynajmniej względami. Rozmiarami może nie odstaje - znajduje się w grupie średniaków - ale jeśli chodzi o grubość muszli - jest już w peletonie. To ślimak o bodajże najbardziej grubościennej muszli spośród naszych przedstawicieli Gastropoda. Mocna, grubościenna, wapienna muszla z ujściem w kształcie litery D, otoczonym białawo-perłową wargą wyraźnie odróżnia ten gatunek od pozostałych ślimaków zamieszkujących nasze wody.
Przez długi czas nie bardzo mogłem sobie wyobrazić, jak to stworzenie wygląda. Jakieś ćwierć wieku temu znałem go tylko z książki prof. Stańczykowskiej Zwierzęta bezkręgowe naszych wód, a rycina tam zawarta jakoś akurat najlepsza nie była (choć sama książka rewelacyjna i bardzo na początku przygody z malakologią przydatna).
W moich rodzinnych stronach ślimaka tego nie widywałem i nie widuję. Nie wiem, gdzie by go szukać najbliżej, nie przyjrzałem się też w literaturze stanowiskom, o których mógłbym powiedzieć, że blisko mnie. Znam rozdepkę rzeczną Theodoxus fluviatilis głównie z północy Polski, z Warmii, Mazur, z Pomorza Słowińskiego, z Północnego Mazowsza, z Jeziora Gopło... Nigdy nie udało mi się znaleźć jej na bałtyckich plażach, choć jest gatunkiem, który zamieszkuje słonawe wody Bałtyku. Ta słonawowodna forma, zwana littoralis charakteryzuje się nieco mniejszymi rozmiarami muszli niż forma typowa i dochodzi do 8 mm długości. Może kiedyś w końcu mi się uda ją odnaleźć. Tymczasem znane mi słodkowodne formy zadziwiają przede wszystkim zmiennością ubarwienia muszli. Jest to gatunek bardzo zmienny, znajduje się muszle żółtawe, jasnooliwkowoszare, oliwkowozielonawe, brązowawe po czarne. Takie czarne wyławiałem na przykład z Wkry koło Strzegowa, na ogól jednak podstawową formą kolorystyczną jest tonacja oliwki. Co innego puste muszle. Tutaj gama kolorów jest jeszcze szersza i nietrudno znaleźć muszle różowe, czerwonawe czy nawet fioletowe. Z deseniem na muszli, na ogół w postaci jaśniejszych plamek, daje to efekt w postaci niezwykle ciekawych układów. Równie ciekawie wygląda wieczko tego ślimaka, nie mające odpowiednika u żadnego z krajowych gatunków. Jest ono wyposażone w wyraźny haczyk, dzięki któremu łatwo rozpoznać, do kogo należało.
Muszla, która dorasta do 14 mm, zbudowana jest z 2-3 skrętów, z czego ostatni stanowi około 4/5 całości muszli. Wierzchołek jest słabo wystający poza obrys skorupki, co sprawia, że przypomina ona jajko przecięte na pół po dłuższej osi symetrii.
Gatunek związany jest z litoralem, preferuje dobrze natlenione wody, toleruje falowanie i silny prąd. Na ogół spotyka się go na przedmiotach zanurzonych w wodzie: kamieniach, gałęziach, elementach zabudowy hydrotechnicznej. Również na muszlach większych mięczaków, zwłaszcza małży. Potrafi występować w bardzo licznych skupiskach, dochodzących nawet do 1000 osobników na m kw. W Krutyni, gdzie się mu ostatnio przyglądałem, miejscami jest bardzo liczny, ale na odcinkach o piaszczystym dnie trafia się rzadko. Zdecydowanie najlepiej szukać go tam, gdzie nie brak na dnie kamieni. Zeskrobuje z nich glony, którymi się odżywia.
Z powodu pogarszającej się jakości wód, w wielu miejscach staje się gatunkiem rzadkim. W Czechach podobno wyginął, a w Niemczech i Szwajcarii uznawany jest za zagrożony. Dzieje się tak głównie z powodu eutrofizacji wód i zmianie warunków tlenowych z tym związanych. W Polsce uważana jest za gatunek pospolity, zwłaszcza w północnej części kraju, co nie oznacza, że tak będzie zawsze. Przejażdżka po kraju pokazuje, że w wielu miejscach nasze rzeki częściej przypominają talerz zupy niż szklankę wody...



Theodoxus fluviatilis, Krutynia 2014

piątek, 14 września 2012

Zespół odstawienny

 Za oknem pada. I całe szczęście. Nie będzie deszczu, nie będzie grzybów, a bez grzybów to co to za jesień?

Zostało do jej przyjścia jeszcze parę dni, wiele jednak wskazuje, że może przyjść wcześniej. Płakał nie będę, co nie znaczy, że znudziło mi się lato. Właściwie niewiele z niego skorzystałem, co też widać w częstotliwości wpisów na blogu. Niestety…
A po kolei. Nawet byłem na urlopie. Serio. Nad morzem. Nad naszym, jedynym do którego mamy dostęp, nad Bałtykiem. I żeby nie było niedomówień: pływałem w nim. Udało mi się dwa dni zaznać takiej pogody, że wejście do morza nie było tożsame z postradaniem zmysłów. A woda – jak to w Bałtyku, prędzej zmrozi niż oparzy.
Pomorze Słowińskie charakteryzuje się piaszczystymi plażami i dość łagodnym brzegiem. I ubóstwem mięczaków, niestety! Z napływek nie dało się nic ciekawego wydobyć, a bardzo napalałem się na wodożytki. Bez efektu tym razem.
Kiedy jednak pogoda nie sprzyjała pływaniu (czytaj: wykonywaniu nieskoordynowanych ruchów kończyn celem utrzymania się na powierzchni wody lub przemieszczenia się w kierunku odwrotnym do znikającego horyzontu), ratunkiem były okoliczne atrakcje. Przede wszystkim Słowiński Park Narodowy. Nie dotarłem nigdy do opracowań poświęconych malakofaunie SPN, niektóre źródła podają liczbę 73 stwierdzonych mięczaków. W czasie wypraw do Czołpina, Rąbki czy do Kluk zerkałem na prawo i lewo rozglądając się za ślimactwem. Jeżeli coś wypatrzyłem, to pospolite raczej gatunki, zagrzebki, żyworódki, zatoczki i błotniarki, a z lądowych bursztynki i śliniki. Te ostatnie nawet ładne, czarne, połyskujące jak świeżo zastygła smoła. Rzecz jasna, że gdybym chodził po terenach Parku, pewnie wypatrzyłbym dużo więcej, ale ograniczyłem się tylko do dostępnych ścieżek, stąd skąpe te moje obserwacje. Chociaż – przypominam sobie, że w okolicach Mielna i Unieścia (to dużo bardziej na zachód) widywałem na piaszczystych klifach ślimaki (gajowego C. nemoralis i ogrodowego C. hortensis), których nie widziałem na piaszczystych brzegach lasów Parku. C. nemoralis jako synantrop jest bardzo pospolity w Łebie, ale w samym SPN go nie zauważyłem. Ciekawi mnie, czy któryś z krajowych ślimaków byłby w stanie tworzyć populacje na ruchomych wydmach słowińskich, w jakże nieprzychylnych dla życia warunkach…
Miejscem, w którym przez chwilę zapuściłem się na polowanie, był kanał Chełst w Łebie, na odcinku w pobliżu portu. Nie wiem, czy tam jest jeszcze rzeką, czy już kanałem. Ponoć Chełst jedną z najczystszych rzek na Pomorzu. Być może, ale wypływając z Jeziora Sarbsko i płynąc przez Łebę nie potwierdza już tej tezy. Nie mniej jakieś życie w nim jest (w niej? Nie wiem jak odmieniać przez rodzaje). W tym roku rozszerzyłem listę znanych mi gatunków zamieszkujących Chełst o Acroloxus lacustris i Unio tumidus, których w 2008 roku nie wypatrzyłem. Z najciekawszych gatunków tam występujących na prowadzenie w subiektywnym rankingu wysuwa się rozdepka rzeczna Theodoxus fluviatilis. Uważam, że to najpiękniejszy ślimak spotykany naszych wodach.
Wróciłem z urlopu z ogromnym niedosytem. Polityka obserwacji i z boku w połączeniu ze kilkuminutowymi wypadami od dawna mnie nie satysfakcjonuje. Marzy mi się w woderach, z kasarkiem lub dragą pobrodzić po rzekach, rzeczkach czy kanałach w poszukiwaniu interesujących mnie stworzeń. Tutaj pozwolę sobie na dygresję: kiedy łaziłem wzdłuż brzegu kanału, napotkało mnie czterech łebskich autochtonów napływowych (pewnie trzecie pokolenie osadników), mniej wpływowych, za to bardziej pod wpływem;) Nie mogło umknąć ich uwadze, że w wodzie stoi ktoś, kto nie łowi ryb. Przez chwilę trwała dyskusja „o nim”, czyli o mnie, po czym jeden z bardziej już wpłyniętych (a nie było jeszcze jedenastej, nie mówiąc o trzynastej!) – wykazując się sporą błyskotliwością, spytał, czy szukam na przynętę i czy na to biorą ryby. Kiedy zaprzeczyłem, retorycznie zapytał: „No to po chuj?” I to jedno z najbardziej frapujących pytań, jakie usłyszałem w czasie wakacji. Wciąż nie znałbym na nie odpowiedzi, gdyby nie to – jak zaznaczyłem – że było to pytanie retoryczne. Po krótkiej chwili zawieszenia, potęgującej napięcie (wspaniała zagrywka retoryczna, zarezerwowana dla dobrych mówców), mój nieznajomy rozmówca odpowiedział: „Pewnie naukowiec”. I opowiedział jako to słyszał, że ponoć ktoś tam kiedyś tam komuś tam zapłacił stówę za rybę, pod warunkiem żeby jej flaków nie wyrywać, bo on tych rybich flaków do badań potrzebuje. Zauroczyła mnie odpowiedź łebskiego filozofa po kilku Łebskich krótko pasteryzowanych w temperaturze 70°C (tak się reklamuje miejscowe piwo, całkiem porządne). Skłamałem. Przytaknąłem mu. No bo tak sobie pomyślałem, że fajnie być choć przez chwilę naukowcem. Taki naukowiec to – w oczach autochtonów – musi być wariat innej maści, taki głupek, tyle że nie groźny. Na szczęście nie zaoferowali mi odsprzedaży rybich flaków za stówę, bo trudno byłoby mi z tak intratnego interesu (dla dobra nauki!) się wycofać.
Swoją drogą: pragmatyzm jednak nie jest ostatecznym kryterium. Okazuje się, że oto żyją jeszcze ludzie, dla których etos nauki jest ważniejszy niż to, czy „Na to można łowić ryby”… Budujące i pokrzepiające.
Nienasycony w sercu głód, 
bo za jednym nocnym chłodem – drugi chłód...
Nie spoczniemy, 
nim dojdziemy, 
nim zajdziemy 
w siódmy las, 
więc po drodze, 
więc po drodze 
zaśpiewajmy
jeszcze raz! 
Tak nuciłem sobie pod nosem słowa Osieckiej do melodii Krajewskiego (rewelacyjny duet!) wracając z urlopu mając w głowie perspektywę wyjazdu do Warszawy. Czułem się nienasycony i w głowie tkałem misterną sieć planów kolejnych ślimaczych podbojów. Ale, jako że babie lato blisko, sieci się porwały i pofrunęły z wiatrem, i jedna z nich tylko zaczepiła się na Wiśle. Otóż wyczytałem, że oto Wisła pobiła rekord wielce smutny – zanotowano najniższe stany wody od dwustu lat. Pomyślałem, że trzeba to wykorzystać i wieczorem, kiedy słońce jeszcze nad Pragą lekko poświecało, polazłem przez Las Bielański nad Vistulę. Pomysł nienajlepszy, spóźniony, niedopracowany. Ale trudno. Poszedłem, aby choć przez moment stanąć na jej brzegu. I co? I było warto się przejść, bo natrafiłem pośród odsłoniętych kamieni na brzegu, kilka skorupek gałeczki rzecznej, zwanej też kulkówką rzeczną Sphaerium rivivola. To pierwsze moje notowanie tego gatunku, dotąd nie udało mi się go wyłowić. Były też inne mięczaki, z okazałymi Dreissena polymorpha i pospolitymi Viviparus viviparus, ale to groszkówka ucieszyła mnie najbardziej.
Myślałem sobie: rzeki schną, trzeba wykorzystać moment, połazić, popatrzeć, poszukać, może uda się trafić na jaką ciekawostkę. Pomieszało się. Nie zdążyłem.
Za oknem pada. I całe szczęście. Może przybędzie trochę wody w rzekach. Nie zdążę, cóż, może kiedy indziej połażę, poszukam, popatrzę. Ważne, żeby było życie, a przecież bez wody go nie ma.
Kierat się kręci, wciąż się z czymś spóźniam, wciąż na coś brakuje czasu. Urlop już za mną. Perspektyw na wypad w teren raczej brak. Ale –
Czy warto było kochać nas?
Może warto, lecz tą kartą źle grał czas...
Nie spoczniemy,
nim dojdziemy, 
nim zajdziemy 
w siódmy las, 
więc po drodze, 
więc po drodze 
zaśpiewajmy jeszcze raz!

P.S. Pisałem wczoraj wieczorem, ale nie mogłem opublikować. A dziś pogoda słoneczna, no proszę...