Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Viviparus contectus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Viviparus contectus. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 września 2017

Profesor Anna Stańczykowska - w 85 rocznicę urodzin

To było tak: gdyby nie ta jedna książka, to bym w ogóle nie wiedział, że w wodzie można szukać czegoś poza błotniarką i zatoczkiem... Serio. To było bardzo dawno temu, tak dawno, że w Polsce jeszcze nie było Internetu (tak, tak, były takie czasy, jeszcze w zeszłym tysiącleciu...). To były początki mojej przygody z malakologią i ona w tej przygodzie była tą pierwszą. Przez pierwsze lata mojej aktywności wszystko, co wyciągnąłem z wody, oznaczałem przy jej pomocy. Po to chyba przyszła na świat, żeby takim jak ja, nieść pomoc. I dziś kilka słów i o niej, i o jej Autorce, świętującej dziś swoje 85. urodziny.
Anna Stańczykowska, bo o niej dziś w szczególnie ciepły sposób myślę, urodziła się 24 września 1932 roku w Warszawie. O jej dzieciństwie i bardzo trudnym jego rozdziale związanym z II wojną światową, okupacją niemiecką i powstaniem warszawskim można przeczytać w wywiadzie, jakiego udzieliła w ramach Archiwum Historii Mówionej. Tam opowiada o swoich doświadczeniach i o tym, w jaki sposób przełożyły się one na wybór życiowej drogi i związanie się z naukami biologicznymi.
A trzeba powiedzieć, że Anna Stańczykowska swoją wieloletnią pracą badawczą zasłużyła na miano jednej z legend polskiej hydrobiologii. Dodać należy, że poza działalnością badawczą, skupionej na ekologii polskich wód oraz szczególnie intensywnymi obserwacjami nad mięczakami, dużą częścią pracy naukowej szanownej Jubilatki, stanowi popularyzacja nauki. Wielokrotnie to podkreślałem i podkreślał będę, że klasą naukowca jest nie tylko zaangażowanie w badania, ale również ich popularyzowanie. Nie sposób policzyć tych wszystkich, którzy - podobnie jak ja - rozpoczęli swoją przygodę z przyrodą od lektury którejś z popularnych publikacji Pani Profesor. Dla mnie fundamentalną pozostaje książka Zwierzęta bezkręgowe naszych wód (prywatnie - moja rówieśniczka), która stanęła na początku moich spotkań z hydrobiologią. Zdecydowanie później pojawili się w mojej biografii Piechocki, Urbański, Wiktor, Falniowski czy Umiński. Rysunki Andrzeja Karabina zamieszczone w tej książce przez kilka lat były podstawą moich terenowych identyfikacji wszystkiego, co w okolicznych wodach żyło. Pamiętam, że pierwsze zbiory z początku lat dziewięćdziesiątych etykietowałem opatrując przerysowywanymi z tej książki rycinami. Do dziś, bez zaglądania do niej, potrafię powiedzieć, że tablice z rycinami prezentującymi mięczaki, ponumerowane są od XVIII do XXII, i do dziś nie wiem, czemu błotniarkę otułkę przedstawiono jako Amphipeplea glutinosa... 
Anna Stańczykowska (właściwie Anna Stańczykowska-Piotrowska) jest malakologiem, którego nazwisko znane jest w świecie jako eksperta od Dreissena polymorpha. Kiedy w Ameryce Północnej rozpoczęła się inwazja tego małża, profesor Stańczykowska była ekspertem pomagającym tworzyć strategię przeciwdziałania ekspansji. W dorobku naukowym poświęconym Dreissena polymorpha  zwrócić należy uwagę nie tylko na różnorodność aspektów badawczych, ale również na niespotykaną wręcz skalę czasową, obejmującą ponad pięćdziesiąt lat badań. Myślę, że warte podkreślenia jest również to, że aktywność naukowa profesor Stańczykowskiej przełożyła się na bliższych i dalszych kontynuatorów jej działa, do których można zaliczyć prof. K. Lewandowskiego, dr hab. Beatę Jakubik, dr hab. Ewę Jurkiewicz-Karnkowską czy dra Andrzeja Kołodziejczyka. Jako aktywny malakolog, promieniujący na grono swoich współpracowników i uczniów, 25 kwietnia 2007 roku została uhonorowana tytułem Członka Honorowego Stowarzyszenia Malakologów Polskich. 
Prosiłem kiedyś jednego z uczniów Pani Profesor, żeby przekazał jej, jak wiele jej zawdzięczam i jak bardzo jestem jej wdzięczny za te pierwsze kroki w świecie malakologii, hydrobiologii i ekologii. Dziś, wdzięczność tę wyrażając na tych elektronicznych łamach, posyłam myśl serdeczną i najcieplejsze życzenia Ad multos annos, Pani Profesor!



środa, 8 marca 2017

Czy wśród mięczaków są kobiety?

Idę w zakład, że zdecydowana większość z Was spotkała się ze stwierdzeniem, że ślimaki to obojnaki. I to nawet z prawdziwym stwierdzeniem, ale prawdziwym tylko w części. W dużej części, ale nie oznacza to bynajmniej, że obojnactwo jest jedynym rozwiązaniem płciowym wśród ślimaków. Z okazji Dnia Kobiet chciałem dziś chwilkę spojrzeć na żeński pierwiastek w świecie mięczaków.
Rozdzielność płciowa występuje u licznych ślimaków, małży i głowonogów. Nie bardzo się orientuję, jak rzecz ma się u pozostałych gromad, zwłaszcza wśród chitonów i jednotarczowców, ale może kiedyś sprawdzę. W każdym razie nawet w Polsce znaleźć można gatunki ślimaków, u których występuje rozdzielność płciowa, nawet z czasem wyraźnym dymorfizmem płciowym.
Najlepiej przyjrzeć się dość pospolitej w Polsce żyworodce, czy to Viviparus viviparus, czy V. contectus. Powinien to być podręcznikowy dowód na tezę, że nie każdy ślimak to obojnak. Żyworódki nie tylko że są rozdzielnopłciowe, ale też wyraźnie (no powiedzmy, że wyraźnie) zaznaczają różnice między samcami a samicami. Muszle samic są nieco większe i nieco bardziej obłe, co jest związane ze strategią rozrodczą opierającą się na przetrzymywaniu w specjalnej torbie lęgowej zarodków. Jeśli po zimie znajdziecie gdzieś na brzegu stawu lub jeziora zeszłoroczne muszle żyworódek, zdejmijcie wieczko i potrząśnijcie muszlą nieco, aby wysypać z niej detrytus i pozostałości mięczaka. Z niektórych muszli wysypią się dwumilimetrowe  skorupki, bardzo delikatne, szczątkowe. Znaczy, że trzymacie muszlę samicy żyworódki. Jeśli chodzi o żywe osobniki tego gatunku, to łatwiej rozróżnić samca od samicy po czułkach: samice mają oba jednakowej długości i grubości (takie nitkowate prawie), natomiast samce mają prawy czułek wyraźnie pogrubiony i nieco krótszy (bo przekształcony w narząd kopulacyjny).
Inny z krajowych ślimaków, kiedyś określany mianem przodoskrzelnych, namułek pospolity Litoglyphus naticoides również może służyć za przykład rozdzielnopłciowości wśród ślimaków. Aby odróżnić samca od samicy należy przyjrzeć się ujściu muszli: u samiczek ujście jest proste, natomiast u samców widoczne jest łukowate wcięcie ujścia muszli w jej dolnej części.
Kiedyś wspominałem o obcym składniku naszej malakofauny - wodożytce nowozelandzkiej. U Potamopyrgus antipodarum występują populacje złożone wyłącznie z samic, które rozmnażają się partenogenetycznie (w warunkach kolonizowanych, bo naturalnie żyjące wodożytki znają samców). I to kolejny przykład żeńskiego pierwiastka wśród ślimaków.
U małży temat płci też jest bardzo ciekawy. Zasadniczo duża ich część, np. z rodziny Unionidae, jest rozdzielnopłciowa. Wówczas muszle samic są bardziej pękate i można w ten sposób próbować określać, czy to chłopiec czy dziewczynka;) Ciekawe jest to, że w normalnie zagęszczonych populacjach występują samce i samice. Kiedy liczebność mocno spada i trudno o znalezienie partnera, wówczas pojawia się hermafrodytyzm, tak dzieje się np. u perłoródki rzecznej (a ta jest już z rodziny Margeritiferidae, nie Unionidae).
O głowonogach nie będę się rozpisywał poza tym, że najciekawszym przykładem dymorfizmu płciowego w tej gromadzie wydaje się być żeglarek argo Argonauta agro. Ośmiornica ta w okresie rozrodu buduje specyficzną muszlę (która nie jest muszlą homologiczną z innymi muszlami mięczaków), służącą za inkubator jaj. Samica składa jaja do wnętrza muszli, następnie zasiada w niej jak w łodzi i pilnuje, żeby potomstwu było dobrze... jak u mamy. Myślę, że kiedyś więcej napiszę na temat żeglarków, bo to bardzo ciekawe stworzenia.
Tak więc, jeśli nadal ktoś twierdził będzie, że mięczaki są obojnakami, proszę rację przyznawać, z dopowiedzeniem, że jednak nie wszystkie.
A z okazji Dnia Kobiet, wszystkim Paniom, a zwłaszcza tym, które zajmują się malakologią, serdeczności posyłam.

piątek, 14 listopada 2014

Filatelistyka dla malakologa

Historia polskiej filatelistyki sięga roku 1860. Wtedy pojawił się pierwszy znaczek pocztowy w Królestwie Polskim, dwadzieścia lat po Penny Black, najstarszym znaczku pocztowym na świecie.
Filatelistą nigdy nie byłem zbieraczem znaczków - owszem. Z różną intensywnością i zaangażowaniem gromadziłem te maleńkie dzieła sztuki, zamykające na niewielkiej przestrzeni ogrom detali, szczegółów i zamierzeń. Najbardziej pociągały mnie zawsze znaczki wykonane techniką stalorytu, obecnie już raczej niespotykane w obiegu.
Robiłem niedawno troszkę porządku w papierach i w ręce wpadły mi koperty ze znaczkami, o których dawno już chciałem napisać. W polskiej filatelistyce są warte szczególnego odnotowania, ale też są to znaczki z własną, pokręconą historią.
Choć najstarszy polski znaczek pocztowy datuje się na 1860 rok, trzeba było jeszcze 130 lat czekać na pierwszy polski znaczek z motywem wiodącym mięczaka. Dopiero w 1990 roku Poczta Polska wyemitowała serię znaczków "Ślimaki i małże Polski", której autorem jest polski artysta, Jacek Brodowski (ur. 5 lipca 1943 r. w Krakowie). To chyba najdziwniejsza seria w polskiej filatelistyce, ale do końca się nie upieram, bo filatelista nie jestem, a co najwyżej zbieraczem...
Dlaczegóż to miałaby być najdziwniejszą polską serią? Otóż po pierwsze wprowadzono wówczas znaczki beznominałowe. Kto pamięta początek lat dziewięćdziesiątych, pamięta zapewne również panującą wówczas inflację (jej apogeum przypadło na wrzesień 1990 roku, wówczas wynosiła 585,8% w skali roku!). Myślę, że to właśnie kłopoty z inflacją mogły stać u podstaw decyzji o wprowadzeniu znaczków bez nominałów, z literowym oznaczeniem rodzaju usługi, za którą pobrano opłatę w znaczku. Jeśli dobrze pamiętam, opłata A odnosiła się do listów zamiejscowych, opłata B do kartek pocztowych i listów miejscowych. Ale mogę się mylić, bo parę lat już minęło...
Seria jest dziwna, bo zakończyła się na dwóch znaczkach (odpowiednio 3095 - Błotniarka stawowa Lymnaea stagnalis i 3096 - Żyworódka jeziorowa Viviparus contectus), choć planowana była na 10 znaczków. Widać to choćby w nazwie serii, która nie przystaje do rzeczywistości: miały być ślimaki i małże, wydano tylko ślimaki. Jacek Brodowski przygotował projekt 10 znaczków jeszcze w grudniu 1988 roku, ale ostatecznie Poczta Polska wyemitowała tylko dwa z nich. Dziś nie wiadomo nawet, kto podjął decyzję o ograniczeniu serii, a dokumentacja techniczna ponoć została już zniszczona.
Znaczki nie należą do najbardziej urodziwych. Jednokolorowe (zielone dla nominału A, fioletowe dla nominału B), nie zachwycają barwą. Trochę do życzenia pozostawiają same wyobrażenia muszli, zwłaszcza błotniarki stawowej, która wyszła dość żebrowana. Ponoć związane jest to z techniką druku (rotograwiura), która wymaga nieco wyraźniejszych linii. Kto się jednak dobrze rycinom przyjrzy, ten szybko powinien  odnaleźć pierwowzór... Szukać go trzeba w tablicach na kończy książki Anny Stańczykowskiej Zwierzęta bezkręgowe naszych wód. Z tych tablic przerysowywałem swoje pierwsze muszle, tworząc podręczny atlas mięczaków w gładkim zeszycie z szara okładką... W założeniu koncepcyjnym na serię składać się miały jeszcze znaczki z następującymi ślimakami: rozdepka rzeczna Theodoxus fluviatilis, zawójka pospolita Valvata piscinalis, wodożytka bałtycka Hydrobia ventrosa, zatoczek rogowy Planorbarius corneus i ślimak winniczek Helix pomatia oraz z małżami: racicznicą zmienną Dreisena polymorpha, skójką malarzy Unio pictorum, i szczeżują wielką Anodonta cygnaea. Z tego wszystkiego dobrze tylko, że nie wydano znaczka z rozdepką rzeczną, bo w pracy Stańczykowskiej jej podobizna wyjątkowo słabo wyszła... Nie dowiedziałem się też, skąd pochodziłaby podobizna winniczka, ale pewnie pan Brodowski nie miał z tym problemu. Z serii "Ślimaki i małże Polski" wyszły więc tylko dwa ślimaki, a małży się nie doczekaliśmy.
Na wydanych znaczkach umieszczono wyłącznie nazwy polskie, co też składa się na dziwność tej serii. Na ogół na znaczkach umieszczane są łacińskie nazwy gatunkowe obok nazw podanych w językach narodowych. Tutaj ich zabrakło. Wszystko to sprawia, że te dwa niepozorne, na słabym papierze drukowane znaczki (później papier się nieco poprawił), okazują się dla filatelisty całkiem ciekawym rarytasikiem. Mają swoją historię, a przecież to w filatelistyce nie mniej się liczy od kunsztu włożonego w projekt i realizację serii.
Czekam na list, na którym przyklejony będzie polski znaczek z polskimi mięczakami. Na pierwszy taki znaczek trzeba było czekać 130 lat, taką liczbą nie dysponuję, ale byłoby mi bardzo miło, gdyby w końcu taka seria się pojawiła. Cała, nie tylko piąta jej część, jak w przypadku serii zaprojektowanej przez Jacka Brodowskiego. Czekam, może kiedyś przyjdzie taki list...




środa, 25 czerwca 2014

Zeszyty Akwarystyczne nr 51

Od zawsze marzyłem o wielkim akwarium, którego głównymi mieszkańcami będą mięczaki. Marne są moje doświadczenia z akwariami, żadne z nich nie zrealizowało mojego marzenia, pozostawiając niedosyt odkładany na kiedyś. Prawdą jest, że w ostatnich czasach nastąpił znaczny rozwój akwarystyki, zwłaszcza w kwestii oferty dla hodowców, którzy mogą się cieszyć sprowadzaniem nowych, egzotycznych zwierząt. Prawdą jest, że wśród akwarystycznych nowinek mięczaki traktowane są wciąż po macoszemu, a oferta handlowa sklepów zoologicznych rzadko obejmuje więcej niż kilka gatunków ślimaków i jeszcze mniej małży.
Nie zauważyłem światełka w tunelu, nie mniej z wielką radością przyjąłem kolejny numer Zeszytów Akwarystycznych poświęcony mięczakom, a właściwie ślimakom słodkowodnym. Rozróżnienie to o tyle jest istotne, że już kilkanaście miesięcy temu opublikowany został zeszyt poświęcony mięczakom, ten zaś, oznaczony numerem 51, dedykowany jest wyłącznie ślimakom. Poza krótkim ogólnym wstępem omawiającym gromadę brzuchonogów, swoją reprezentację zaznaczyło 17 gatunków, w tym pięć krajowych. Trudno mi ukrywać, że to trochę mało, jednak docenić należy i tę liczbę: ze znanych mi publikacji poświęconych mięczakom w akwarystyce, ta zdaje się być najbogatsza...
Nie znam autorki opracowania. Zajęła się tym Hania Stepnowska, znana zapewne stałym czytelnikom polskojęzycznych magazynów akwarystycznych. Informacje ogólne oparte zostały na - tu mało precyzyjnie podano źródło - na pracy Andrzeja Piechockiego w redagowanym przez Bogdanowicza, Chudzicką, Pilipiuk i Skibińską III tomie Fauna Polski - charakterystyka i wykaz gatunków (Warszawa, 2008). W przypadku omawianych gatunków nie podano już źródła pochodzenia informacji, przez co ma się chyba rozumieć, że chodzi o wiedzę potoczną, dostępną z rozmów z hobbystami lub własnych informacji. Warto byłoby o tym wspomnieć pisząc takie opracowanie. Jeszcze kwestia języka: czasem razi słownictwem niestosowanym wśród amatorów malakologii, np. określenie "muszla o pokroju śrubowatym" - takie to trochę obco brzmiące, choć być może wśród akwarystów powszechne. Nie wiem... W samej warstwie tekstowej tu i ówdzie widoczne drobne niedociągnięcia, co może wskazywać na szybkie tempo powstawania zeszytu.
Nie chciałbym, aby moje słowa zabrzmiały zbyt krytycznie. Publikację nabyłem od razu, jak tylko trafiła na półki, a sprawdzałem codziennie przez kilkanaście dni. I bardzo się cieszę, że jest. Bo wydaje się, że była i jest potrzebna. Mnie jest szkoda, że trochę tego mało.
Gatunkom naturalnie występującym w Polsce poświęcono kilka stron, dzieląc je między Lymanea stagnalis, Physa fontinalis, Planorbarius corneus, Radix auricularia i Viviparus viviparus. Niepotrzebnie wkradł się bałagan: ułożenie alfabetyczne nie ma nic wspólnego z układem systematycznym, a alfabetyczny porządek nie występuje przy omawianiu ślimaków egzotycznych. Również dobór krajowych gatunków nie do końca mnie zadowala. Żyworodka (lub żyworódka, jak stosuje również autorka opracowania) rzeczna występuje w akwariach rzadziej niż jej siostrzana żyworodka jeziorowa. Podobnie z Physa: rodzimym gatunkiem jest fontinalis, ale wśród prowadzących akwaria znana jest przede wszystkim  zadomowiona u nas od stulecia, ale obca Physella acuta, o której nawet nie wspomniano. To samo też można odnieść do Planorbidae: choćby z racji na plagę zatoczkowatych zawlekanych do akwariów z roślinami, warto byłoby wspomnieć o innych zatoczkach, w tym Planorbella duryi, którą częściej oglądają akwaryści.
Ślimaki egzotyczne reprezentowane są w opracowaniu przez następujące gatunki: Maleanoides tuberculata, Pomacea difffusa, Clithon corona, Clithon diadema, Neritina violacea, N. natalensis, N. variegata, Vittina semiconica, Thiara cancellata, Brotia pagodula, Anentome helena, Tylomelania patriarchalis. Każdemu z gatunków poświęcono krótszy lub dłuższy opis wymagań środiwskowych i prognozę hodowlaną (np. nt potencjalnej uciążliwości w akwarium). Każdy z gatunków otrzymał również fotografię ułatwiającą rozpoznanie ślimaka.
Sporą zaletą opracowania, bardzo praktyczną z punktu widzenia akwarysty - jest podanie minimalnej objętości zbiornika, granicznych wartości temperatur, temperatur optymalnych oraz zakresu pH. Powinno to pomóc wszystkim, którzy albo na ślimaki w akwarium patrzą bokiem, albo którzy planują urozmaicić hodowlę o nowe stworzenia.
Znam akwarystów, którzy specjalizują się w określonych gatunkach egzotycznych i wiedzą o nich prawie wszystko. Ich pozostawiam na boku. Wszystkim pozostałym polecam omawiane opracowanie. Doświadczeni porównają swoją wiedzę, początkujący zdobędą cenne informacje na start. A wszystko to po polsku, dostępne jeszcze na pólkach empiku. Może więc warto szybko sprawdzić, czy jeszcze jest. Nakład 3000 egzemplarzy może przecież rozpłynąć się wśród akwarystów szybciej, niż helenki wyjedzą rozdętki w dziesięciolitrowym zbiorniku...

Zeszyty Akwarystyczne słodkowodne, 2014 nr 5(51), www.petpubications.pl

poniedziałek, 26 maja 2014

Żyworodka jeziorowa (Viviparus contectus Millet, 1813)

Jest w naszej faunie mięczaków kilka gatunków, które warte są wspomnienia w kilku słowach. Wszystkie na to zasługują, ale niektóre w sposób szczególny. Pomyślałem, że przy okazji Dnia Matki poświęcę im chwilę.
Mięczaki kojarzone są na ogół z obojnakami. Po części jest to prawdą, ale tylko po części. Wśród ślimaków przodoskrzelnych (Prosobranchia) w rozdzielność płciowa nie tylko, że występuje, ale często towarzyszy jej wyraźny dymorfizm płciowy w budowie muszli.
Największym przodoskrzelnym ślimakiem występującym w Polsce jest słodkowodna żyworodka jeziorowa (inaczej zwana pospolitą) Viviparus contectus (Millet, 1813). To bardzo pospolity, zwłaszcza na niżu, ślimak, którego muszla dochodzi do 55 mm wysokości. Jej barwa nie odstaje szczególnie od ubarwienia innych ślimaków spotykanych u nas, na ogół jest ciemna, oliwkowoszara, brunatna, zielonobrązowa, szarawa lub czarniawa, za to z charakterystycznymi trzema pasami, na ogół czerwono-brunatnymi lub rogowymi. Niekiedy znajduje się jasne muszle (zwłaszcza puste), żółtawe z wyraźnymi czerwonawymi paskami. Kolor zdaje się zależeć głównie od dna, z jakim ślimak jest związany: w zbiornikach o dnie mulistym żyją ciemno ubarwione osobniki, natomiast te jasne spotyka się głównie w zbiornikach o dnie piaszczystym. Skorupka ma wyraźny dołek osiowy, ostry szczyt i schodkowato ułożone skręty. To odróżnia ją od blisko spokrewnionej żyworodki rzecznej (inaczej paskowanej) Viviparus viviparus (Linnaeus, 1758), charakterystycznej dla większych rzek nizinnych i pobrzeża Bałtyku. Ciało żyworodki jest ciemne, szarawe z jasnożółtym lub złotopomarańczowym pigmentowaniem na powierzchni głowy, ryjka, czułków i nogi. Ujście muszli zamykane jest rogowym wieczkiem przyrośniętym do tylnego krańca nogi.
Ten wielki ślimak preferuje spokojne wody, głównie stawy i jeziora oraz starorzecza, choć można go napotkać również w wolno płynących rzekach, zwłaszcza silnie zarośniętych. Populacje rzeczne wykazują nieco mniejsze rozmiary niż te ze środowisk stagnujących.
Jest to gatunek, na którym można się uczyć dymorfizmu płciowego u ślimaków. Muszle samic są nieco większe i bardziej rozdęte, a skręty są mocniej wysklepione. Czułki samic są jednakowe, natomiast u samców jeden z czułków pełni funkcję narządu kopulacyjnego i jest grubszy i powiększony. Co ciekawe, na co wskazuje nazwa rodzajowa, ślimak ten jest ślimakiem żyworodnym. Jaja ślimaka składane są do wewnątrz muszli samicy i inkubowane w specjalnej macicy, skąd rodzą się małe ślimaki, których muszle pokryte są drobną szczecinką w miejscu późniejszych pasków. Rozród trwa mniej więcej od wczesnej wiosny do jesieni, natomiast apogeum rozrodu następuje około czerwca. młode osobniki mają do 6-7 mm wielkości i początkowo gromadnie przebywają w płytszych częściach zbiornika, i dopiero późną jesienią schodzą w głębsze części dna.
Piszę o tym w Dniu Matki. Żeby nie było, że nie pamiętam. Może niektórzy dzięki temu dowiedzą się, że ślimaki też mogą mieć swoja matkę...


 Kilka muszli żyworodki jeziorowej z... Krutyni, z rzeki;) Dlatego jasne... Jak będę miał lepsze zdjęcie, to podmienię.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Folia malacologica - tom 20, zeszyt 3

Sezon letni nie jest może optymalnym czasem na zajmowanie się omawianiem lektur, ale wziąwszy pod uwagę znaczny i widoczny postęp w kwestii regularności wydań Folia malacologica, czuję się zobowiązany wspomnieć o kolejnej odsłonie. Tym razem kolejny zeszyt przyniósł dwa tylko nowe teksty, za to nieco większych rozmiarowo, a z pewnością godnych uwagi.
Fragment artykułu, M. Ożgo
Beata Jakubik ogłosiła pracę o strategiach życiowych krajowych żyworódek w różnych środowiskach wodnych (Life strategies of Viviparidae (Gastropoda: Caenogastropoda: Architaenioglossa) in various aquatic habitats: Viviparus viviparous (Linnaeus, 1758) and V. contectus (Millet, 1813), badając korelacje między typem zbiornika, jego wielkością czy zaawansowaniem trofii, a strukturą populacji i jej strategii życiowej. Badania prowadzone przez uczennicę prof. Stańczykowskiej koncentrowały się na dolnych odcinkach Bugu i Narwi oraz Zbiorniku Zegrzyńskim. Nie potrafię streścić wyników pracy tak, aby ich nie przekłamać, stąd polecam lekturę. Badano strategię reprodukcyjną bardzo ciekawych ślimaków, które nie dość, że zachowują rozdzielność płciową, to jeszcze są żyworodne (choć właściwie jajo-żyworodne). A że Viviparidae należą do najczęściej występujących ślimaków wodnych w dorzeczu Bugu i Narwi, może warto czegoś więcej się o nich dowiedzieć.
Fragment z artykułu, fot. M. Ożgo

Podobną nieco pracą jest publikacja Małgorzaty Ożgo Shell polymorphism in the land-snail Cepaea nemoralis (L.) along a west-east transect in continental Europe. Autorka badała relację między zasięgiem geograficznym wstężyka gajowego a jego ubarwieniem. Zaciekawiła mnie metoda doboru próby: wybrano 52 równoleżnik, a stanowiska określano południkowo, wyznaczając obszar o promieniu 15 km od skrzyżowania równoleżnika z południkiem. Badany obszar o długości ponad 1215 km pozwolił na analizę rozmieszczenia gatunku, który w Polsce osiąga wschodnią granice zasięgu. I tutaj również nie podam wszystkich konkluzji, dość jednak zaznaczyć, że w Europie Zachodniej daje się zaobserwować ubożenie stanowisk wstężyka, do czego przyczynia się przede wszystkim rolnictwo wielkoobszarowe. Warto zwrócić uwagę na przyjęty przez Autorkę sposób oznaczania wstężyków gajowych: przyjmując trzy podstawowe formy barwne: żółtą (Y= yellow), różową (P= pink) i brązową (B= brown) oznaczyła cyframi 1-5 paski na muszli, gdzie brak paska oznacza 0, a występowanie paska zaznaczono właściwą pozycją. Tam, gdzie paski się zlewają, zaznaczono w nawiasach właściwy rząd. Pozwoliłem sobie na zamieszczenie fragmentu ilustracji, który to obrazuje. Nie pamiętam, czy podobne kryteria przyjęto niegdyś we wielkim projekcie badawczym skupionym na wstężykach,jakim było EvolutionMegaLab. Zdaje mi się jednak, że tam rozdzielano tylko na kolory i trzy warianty: bez paska, z jednym paskiem i z wieloma paskami. Sposób oznaczania (nie wiem czy autorski, czy przyjęty za kimś) bardzo mi odpowiada: jest czytelny i pozwala na skuteczną analizę danych.
Obie prace łączy analiza na znacznej grupie badawczej oraz badanie relacji populacyjnej do określonych cech. To są żmudne prace, wymagające mozolnego wysiłku i niezwykłej skrupulatności. Dlatego też uważam, że warto się z nimi zapoznać, być może wnioski natchną do czegoś w czasie wakacyjnego odpoczynku.
Materiał ilustracyjny pochodzi ze strony foliamalacologica.com. Materiał ma na celu promocję i popularyzację badań i nie jest związany z jakąkolwiek formą działalności dochodowej. W przypadku stwierdzenia, że zamieszczone ilustracje naruszają prawa autorskie, proszę o kontakt.